W pierwszym hicie 35. kolejki Premiership Chelsea Londyn wygrała z Tottenhamem w derbach Londynu 2:1. Jednak oba gole dla „The Blues” padły w nieco kontrowersyjnych okolicznościach.
Mecz bardzo powoli się rozkręcał, obie drużyny badały się wzajemnie i szukały błędów w obronie rywala. Z minuty na minutę coraz bardziej rozkręcała się Chelsea, narzucając swoje tempo i swój styl gry gościom z White Hart Lane. W 12. minucie Didier Drogba huknął z rzutu wolnego w poprzeczkę. Trzy minuty później o indywidualną akcję pokusił się Florent Malouda, jednak jego strzał pewnie wybronił Gomes.
W 18. minucie zdarzyło się coś nieprawdopodobnego, Rafael van der Vaart po podaniu z autu zgrał piłkę do Sandro, który po przyjęciu fantastycznie uderzył z woleja, wyprowadzając „Koguty” na prowadzenie. Jest to pierwsza bramka Sandro w Premiership.
Chelsea nie zamierzała pozostać dłużna i znowu przejęła inicjatywę w spotkaniu. W 22. minucie groźnie uderzał głową Michael Essien, ale Gomes przeniósł piłkę nad poprzeczką. „The Blues”, mimo swojej dominacji i przewagi w posiadaniu piłki, nie potrafili sforsować dobrze ustawionej i dysponowanej defensywy rywala zza miedzy.
Gdy wszyscy myśleli, że Chelsea będzie schodzić do szatni z jednobramkową stratą, na strzał z dystansu pokusił się Frank Lampard. Piłka po jego uderzeniu wypadła z rąk brazylijskiemu bramkarzowi gości i powoli turlała się w stronę bramki. Gomes zdążył ją jeszcze złapać, jednak prowadzący spotkanie Andre Marriner po konsultacji z sędzią liniowym zdecydował się uznać bramkę Chelsea.
Początek drugiej połowie niewiele różnił się od końcówki pierwszej części gry. Wciąż Chelsea miała inicjatywę, przewagę w posiadaniu piłki i to ona dyktowała tempo gry Tottenhamowi. W 52. minucie na bramkę Gomes strzelał Drogba, jednak Brazylijczyk pewnie wybronił to uderzenie.
„The Blues” atakowali skrzydłami, środkiem pola, starając się jakoś rozbić bardzo dobrze dysponowaną podczas tego spotkania obronę „Kogutów”. Jednak najczęstsze sytuacje i najgroźniejsze stwarzali po stałych fragmentach gry. W 62. minucie z rzutu wolnego piłkę uderzał Didier Drogba, jednak Gomes wybił ją wprost przed siebie, a wprowadzony za Fernando Torresa Salomon Kalou fatalnie przestrzelił z dobitki.
Pięć minut później Florent Malouda wbiegł w pole karne i upadł w nim po wślizgu Younesa Kabula, ale gwizdek sędziego Marrinera milczał i obyło się bez rzutu karnego. Mająca nadzieję na mistrzowski tytuł i chcąca wygrać to spotkanie Chelsea coraz bardziej się rozkręcała, ale jej ataki wciąż skutecznie rozbijały się o defensywę gości.
Dopiero w 88. minucie nastąpił przełom, Nicolas Anelka wbiegł z piłką w pole karne, ta trafiła do Drogby, który strzelił na bramkę, futbolówka odbijała się od nóg obrońców „Kogutów”, aż trafiła do Kalou, który muśnięciem nogą sprawił, że wtoczyła się do bramki. Jednak jak pokazały powtórki telewizyjne, młodziutki reprezentant Wybrzeża Kości Słoniowej był na minimalnym spalonym, co umknęło uwadze sędziemu liniowemu. Do końca spotkania Chelsea nie oddała cennych w walce o mistrzostwo trzech punktów.










