Liverpool przerwał passę stołecznej Chelsea liczącą 86 spotkań bez porażki na Stamford Bridge wygrywając dzisiaj 1:0 po bramce Xabiego Alonsa.
Patrząc na ostatnią formę obu drużyn taki wynik był najmniej prawdopodobny i chyba tak naprawdę nikt nie brał pod uwagę tego, że „The Reds” mogą zainkasować komplet punktów na najtrudniejszym terenie w całej Premier League, a może i całej Europy.
Każda passa w końcu się jednak musi zakończyć, a dokonał tego konkretnie Xabi Alonso, zdobywając bramkę już po dziesięciu minutach gry. Hiszpan miał dużo szczęścia, bowiem piłka odbiła się po rykoszecie, co jeszcze bardziej utrudniło interwencję Petrowi Cechowi, a nawet ją uniemożliwiło.
To trafienie zupełnie zaszokowało „The Blues”, którzy zamarli na najbliższe 20 minut. W tym czasie Liverpool powinien zdobyć jeszcze dwie bramki, ale Riera trafił w boczną siatkę, a strzał Stevena Gerrarda padł łupem Cecha.
Nie ma żadnych wątpliwości, że piłkarze Rafy Beniteza trafili dzisiejszego dnia z formą, bowiem wyglądali o klasę lepiej od zawodników Chelsea.
Końcówka pierwszej połowy to było prawdziwe oblężenie bramki Pepego Reiny, jednak zawodnicy Chelsea przypominali raczej jeźdźców bez głowy, niż piłkarzy, którzy zmierzają do strzelenia bramki.
Po zmianie stron gra się wyrównała, co jest o tyle zaskakujące, że zazwyczaj w takich spotkaniach i przy takim wyniku jedna drużyna się panicznie broni, a druga zaciekle atakuje.
Tym razem było zupełnie odwrotnie. Liverpool realizował założenia taktyczne, które Beniteza wpajał od początku swojej kadencji w klubie. Z kolei Chelsea z minuty na minutę była coraz bardziej zdesperowana, a jej akcje były coraz bardziej chaotyczne. Najlepiej świadczy o tym pudło powracającego do składu Ashley Cole’a w 73. minucie gry.
Mecz na pewno był godny ligowego klasyku, a także walki o pierwsze miejsce w tabeli. „The Reds” wygrali, są samodzielnymi liderami mając trzy punkty przewagi nad dzisiejszymi przeciwnikami.










