Chelsea Londyn pokonała na własnym stadionie Wigan Athletic aż 4:1. Bramki dla gospodarzy zdobywali Ramires, Hazard, Lampard i Marin, a goście odpowiedzieli jednym skromnym trafieniem autorstwa Maloneya.
Na Stamford Bridge miało miejsce bardzo ciekawe starcie dwóch menedżerów, których losy, zdaniem dziennikarzy, mocno się łączą. Według najnowszych doniesień w razie porażki z Wigan Rafael Benitez miał zostać zwolniony z pozycji menedżera, a jego miejsce miał zająć właśnie Roberto Martinez.

Na boisku od pierwszych minut było widać, że obydwa zespoły walczą tylko o zwycięstwo. Mimo wszystko groźniej prezentowały się ataki Chelsea. Już w 6. minucie były piłkarz „The Blues” Franco Di Santo zmusił Petra Cecha do interwencji nogami. Kilkadziesiąt sekund później Maloney chciał precyzyjnym strzałem w długi róg bramki sprzed pola karnego zaskoczyć czeskiego golkipera, ale ten zachował czujność do samego końca i końcami palców wybił zmierzającą w światło bramki piłkę. W odpowiedzi swoich sił w strzale z dystansu próbował Frank Lampard, ale uderzył ponad poprzeczką. Po kwadransie wynik otworzyć mógł Fernando Torres, który strzelał głową po rzucie wolnym wykonywanym przez Lamparda, ale minimalnie się pomylił.
Na pierwszego gola kibice Chelsea musieli poczekać do 23. minuty. Wtedy to Fernando Torres zagrał świetną piłkę do wbiegającego Ramiresa, a Brazylijczyk na pełnej szybkości wpadł w pole karne Al-Habsiego i pewnym strzałem pokonał golkipera Wigan. Po zdobytej bramce podopieczni Rafy Beniteza chcieli pójść za ciosem, ale mimo mocnego oblężenia bramki rywali i słabej postawy bloku defensywnego Wigan przed upływem pół godziny nie udało im się powiększyć prowadzenia.
W 32. minucie przed kolejną świetną szansą stanął Fernando Torres. Hiszpan otrzymał znakomite dośrodkowanie od swojego rodaka, Cesara Azpilicuety, i uderzył mocno pod poprzeczkę bramki Wigan. Golkiper gości wspiął się jednak na wyżyny swoich umiejętności i w nieprawdopodobny sposób uratował swój zespół od straty bramki. Do przerwy gospodarze prowadzili więc 1:0.

Drugą połowę dobrze zaczęli goście, kilkukrotnie strasząc Petra Cecha, ale wtedy drugą bramkę zdobyli gospodarze. Cesar Azpilicueta dostał dobrą piłkę na prawej stronie boiska od Cahilla, a następnie zagrał po ziemi do czekającego w polu karnym Edena Hazarda. Belg, który wrócił na boisko po trzymeczowym zawieszeniu, pewnym strzałem pokonał bramkarza. Odpowiedź przyjezdnych była jednak zabójcza – już kilkanaście sekund później Maloney wyszedł sam na sam z Petrem Cechem, oszukał czeskiego golkipera i uderzeniem z ostrego kąta zdobył gola kontaktowego.











