Chelsea nie miała litości dla Aston Villi, mimo że przecież idą święta. Ba, londyńczycy zabawili się w Mikołaja, który w swoim worku miał dzisiaj aż osiem prezentów w postaci zdobytych goli! „The Blues” wygrali aż 8:0, a łupem bramkowym podzielili się Torres, Luiz, Ivanović, Lampard, Ramires (dwie), Oscar i Hazard.
Paul Lambert na boisko posłał dość defensywny skład, ale na niewiele się to zdało, bo Chelsea zaliczyła piorunujący początek. Nie minęło nawet 180 sekund i gospodarze już prowadzili. To było proste. Piłka powędrowała na prawo do Azpilicuety, który dokładnie dośrodkował w pole karne. Środkowi obrońcy zostali w blokach, gdy Fernando Torres wyskoczył, uprzedził stoperów Aston Villi i świetnym strzałem głową nie dał Guzanowi najmniejszych szans na skuteczną interwencję. Kolejne minuty nie były tak ciekawe, pod bramkami obu zespołów niewiele się działo. Między 16. a 17. minutą kibice tradycyjnie odśpiewali „One Di Matteo”, ale dzięki wynikowi na tablicy Beniteza obchodziło to pewnie mniej.

Londyńczycy, pomni tego, że w sylwestra zeszłego roku też szybko zdobyli prowadzenie w spotkaniu z AV, a później przegrali 1:3, na krótko odpuścili. Chwilę później Luiz z Matą przeprowadzili dobrą akcję i tylko ofiarna interwencja obrońcy powstrzymała Hiszpana przed oddaniem co najmniej groźnego strzału. Minęło kilkadziesiąt sekund i defensorzy zablokowali uderzenie Azpilicuety. Za to między 19. a 20. minutą odezwali się fani przyjezdnych, którzy gromkimi oklaskami wsparli walczącego z białaczką Stiliana Petrowa. Kolejne dziesięć minut było nudne, aż Eden Hazard ruszył z piłką tak, że powstrzymać mógł go tylko faul. Chelsea dostała rzut wolny ok. 25 metrów przed bramką, piłkę ustawił David Luiz i wspaniale przymierzył nad murem, podwyższając na 2:0.
„The Blues” tym razem nie zwolnili, a poszli za ciosem jeszcze szybciej. Najpierw z rzutu wolnego próbował Mata, ale trafił w mur. Później londyńczycy mieli kilka rzutów rożnych. Korner z 34. minuty w końcu przyniósł oczekiwany skutek. Piłkę w zamieszaniu w polu karnym kopnął w stronę bramki Cahill. Jego strzał Guzan obronił, ale przy dobitce Ivanovicia był już bezradny. 3:0, praktycznie po meczu. 180 sekund po tym golu z dystansu groźnie uderzał Luiz, ale tym razem Guzan złapał piłkę. Przed przerwą „Villans” stać było tylko na odpowiedź w postaci strzału z dystansu Bannana, ale jej rezultat lepiej przemilczeć. Chelsea też już nie forsowała tempa i do przerwy dowiozła to wysokie prowadzenie.
Pięć minut po zmianie stron powinno być 4:0. Juan Mata dostał podanie z prawej strony od Mosesa i strzelił bardzo mocno z 10 metrów. Piłka poleciała jednak w środek bramki, co umożliwiło Guzanowi świetną interwencją. W 56. minucie do siatki trafił Torres, ale sędzia słusznie dopatrzył się spalonego. Minęło kilkanaście sekund i Moses wyszedł sam na sam z Guzanem, ale przegrał ten pojedynek. Gol i tak padł, i to jeszcze w tej samej akcji. Od razu bowiem piłkę przejął Lampard, który huknął z ok. 30 metrów tak mocno, że bramkarz rywali nie miał nic do powiedzenia. Był to 190. gol Franka dla Chelsea w jego 500. meczu od pierwszej minuty w Premier League.










