W najciekawszym dzisiejszym spotkaniu drużyn narodowych Brazylia na Emirates Stadium w Londynie wygrała z reprezentacją Italii 2:0 (2:0). W innych spotkaniach Słowacja uległa Ukrainie 2:3 i Cypr przegrał z Serbią w stosunku 0:2.
Zarówno Brazylijczycy, jak i Włosi rozpoczęli mecz z wielkim animuszem. Nie brakowało pressingu i świeżości w poczynaniach obu drużyn. Nadeszła 13. minuta meczu i pierwsi do głosu w spotkaniu doszli „Canarinhos”. Akcję przeprowadzili w trójkącie – Elano, Adriano oraz Ronaldinho. Po chwili w sytuacji sam na sam z Gianluigi Buffonem znalazł się ten pierwszy. Strzelił pewnie z 10 metrów i tym samym otworzył wynik meczu.
Po stracie bramki włoska ekipa szybko chciała się zrewanżować. Przewrotką popisał się w tym czasie Fabio Cannavaro. Co było dodatkową ozdobą tego pięknego spotkania. Zanim jednak na dobre rozkręciła się włoska maszyneria to Brazylijczycy mogli świętować swoją drugą bramkę. Wspaniałym golem popisał się wirtuoz Robinho, który niemiłosiernie krytykowany jest za występy w Manchesterze City, lecz po raz kolejny udowodnił, że w koszulce narodowej jest zupełnie innym piłkarzem. To on po błędzie Andrea Pirlo przejął piłkę i pomknął śmiało na bramkę. Przy okazji ograł 3 obrońców rywali, by akcję zwieńczyć pewnym strzałem po długim rogu, nie dając żadnych szans włoskiemu golkiperowi.
Najbardziej wyróżniającą postacią w pierwszej połowie, w reprezentacji Włoch był Fabio Grosso, który popisał się kilkoma udanymi rajdami. Po jednym z takich wypadów bliski był strzelenia bramki, lecz jego strzał przeleciał kilka centymetrów nad poprzeczką.
W drugiej połowie tempo meczu znacznie spadło. „Canarinhos” oddali inicjatywę Włochom. Ci jednak nie mieli skutecznej koncepcji gry na sforsowanie obrony rywali. Znów aktywny był Grosso, jednak jego ataki na nic się zdawały. Minuty mijały, a wynik meczu wciąż nie ulegał zmianom. W końcu do bramki trafił Luca Toni, lecz jego trafienie nie zostało uznane z powodu zagrywania piłki ręką przy jej opanowywaniu.
W końcowych minutach gry do ataków zerwali się ponownie Brazylijczycy. Jednak na postawienie „kropki nad i” nie wystarczyło już czasu. Mecz, który zakończył się porażką mistrzów świata, jest dla nich przykry także z innego powodu. Wynik 2:0 jest jednocześnie końcem passy 31 meczów bez porażki. Ciekawostką dla polskich kibiców jest to, iż pojedynek jednych z najlepszych drużyn świata sędziował Howard Webb.
Inne mecze
Grupowy przeciwnik reprezentacji Polski w eliminacjach do MŚ 2010 ekipa Słowacji podejmowała w Limassol, na Cyprze drużynę Ukrainy. Sprawdzian nie wypadł im jednak najlepiej. Od początku spotkania to oni musieli gonić wynik. Już w 9. minucie meczu prowadzenie Ukraińcom dał Serhij Valyaev. Gonitwa zwieńczona została bramką jednego z liderów słowackiego zespołu. Robert Vittek pod koniec pierwszej połowy doprowadził do wyrównania.
Zaraz po wznowieniu gry gola strzelił Jewhen Seleznyov. Kolejne wyrównanie stanu spotkania nadeszło w 69. minucie. Na listę strzelców, tym razem, wpisał się Marek Hamsik. Gdy już wydawało się, że wynik nie ulegnie zmianie, sędzia podyktował rzut karny dla Ukrainy. Skutecznym egzekutorem jedenastki został Artiom Milevskiy.










