Nieudanie rozpoczyna się przygoda Andre Villasa-Boasa z angielską Premiership. Prowadzona przez niego Chelsea bezbramkowo zremisowała na Britannia Stadium ze Stoke. Gospodarze wynik mogą zawdzięczać świetnej postawie w bramce Begovicia oraz sędziemu, który nie podyktował ewidentnego karnego na Franku Lampardzie.
Po udanym okresie przygotowawczym Andre Villas-Boas wierzył, że mecz ze Stoke jest tylko formalnością i bez problemu wywiezie z Britannia Stadium trzy punkty. Gospodarze braliby w ciemno remis i nie kwapili się z atakami na bramkę Petra Cecha.

Wychodząca w ustawieniu 4-3-3 londyńska Chelsea od razu zamierzała zaatakować gospodarzy i jak najszybciej wyjść na prowadzenie. O sile ataku „The Blues” decydowało trio Malouda-Torres-Kalou. Najaktywniejszym z nich był Fernando Torres, który zamierza udowodnić całej Anglii, że jest wart wydanych na niego 50 milionów funtów. Jednak hiszpański snajper napotkał na niemały opór ze strony Ryana Shawcrossa, Jonathana Woodgate’a oraz Roberta Hutha, którzy szczelnie bronili dostępu przed Hiszpanem i spółką. „The Potters” ograniczyli się do gry z kontrataku i rzadko zagrażali bramce strzeżonej przez Petra Cecha. Do przerwy kibice nie zobaczyli bramek.
Chelsea w drugiej połowie wciąż nie spuszczała z tonu, nękając dalej szczelną obronę Stokę.
W 52. minucie w sporym zamieszaniu w polu karnym padł Fernando Torres przytrzymywany przez Jonathana Woodgate’a. Jednak sędzia nie zagwizdał i gestem dłoni polecił, aby Hiszpan podniósł się z boiska. Kilka sekund później w pole karne wpadł Frank Lampard i został powstrzymany wślizgiem przez Marca Wilsona, gwizdek prowadzącego spotkanie Marka Halseya znów milczał, chociaż powtórka pokazała, że obrońca Stoke trafił w nogi angielskiego pomocnika.

W 54. minucie fantastycznym uderzeniem z półwoleja ze skraju pola karnego popisał się John Obi Mikel, jednak Begović sparował piłkę na rzut rożny. W ataku dwoił się i troił Fernando Torres, który chciał znaleźć sposób na minięcie rosłych obrońców Stoke City. Mimo świetnego wyszkolenia technicznego, jakie ma Hiszpan, nie potrafił on przebić się i zagrozić golkiperowi Stoke. W 63. minucie na strzał z dystansu zdecydował się Florent Malouda, ale i tym razem piłka wpadła w ręce Begovicia. Bośniak popisał się refleksem kilka minut później, parując na poprzeczkę kąśliwe uderzenie Nicolasa Anelki. Kilka sekund później Fernando Torres idealnie dośrodkował na głowę Salomona Kalou, jednak młody reprezentant Wybrzeża Kości Słoniowej za słabo główkował i futbolówka znowu znalazła się w rękach bramkarza gospodarzy.











