W derbach Londynu Chelsea rozbiła West Ham 4:1 po bramkach Alexa, Drogby (dwie) i Maloudy dla Chelsea oraz Scotta Parkera dla West Hamu. W rywalizacji Stoke City z Aston Villa padł nudny remis.
Chelsea Londyn – West Ham
Derbowy pojedynek pomiędzy Chelsea Londyn a West Hamem miał zdecydowanego faworyta w postaci podopiecznych Carlo Ancelottiego. Jednak jak wiadomo, mecze drużyn z jednego miasta rządzą się swoimi prawami.
Spotkanie rozpoczęło się tak, jak wszyscy się tego spodziewali, czyli od zdecydowanych ataków Chelsea. W 2. minucie groźnie, lecz niecelnie uderzał Florent Malouda. Chwilę później ten sam gracz po raz kolejny niepokoił defensywę gości, ale Francuz ponownie przestrzelił. W 11. minucie zdobyć gola próbował Didier Drogba, jednak znów obyło się bez zmiany wyniku.
W 16. minucie West Ham nie miał już tyle szczęścia. Bardzo aktywny od początku Malouda zagrał dokładną piłkę do Alexa, a Brazylijczyk strzelił bramkę na 1:0. Ta sytuacja dała „The Blues” zbyt dużą pewność siebie. Mimo iż ciągle naciskali, co zaowocowała akcjami Drogby, nie zdołali podwyższyć wyniku, za to goście wykazali się zdecydowanie lepszą skutecznością. W 30. minucie wyrównał Scott Parker. Do końca pierwszej połowy rezultat, mimo strzałów Lamparda i Kierona Dayera, nie uległ zmianie.
W 56. minucie na prowadzenie ponownie wyszli podopieczni Carlo Ancelottiego. Strzelcem bramki okazał się Didier Drogba, który wcześniej miał problemy z wykończeniem akcji. Po tym golu „The Blues” nie odpuszczali. Swoich sił spróbowali John Obi Mikel i Carlton Cole, ale obu szczęście bynajmniej nie sprzyjało. W 77. minucie gola na 3:1 zdobył Florent Malouda, który tego dnia demolował defensywę graczy prowadzonych przez Gianfranco Zolę. Leżących już rywali dobił w doliczonym czasie gry ponownie napastnik rodem z Wybrzeża Kości Słoniowej, ustalając wynik pojedynku na 4:1.
Stoke City – Aston Villa
Stoke miało dziś ciężkiego rywala. Przed meczem większość ekspertów jako zdecydowanych faworytów przedstawiało Aston Villę. Goście walczą o czwarte miejsce w tabeli i ciężko było przypuszczać, że raczej dołujący przeciwnicy zdobędą jakieś punkty.
Glenn Whelan ze Stoke w 7. minucie strzelił na bramkę, ale jego uderzenie minęło słupek o dość sporą odległość. Spotkanie nie stało na najwyższym poziomie i dopiero w 17. minucie James Collins z ekipy „The Villans” stworzył kolejną groźną akcję, jednak jej nie wykorzystał.
W 27. minucie Stilian Petrov był bardzo blisko strzelenia bramki. Bułgarowi zbrakło zimnej krwi i dołączył do piłkarzy, którzy zmarnowali swoje akcje. Pierwsza połowa nie przyniosła już żadnych ciekawych zdarzeń i na pewno rozczarowała kibiców. Po przerwie spodziewano się, że Aston Villa przyciśnie i mecz zrobi się ciekawszy.
Na początku wydawało się, że tak będzie, bo Stewart Downing przeprowadził groźną, acz bezskuteczną akcję. Jednak szybko wszystko wróciło do nudnej normy. Dopiero w 59. minucie Ricardo Fuller ładnie uderzył, ale i on nie wpisał się na listę strzelców. Kolejna ciekawa akcja miała miejsce dopiero w… 86. minucie, ale James Collins nie popisał się wykończeniem i po ostatnim gwizdku sędziego wynik brzmiał 0:0.










