Chelsea po meczu rozegranym na fenomenalnym poziomie pokonała na White Hart Lane tamtejszy Tottenham 4:2. Bramki dla „The Blues” zdobywali Gary Cahill, Daniel Sturridge i dwie Juan Mata, a dla „Kogutów” trafili William Gallas i Jermaine Defoe. Dzięki temu zwycięstwu ekipa ze Stamford Bridge umocniła się na pozycji lidera rozgrywek, w najgorszym razie zachowując czteropunktową przewagę nad drugim miejscem.
Spotkanie już przed swoim rozpoczęciem przyniosło całą masę nietuzinkowych emocji. Dla szkoleniowca Tottenhamu, Andre Villasa-Boasa, sobotnia potyczka na White Hart Lane była pierwszym starciem z byłym pracodawcą, z którym pożegnał się w nerwowych okolicznościach w marcu po porażce z West Bromwich Albion. Co prawda Portugalczyk twierdzi, że nie patrzy na starcie z Chelsea w kategoriach osobistego rewanżu, jednak większość jego wypowiedzi ocieka żądzą niezaspokojonej zemsty. Choć AVB podejmuje niekwestionowanego lidera rozgrywek (cztery punkty przewagi nad drugim miejscem), to po ostatnich występach swoich podopiecznych może bez wstydu uścisnąć dłoń Roberto Di Matteo. „Koguty” po fatalnym starcie (jeden punkt w trzech meczach) szybko poskładały się do kupy i w kolejnych czterech spotkaniach odniosły cztery zwycięstwa, w tym po raz pierwszy od 23 lat z Manchesterem United, obecnie zajmując szóstą lokatę w tabeli.

Z kolei w obozie „The Blues” najwięcej niezdrowych uczuć wywoływała kwestia Johna Terry’ego. Zawodnik w proteście przeciwko decyzji FA nakładającej na niego cztery mecze zawieszenia postanowił zakończyć reprezentacyjną karierę, a ponadto po raz pierwszy negatywnie o zachowaniu kapitana zespołu wypowiedział się Roberto Di Matteo. – Przez tę sprawę bez wątpienia ucierpiał wizerunek klubu. Jednak ludzie popełniają błędy, a on przeprosił i został ukarany. Myślę, że zrozumiał, iż swoim postępowaniem zaszkodził zarówno sobie, jak i drużynie. Jego słowa bezapelacyjnie były niestosowne. John zdaje sobie sprawę, że teraz ukarano nie tylko jego, ale także klub i fanów – przyznał Włoch.
Zespół gości przystąpił do meczu bez niespodzianek personalnych. Chelsea rozpoczęła spotkanie w swoim standardowym ustawieniu 1-4-2-3-1, w któym w miejsce zawieszonego Terry’ego wskoczył Gary Cahill, a po raz kolejny poza podstawowym składem znalazł się jeden z żywych symboli ekipy ze Stamford Bridge, Frank Lampard. Natomiast w ekipie gospodarzy nastąpiła jedna kluczowa i dość niespodziewana zmiana – Hugo Llorisa w bramce zastąpił weteran angielskich muraw, Brad Friedel. Ponadto AVB, ustalając pierwszą jedenastkę, musiał zapomnieć o kontuzjowanym Moussie Dembele, a tuż przed inaugurującym gwizdkiem sędziego wypadł walijski skrzydłowy Gareth Bale, który dołączył do swojej rodzącej dziewczyny. Mimo braków kadrowych Portugalczyk posłał swoich piłkarzy do boju w ustawieniu typowym dla „Kogutów”, czyli 1-4-3-3.











