Chelsea zagrała dzisiaj jak Hiszpania przed Euro 2008. Londyńczycy długo grali pięknie, ale nieskutecznie. Aż przyszła 85. minuta i Ashley Cole zapewnił im minimalne zwycięstwo ze Stoke.
Roberto Di Matteo zdecydował się na bardzo ofensywne ustawienie. Po raz pierwszy na boisku znaleźli się równocześnie Oscar, Hazard i Mata. Tylko na ławce zasiedli Lampard oraz Terry (zastąpił go Cahill). Nic więc dziwnego, że od początku przewagę mieli gospodarze. Gra toczyła się na połowie Stoke, ale zasieki „Garncarzy” były skuteczne. Pierwszy, niestety niecelny, strzał na bramkę oddał Torres w 7. minucie, ale nie po akcji, a po rzucie rożnym. Miejscowym trudno było się przebić przez obronę gości, a jeśli już dochodzili do sytuacji strzeleckich, to przeważnie byli blokowani.

W pole karne wszedł nawet Branislav Ivanović. Serb wcielił się na chwilę w rolę środkowego napastnika, dostał świetne podanie od Hazarda i padł w polu karnym jak długi. Trzeba powiedzieć, że sędzia Olivier nie podjął najlepszej decyzji. Nie dlatego, że nie gwizdnął karnego, ale dlatego, że nie dał Serbowi żółtej kartki, bo ten po prostu postanowił pobawić się w nurka. W 19. minucie mogło być natomiast 1:0 dla… Stoke. Po dośrodkowaniu z rzutu wolnego Mikela uprzedził Walters. Cech nie miałby szans na obronę tego strzału, ale uratowała go poprzeczka.
Goście zaczęli powoli dochodzić do głosu, ale właśnie wtedy Chelsea stworzyła sobie najlepszą okazję przed przerwą. Juan Mata piękną podcinką idealnie obsłużył wychodzącego na pozycję Torresa, który idealnie przyjął sobie futbolówkę na klatkę piersiową. I byłaby to akcja idealna, gdyby tylko Hiszpan pokonał Begovicia. Jeśli jednak nie trafia się w piłkę, to nie można strzelić gola, a że „El Nino” właśnie to zrobił, to Bośniak złapał futbolówkę. Chwilę później z rzutu wolnego spróbował David Luiz, jednak z punktu widzenia bramkarza było to bardziej podanie w jego ręce niż strzał.
Trzeci kwadrans zaczął się nieco bardziej ospale. Trybuny rozruszało dopiero celne, aczkolwiek zbyt lekkie, uderzenie Wilsona z dystansu w 37. minucie. Minęło jednak kilkadziesiąt sekund i goście stworzyli sobie kolejną świetną okazję. Z prawej strony mocno dośrodkował Cameron, a w „szesnastce” znalazł się Kightly i oddał strzał głową. Niby nie najmocniejszy, ale Cech miał z jego obroną wiele kłopotów, bo tylko odbił piłkę, a później daleko wybił ją Luiz. Brazylijczyk chwilę potem znalazł się na niezłej pozycji z drugiej strony boiska, jednak futbolówka po jego strzale poleciała w trybuny. Przez kolejne minuty obrazek z murawy przypominał trochę mecz hokejowy, bo Chelsea zamknęła rywala na jego połowie i nie wypuściła. Z dużej chmury znowu jednak nie było deszczu, tak jak już do końca pierwszej połowy, która zakończyła się bezbramkowym remisem.











