W niedzielnym meczu 32. kolejki Premier League Chelsea pokonała Sunderland na Stamford Bridge 2:1. Najpierw na prowadzenie wyszli goście po samobójczym trafieniu Cesara Azpilicuety, jednak w drugiej połowie to gospodarze okazali się lepsi i wygrali z kolei po samobójczej bramce Matthew Kigallona i Branislava Ivanovicia.
To spotkanie było istotne dla obu zespołów. Zdecydowanym faworytem tego pojedynku byli gospodarze. Drużyna Rafaela Beniteza chciała zdobyć komplet punktów na własnym stadionie, aby móc powrócić do pierwszej czwórki tabeli. Ekipa prowadzona przez nowego menedżera, Paolo Di Canio, również potrzebowała punktów jak tlenu, gdyż porażka mogłaby się dla niej skończyć pozycją w strefie spadkowej na kilka spotkań przed końcem sezonu.

Początek spotkania nie był porywający. To Chelsea bardziej kontrolowała grę i starała się stworzyć większe zagrożenie pod bramką rywala. Pierwszy strzał na bramkę padł ze strony „The Blues”. W 8. minucie z dystansu kropnął Oscar, jednak futbolówka poszybowała wysoko nad poprzeczką. Dobrą postawą w linii defensywnej „Black Cats” wyróżniał się John O’Shea, który kilkakrotnie zatrzymywał ofensywną nawałę Chelsea. Dziesięć minut później groźnie zrobiło się w polu karnym gospodarzy. Stephane Sessegnon zauważył wchodzącego w pole karne Adama Johnsona, który był niepilnowany. Gdyby nie obecność Davida Luiza w obrębie „szesnastki”, mogłoby być 1:0 dla gości. Jednakże Brazylijczyk zażegnał niebezpieczeństwo, wybijając piłkę na rzut rożny po uderzeniu byłego zawodnika Manchesteru City.
Pomimo iż później znowu inicjatywę przejęli piłkarze Beniteza, to dość niespodziewanie bramkę do szatni udało się strzelić Sunderlandowi. Po dobrze wyprowadzonej kontrze ze strony gości Connor Wickham oddał strzał w światło bramki Petra Cecha sprzed pola karnego, jednak David Luiz wybił futbolówkę na rzut rożny. Stały fragment gry został zamieniony na gola, ale to Cesar Azpilicueta podarował trafienie przeciwnikowi w prezencie. Po dośrodkowaniu z prawego narożnika boiska przez Johnsona główką lot piłki przedłużył O’Shea, po czym hiszpański defensor w niebieskiej koszulce nogą posłał futbolówkę do własnej siatki. Wynik do przerwy już się nie zmienił. Dzięki solidnej postawie obrońców „Czarnych Kotów” Simon Mignolet nie musiał się zbytnio natrudzić w wykonywaniu swoich obowiązków.
Już po kilkuset sekundach drugiej połowy mieliśmy bramkę wyrównującą. Fantastycznym rajdem na lewej stronie boiska popisał się Fernando Torres, który zastąpił Dembę Ba na drugą część gry. Hiszpański napastnik wysunął piłkę na wolne pole do Oscara, Mignolet obronił strzał pomocnika, jednak piłka tak niefortunnie odbiła się od Matthew Kigallona, że wpadła do bramki Sunderlandu. Żaden z piłkarzy przyjezdnych nie był w stanie zainterweniować i futbolówka wtoczyła się do siatki. Wszystko zaczęło się od nowa.











