Na Molineux doszło do spotkania pomiędzy mistrzem Anglii oraz broniącym się przed spadkiem Wolverhampton. Miała miejsce wielka niespodzianka, gdyż wygrał główny faworyt do spadku z Premier League.
Podopieczni Micka McCarthy’ego nie byli komfortowej sytuacji. Tracili dwa punkty do przedostatniej ekipy w tabeli, a sami musieli się zmierzyć z nie lada rywalem. Niedawno jednak okazało się, że i „Wolves” potrafi grać nawet z mocnymi. Albo z mocnymi będącymi w kryzysie. Niedawno pokonali na Anfield Liverpool, a mecz z Chelsea rozpoczęli co najmniej sensacyjnie.

Już po pięciu minutach było 1:0 dla gospodarzy. Obrona Chelsea popełniła spory błąd przy rzucie rożnym dla rywala, a Bosingwa skierował piłkę w kierunku własnej bramki. Gol nieco ustawił pierwszą połowę. Chelsea przez dłuższy czas brakowało zdecydowanych, ofensywnych akcji. Mistrzom Anglii nie szło po rzutach rożnych, a z ataku pozycyjnego też niewiele wynikało. Co prawda gorąco było w 29. minucie, po strzale Kalou, lecz nie zmieniło to faktu, iż pierwsza połowa była mało imponująca w wykonaniu Chelsea.
Druga połowa to nie lepsze zawody w wykonaniu podopiecznych Ancelottiego. „The Blues” mieli problemy z inicjatywą w ofensywie. Drogba miał wprawdzie dobrą sytuację w 65. minucie, lecz trafił w słupek. To nie wystarczyło. Gospodarze w dodatku nie ograniczyli się do defensywy, a szukali też kolejnych okazji. Podsumowując, goście spisali się wręcz fatalnie. Niedawno większość piłkarskiej Anglii śmiała się z Liverpoolu, który przegrał z „Wolves” na Anfield. Z jaką krytyką spotka się teraz Ancelotti?











