W ramach hitu szóstej kolejki angielskiej ekstraklasy na City of Manchester Stadium zmierzyły się ze sobą ekipy Manchesteru City oraz Chelsea. Z pojedynku tego zwycięsko wyszli podopieczni Roberto Manciniego. Jedyną bramkę w tym spotkaniu strzelił Carlos Tevez. To 38. zwycięstwo City nad Chelsea.
Przed meczem zastanawiające było to, jak Roberto Mancini rozwiąże problem z kontuzjowanymi obrońcami. W końcu jakiś czas temu urazu doznał Micah Richards, prawy obrońca „The Citizens”. Włoch postawił na promowanego przez siebie Dedrycka Boyatę – młodego Belga, który otrzymał szansę od menadżera, gdy ten został zatrudniony w grudniu ubiegłego roku. Carlo Ancelotti nie mógł za to ponownie skorzystać ze swojego lidera drugiej linii, Franka Lamparda, wobec czego Michaelowi Essienowi partnerowali Mikel oraz Ramires.

W zeszłym sezonie City pokonało Chelsea zarówno u siebie, jak i na wyjeździe. Warto wspomnieć, że w tamtych pojedynkach zawodnicy z Manchesteru nie byli wymieniani jako faworyci. To aktualni mistrzowie Anglii byli na fali, podczas gdy „The Citizens” walczyli albo z przełamaniem serii remisów, albo po prostu ze słabszym okresem. Tym razem również było podobnie, w końcu liderzy do tej pory wygrali wszystkie swoje ligowe pojedynki, tracąc tylko jedną bramkę, strzelając ich zaś ponad dwadzieścia. Jednak gdy tylko sędzia spotkania dał sygnał do rozpoczęcia popołudniowego pojedynku, wszelkie spekulacje ustały, a obie jedenastki sprawiały wrażenie świetnie przygotowanych. Pierwsza połowa okazała się równym, zaciętym spotkaniem, w którym żadna ze stron nie zamierzała odpuścić. Dobrze funkcjonowały obie linie obrony.
Manchester gro swoich akcji opierał na ściągniętym pod koniec okienka transferowego Jamesie Milnerze. Angielski skrzydłowy pierwszej odsłony spotkania nie zaliczy jednak do najlepszych w swej karierze. Chociaż wiele piłek było granych właśnie do niego, to jednak niewiele z tego wynikło. Prawdą jest jednak, że dzięki temu gospodarze sprawiali wrażenie drużyny kontrolującej przebieg spotkania. W pierwszych 45 minutach nie było też zbyt wiele stałych fragmentów gry, spotkanie przebiegało w dość etyczny, jak na Premier League, sposób. Goście mieli wyborne sytuacje. W 27. minucie, po niemałym zamieszaniu w polu karnym City, w poprzeczkę trafił Ivanović. Na niewiele przed ostatnim gwizdkiem sędziego okazję na gola miał Michael Essien, który, niepilnowany, znalazł się w świetnej sytuacji mając przed sobą Harta i jego bramkę. Reprezentant Ghany fatalnie jednak przestrzelił, w rezultacie czego obaj golkiperzy do przerwy zachowali czyste konta.
Druga odsłona starcia zaczęła się od dobrej próby gości. Bramkarza gospodarzy pokonać próbował były gracz „The Citizens”, Nicolas Anelka, który zresztą rozegrał całkiem niezły mecz. O swojej obecności szybko jednak przypomnieli podopieczni Manciniego, którzy starali się o uszczęśliwienie lokalnych kibiców. Sztuka ta im się udała po kwadransie. Z świetną kontrą ruszył Manchester, karygodny błąd popełnił Ramires, a doskonałą sytuację stworzył sobie kapitan drużyny, Carlos Tevez. Argentyńczyk w tym sezonie ciężko pracuje w każdym meczu, a tym razem przełożyło się to na bramkę niezłej urody. Napastnik pokonał Cecha płaskim i mocnym strzałem, a piłka, zanim wpadła do siatki, odbiła się jeszcze od słupka.












