Dzisiaj po południu rozegrano pierwsze spotkania piątej kolejki Premiership. Niezwykle ciekawie było na Britannia Stadium, gdzie piłkarze Chelsea w ostatniej minucie gry wyrwali trzy punkty graczom Stoke City. Bohaterem „The Blues” Francuz – Florent Malouda. W Manchesterze „The Citizens” lepsi od „Kanonierów”, po emocjonującym meczu, zakończonym wynikiem 4:2.
Spotkanie na Britannia Stadium, w którym niewątpliwym faworytem byli goście z Londynu, obie jedenastki rozpoczęły nerwowo. Najpierw, już w dziesiątej minucie meczu, boisko w wyniku kontuzji opuścić musiał James Beattie. Później, jeszcze przed upływem dwudziestu minut, ostrzeżenie w postaci żółtej kartki dostali Ryan Shawcross i Salomon Kalou. Szybciej swoją grę poukładali gospodarze i niespodziewanie objęli prowadzenie. Dośrodkowanie Glena Whelana na bramkę, strzałem głową zamienił Abdoulaye Faye.
Przed przerwą na Britannia Stadium zapowiadało się na sensację. Jeszcze przed końcem pierwszej części spotkania, w wyniku kontuzji boisko opuścić musiał golkiper gospodarzy – Thomas Sorensen. Wprowadzony na boisko rezerwowy bramkarz, Steve Simonsen, nie zdołał zachować
czystego konta nawet do przerwy. Kiedy wydawało się, że do szatni w lepszych nastrojach zejdą piłkarze Stoke, bramkę zdobył niezawodny Didier Drogba po asyście Franka Lamparda.
Chelsea miała ogromny problem z wykończeniem akcji, więc Carlo Ancelotti postanowił wprowadzić na plac gry Nicolasa Anelkę, który miał zapewnić „The Blues” zwycięstwo. Francuz faktycznie przyczynił się do wygranej Chelsea w wydatny sposób. W 90. minucie spotkania dograł dokładnie piłkę do swojego rodaka, Florenta Maloudy, który pokonał Steve’a Simonsena i zapewnił zwycięstwo gościom z zachodniego Londynu. Podopieczni Carlo Ancelotti’ego wciąż są zatem drużyną, która w obecnych rozgrywkach jeszcze nie doznała porażki.
Manchester City – Arsenal Londyn
W jednym z najciekawiej zapowiadających się spotkań piątej kolejki Premiership, na City of Manchester Stadium, gospodarze okazali się lepsi od gości z Londynu.
Mecz rozpoczął się pechowo dla Arsenalu, kiedy w 19. minucie spotkania niefortunna interwencja Manuela Almunii dała prowadzenie gospodarzom. Podopieczni Wengera wyrównali dopiero w drugiej części spotkania za sprawą Robina van Persie’go. To był jednak dopiero początek strzelania na City of Manchester Stadium.
Zaledwie dziesięciu minut potrzebowali gospodarze, aby zaaplikować Arsenalowi trzy bramki. Najpierw drużynę „The Citizens” na prowadzenie wyprowadził Craig Bellamy, kilka minut później litości dla byłych kolegów klubowych nie okazał Emmanuel Adebayor, który podwyższył wynik. Czwarte trafienie dla gospodarzy zaliczył skrzydłowy Shaun Wright-Phillips. Podopieczni Wengera próbowali się jeszcze podnieść po tych trzech ciosach, ale trafienie Rosicky’ego pozwoliło tylko na zmniejszenie rozmiarów porażki.
Liverpool – Burnley
Na Anfield Road przyjechał dzisiaj beniaminek z Burnley, który pokonał już w tym sezonie jeden z zespołów „wielkiej czwórki” – Manchester United.










