Spotkanie inaugurujące 28. kolejkę Bundesligi rozegrali piłkarze Hoffenheim i Fortuny. Piątkowy pojedynek zakończył się zwycięstwem gospodarzy 3:0, jednak wynik nie odzwierciedla do końca przebiegu meczu. Zwycięstwo przyszło w ogromnych bólach, a goście mogą żałować, ponieważ Hoffenheim nie postawiło wysoko poprzeczki.
Zespół Hoffenheim przystąpił do meczu z ogromną determinacją, ponieważ nadzieje na pozostanie w Bundeslidze nadal są. W klubie z Rhein-Neckar-Arena nie ma już trenera Marco Kurza, którego zastąpił Marcus Gisdol. Fortuna okupuje ostatnie bezpieczne miejsce w tabeli, plasując się na piętnastej lokacie. Było to spotkanie arcyważne dla obu ekip. Zwykło się mówić o takich spotkaniach, że są to mecze o sześć punktów.

Już w pierwszych minutach dało się zauważyć ogromne zaangażowanie i parcie na bramki rywali. Nikogo to nie dziwi, ponieważ dla „Wieśniaków” to mecz o życie. Piłkarze Fortuny byli przygotowani na taki scenariusz i również rozpoczęli z dużą energią. Stawka tego spotkania ewidentnie paraliżowała oba zespoły, które ze sporą chęcią, acz również chaosem, konstruowały swoje akcje. Pierwszą ofiarą w meczu był Bolly, który opuścił plac gry już w 9. minucie. Minutę później padł gol. W nerwowo skonstruowanej akcji Schipplock dobrze podawał do Roberta Firmino, który huknął nie do obrony na bramkę Giefera. Lepiej radzili sobie piłkarze Marcusa Gisdola, jednak popełniali sporo prostych błędów, które mogły się źle skończyć. Byli jednak bardziej żywym zespołem, częściej zagrażającym bramce rywala.
W 22. minucie świetną okazję miał Lambertz, który dostał dobre podanie z lewej strony, jednak strzelił prosto w bramkarza. W tej sytuacji powinien zachować się lepiej, ponieważ nie było obok niego żadnego piłkarza gospodarzy. Piłkarze Fortuny po dwudziestu minutach gry w końcu się obudzili i zaczęli coraz śmielej zagrażać bramce Giefera. Trener Gisdol zmienił nieco ustawienie Polańskiego, aby wspierał on linię defensywną Hoffenheim. Nic w tym dziwnego. Przez pierwsze dziesięć minut gospodarze mieli przewagę, jednak później to gracze Fortuny grali lepiej. Pierwsza część gry to raczej twarda walka, a nie piękny futbol. Obie ekipy stworzyły jednak sporo ciekawych akcji. Jedna z nich i zarazem najlepsza w wykonaniu gospodarzy została zamieniona na gola.
Drugą połowę znów dobrze rozpoczęli podopieczni trenera Gisdola. Trzy minuty po wznowieniu gry przed świetną okazją stanął Schipplock. Piłkarz Hoffenheim huknął na bramkę Giefera, jednak bramkarz Fortuny stanął na wysokości zadania i wybronił ten mocny strzał. Mecz obfitował w ostre starcia, które wykluczały zawodników z gry. Pierwszy był Bolly, później Abraham, a na początku drugiej połowy bramkę musiał opuścić Heurelho Gomes, który ze łzami w oczach opuszczał boisko. Fortuna musiała ruszać do ataku i znów po dobrym początku gospodarzy to przyjezdni prezentowali lepszy, ciekawszy futbol. Hoffenheim miało jednak wszystko, czego chciało przed meczem, w garści. Z każdą minutą narastała frustracja gości, którzy zdawali sobie sprawę, jakie konsekwencje może przynieść ta porażka.








