Chelsea na Reebok Stadium jechała w roli zdecydowanego faworyta. Nikt nie myślał, że pogrążony w kryzysie Bolton Wanderers będzie w stanie stawić opór rozpędzonym piłkarzom „The Blues”. Nikt chyba jednak nie spodziewał się aż tak wysokiego wyniku.

Od pierwszych minut było widać zdecydowaną przewagę podopiecznych Andre Villasa-Boasa. Już w 2. minucie objęli oni prowadzenie po pewnym strzale Daniela Sturridge’a. Szybko stracona bramka rozjuszyła zespół gospodarzy, który rzucił się do ataku. Dobrą okazję do zdobycia bramki zmarnował Martin Petrov, po jego strzale piłka odbiła się od jednego z obrońców. Odpowiedź „The Blues” była jednak zabójcza – w 15. minucie spotkania podwyższył Frank Lampard po ładnym podaniu od Sturridge’a. Kilka sekund później ten sam zawodnik mógł strzelić trzecią bramkę, ale tym razem futbolówka nie trafiła nawet w światło bramki.

Jednak, zgodnie z zasadą: co się odwlecze to nie uciecze, już w 26. minucie na tablicy świetlnej widniał wynik 0:3. Piłkę w siatce umieścił ponownie Sturridge, po ładnej indywidualnej akcji. Piłkarze Boltonu jeszcze dobrze się nie otrząsnęli po stracie trzeciej bramki, a już ponownie musieli rozpoczynać grę ze środka, kilka sekund później swoje drugie trafienie zaliczył bowiem Lampard. W 29. minucie przed dobrą szansą stanął Kevin Davies, ale dobrą interwencją popisał się obrońca londyńczyków. W końcówce pierwszej połowy kolejne trafienie dla gości mógł dołożyć Juan Mata, ale uderzył niecelnie.
Druga połowa rozpoczęła się od mocnego uderzenia gospodarzy, którzy zredukowali nieco przewagę Chelsea. Bramkę na 1:4 zdobył Dedryk Boyata po asyście Martina Petrowa. Jak się jednak okazało, ten zryw nie był wystarczający, aby zrobić wrażenie na Chelsea. „The Blues” nadal grali swoje, konstruując ładne akcje ofensywne. Przyniosło to efekt w 59. minucie, kiedy trzecią bramkę w tym spotkaniu strzelił Frank Lampard po podaniu Didiera Drogby. Ten gol pozwolił uspokoić grę „The Blues”, którzy od tego momentu niemal całkowicie kontrolowali wydarzenia na boisku. W 86. minucie szansę na skompletowanie hat-tricka zmarnował Sturridge, który uderzył w boczną siatkę. Była to ostatnia dobra okazja bramkowa w tym spotkaniu, które ostatecznie zakończyło się wynikiem 1:5.











