Polonia Warszawa wygrała z Podbeskidziem Bielsko-Biała 2:1 (do przerwy 0:1). Goście wyszli na prowadzenie na samym początku meczu po trafieniu Sachy, ale dwie bramki Caniego w końcówce przesądziły o losach spotkania.
Od pierwszych sekund do ataku niespodziewanie ruszyli goście. Odważna i pozbawiona kompleksów gra Podbeskidzia szybko przyniosła efekt w postaci zdobyczy bramkowej. Już w 4. minucie przyjezdni wyszli na prowadzenie. Cieśliński dośrodkował piłkę z prawego skrzydła wprost na głowę Patejuka, który dograł futbolówkę do wbiegającego na piąty metr Sachy, a ten również głową nie dał szans Gliwie.

Prowadzenie podopiecznych trenera Kasperczyka było jak najbardziej zasłużone. „Górale” byli zespołem zdecydowanie lepszym, grającym ambitnie, a do tego agresywnie, co mocno przeszkadzało gospodarzom w rozgrywaniu piłki. W 23. minucie kapitalną okazję do wyrównania stanu meczu zmarnował Baszczyński. Po mocno podkręconym dośrodkowaniu z lewego sektora boiska obrońca główkował z kilku metrów przed bramką, ale spudłował. Na jego obronę trzeba tylko dodać, że był naciskany przez obrońcę rywali.
Minuty upływały, a Polonia mimo dużej przewagi w posiadaniu piłki nie była w stanie poważnie zagrozić Podbeskidziu. Nic nie wskazywało na to, by przed przerwą wynik miał ulec zmianie. W doliczonym czasie gry „Czarne Koszule” mogły jednak doprowadzić do remisu. Po doskonałym podaniu Jeża w sytuacji sam na sam z Zajacem znalazł się Bruno, ale jego przerzutka nad bramkarzem wylądowała nad poprzeczką.
Tuż po przerwie gospodarze od razu rzucili się do ataku. W 50. minucie Cotra urwał się na lewym skrzydle obrońcom, wypatrzył w polu karnym Sultesa, jednak jego niezbyt mocne uderzenie na raty wyłapał Zajac. Niespełna 120 sekund później Jeż zagrał z prawej strony do Sultesa, ten nie mając możliwości obrócenia się z piłką, wyłożył ją Trałce, lecz jego strzał poszybował wysoko nad poprzeczką.

Kolejną dobrą okazję do wpisania się na listę strzelców miał w 64. minucie Cani. Albańczyk nie popisał się jednak, bo główkował prosto w Zajaca, będąc kompletnie niepilnowany w polu karnym. Niewykorzystana szansa szybko mogła się zemścić na miejscowych, bo już po chwili Patejuk próbował wykorzystać nieporozumienie Sadloka z Gliwą, ale jego główka z około siedemnastu metrów nie wpadła do bramki.











