Kolejne ciekawe ćwierćfinały angielskiego Pucharu Ligi przeszły do historii. Do półfinałów awansowało Birmingham City oraz Ipswich Town.
Birmingham – Aston Villa

Ten mecz wzbudził zapewne wiele emocji już po losowaniu. W końcu takie właśnie są pojedynki derbowe, a w Birmingham są przecież dwie klasowe drużyny. Aston Villa i ich rywale to na dziś porównywalne ekipy, aktualnie mające tyle samo punktów w tabeli Premiership. Co do jednak samego spotkania – to goszczący na St Andrews Stadium dyktowali tempo. Z początku nic jednak nie wskazywało na to, że będzie to teatr jednego zespołu. Jeszcze przed upływem pierwszego kwadransa gospodarze objęli prowadzenie po tym, jak Richard Dunne sfaulował we własnym polu karnym Lee Bowyera. Egzekwowania „jedenastki” podjął się Sebastian Larsson, który pewnie pokonał bramkarza. Na wyrównanie w sumie nie trzeba było czekać tak długo, uczynił to znany ze swej szybkości Gabriel Agbonlahor. Dostał piłkę od Ciarana Clarka i pokonał Bena Fostera strzałem w lewy, dolny róg bramki. W drugiej połowie Aston Villa przeprowadziła liczne ataki, lecz nieskutecznie. Dość dobrze funkcjonowała formacja defensywna podopiecznych McLeisha. Zresztą, niewykorzystane sytuacje nieraz się mszczą, bo Birmingham objęło prowadzenie w 84. minucie. Zanim do tego doszło, statystyki celnych strzałów wynosiły 1:9. Kibiców Birmingham uszczęśliwił Nikola Zigić, który uderzył w kierunku okienka bramki. Udział w tej akcji miał też Cameron Jerome, ponieważ asystował. Derby Birmingham okazały się dość emocjonującym widowiskiem, nawet jak na ćwierćfinał Carling Cup. Do kolejnego etapu przeszli podopieczni McLeisha, wynik już się bowiem do ostatniego gwizdka nie zmienił.
Ipswich Town – West Bromwich

Wielki triumf Roya Keane’a! Tyle można w skrócie powiedzieć o tym pojedynku, gdyż nie ważne, w jakim składzie by nie wystąpili goście, zawsze to drużyna z angielskiej ekstraklasy. Grające w Championship Ipswich zdołało wyeliminować niezłego rywala, zważywszy na jego niedawne poczynania w Premier League. Czy istnieje jednak prawdopodobieństwo, że podopieczni Di Matteo zachłysnęli się wysokim zwycięstwem nad Evertonem? Samo widowisko było raczej wyrównane, obie ekipy oddały podobną liczbę strzałów. Czyste konto zachował jednak tylko Marton Fulop. Ipswich wygrało dość skromnie, bo tylko 1:0. Zwycięska bramka padła w 69. minucie, a jej strzelcem był Grant Leadbitter, który wykorzystał rzut karny. Wcześniej Graham Dorrans sfaulował Carlosa Edwardsa. Rozczarowujące może być to, iż nie padł żaden gol z akcji, lecz nie zmienia to faktu, że na Portman Road doszło do niespodzianki.











