Kibicie zgromadzeni na Stamford Bridge zobaczyli dzisiaj: osiem bramek, dwa rzuty karne i cztery trafienia Franka Lamparda. Chelsea Londyn na własnym stadionie rozbiła Aston Villę aż 7:1.
Chelsea w ostatnim meczu rozgromiła na Fratton Park outsidera Premiership – Portsmouth. „The Blues” kolejkę wcześniej po słabym meczu zremisowali z Blackburn zaledwie 1:1 i stracili fotel lidera. Teraz Carlo Ancelotti, jeśli myśli o zdobyciu tytułu, nie może sobie pozwolić na jakąkolwiek wpadkę, a terminarz dla londyńczyków jest bardzo niekorzystny. Pierwszym z trudnych rywali do pokonania była walcząca o europejskie puchary Aston Villa. „The Villans” potrafili wygrać na Old Trafford i na New Anfield, teraz tej sztuki mieli dokonać na Stamford Bridge. Zespół Martina O’Neilla nie przegrał jeszcze w tym roku żadnego spotkania i posiada najlepszą defensywę w całej lidze. W pierwszym spotkaniu tych drużyn Aston Villa pokonała na Villa Park Chelsea 2:1.
Pierwsze dziesięć minut należało do przyjezdnych, jednak Chelsea stopniowo zaczęła przejmować inicjatywę i narzucać przeciwnikowi swoje tempo gry. „The Blues” chcieli jak najszybciej wyjść na prowadzenie i ta sztuka udała im się już w 15. minucie spotkania, gdy Florent Malouda mocno wstrzelił piłkę na piąty metr, a zamykający akcję Frank Lampard nie miał problemów z wpakowaniem jej do siatki. Po tej bramce spotkanie opadło, londyńczycy nie kwapili się do dalszych ataków, a „Villans” nie chcieli przejąć inicjatywy, koncentrując się na grze pozycyjnej i ewentualnych kontratakach. W 28. minucie w pole karne dośrodkował Ashley Young, do piłki doszedł John Carew i na Stamford Bridge zrobiło się 1:1. Chelsea po straconej bramce szybko się otrząsnęła i ruszyła do ataków na bramkę strzeżoną przez Brada Friedela. Na efekty tego kibicie czekali aż do 44. minuty, gdy w polu karnym James Collins sfaulował wbiegającego Jurija Żyrkowa. Do „jedenastki” podszedł tradycyjnie Frank Lampard i zdobył drugą bramkę w tym meczu. Do przerwy było 2:1 dla „The Blues”, jednak nikt nie przypuszczał, co może się zdarzyć po przerwie. Nikt nie przewidziałby takiej klęski zespołu Martina O’Neilla.
Druga połowa zaczęła się znów od przejęcia inicjatywy przez Chelsea, która nie zamierzała powtórzyć błędu z Blackburn, gdzie pozwoliła przeciwnikowi na rozgrywanie akcji. Tym razem „The Blues” byli skuteczni w ataku, jak i obronie, gdzie królowali: Paulo Ferreira, Jurij Żyrkow, Alex i John Terry. Również Petr Cech po kontuzji wrócił w bardzo dobrej formie, wyłapując bez problemu wszystkie groźne piłki. W 56. minucie Deco znakomicie podał do Żyrkowa, Rosjanin miękko dośrodkował w pole karne, gdzie do piłki dopadł Florent Malouda i podwyższył na 3:1. Chelsea nie zamierzała zwalniać tempa i pięć minut później strzeliła kolejną bramkę. Identycznie jak w pierwszej połowie został w polu karnym sfaulowany Jurij Żyrkow, a rzut karny pewnie wykorzystał Frank Lampard, który zdobył hattricka. Obrońcy Aston Villi, niegdyś nie do przejścia, byli dla zawodników jak tyczki treningowe. W 67. minucie swoją drugą bramkę zdobył Florent Malouda. Francuski skrzydłowy strzelił już 11 bramek dla swojego zespołu i pokazuje, że jest w znakomitej formie. Przez kolejne dziesięć minut Chelsea nieco zwolniła tempo, pozwalając odpocząć swoim atakującym. „The Blues” było wciąż mało i w 82. minucie swoje pierwsze trafienie w lidze zdobył Salomon Kalou, który dotychczas strzelał w meczach pucharowych. Na Stamford Bridge było już 6:1 i gdy wszyscy myśleli, że to już koniec, swoją czwartą bramkę zdobył zawodnik meczu – Frank Lampard. Dla Anglika było to 151 trafienie w barwach Chelsea Londyn.










