Wiele wskazuje na to, że Juventus przez jakiś czas w rozgrywkach Serie A będzie musiał sobie radzić bez Antonio Conte. Wszystko w związku z aferą Calcioscommesse, w którą poniekąd zamieszany jest szkoleniowiec „Bianconerich”. W najbliższych dniach wszystko w sprawie trenera mistrza Włoch powinno się wyjaśnić.
Antonio Conte to człowiek, który jest utożsamiany z sukcesem w stolicy Piemontu. Obecny trener Juventusu udowadniał to nieraz na murawie w biało-czarnej koszulce, a w ostatnim sezonie pokazał to również na ławce trenerskiej. Mimo że nikt z zarządu nie stawiał przed nowym opiekunem „Starej Damy” takich celów jak scudetto, to 42-letni szkoleniowiec już w pierwszym sezonie wysoko zawiesił sobie poprzeczkę. Teraz, by poprawić swój wyczyn z poprzednich rozgrywek, Conte wraz z Juventusem musiałby triumfować w Champions League.

Chociaż Juventus Turyn wraca do tych niezwykle prestiżowych rozgrywek po latach dochodzenia do siebie po karnej degradacji do Serie B, to nie jest to zadanie z tych niewykonalnych. Tym bardziej że władze Juventusu Turyn wspierają urodzonego w Lecce trenera. Krótko rzecz ujmując, ma on pełne poparcie klubu. Głównie za sprawą Antonio Conte do Turynu powrócił Sebastian Giovinco, który nie ukrywał na łamach mediów swojego żalu do władz turyńskiego zespołu, że za szybko z niego zrezygnowali. Conte widzi w tym filigranowym, ofensywnie usposobionym piłkarzu potencjał i obiecał, że da mu szansę, aby się wykazał w najbliższym sezonie w drużynie „Biało-czarnych”. Gdy Conte zażyczył sobie, aby została wzmocniona rywalizacja w drugiej linii, szybko i to życzenie zostało zrealizowane. Przybyli Kwadwo Asamoah oraz Mauricio Isla. Gdy okazało się, że Giorgio Chiellini nie będzie mógł wystąpić w pierwszych meczach Serie A i Conte po konsultacjach z Beppe Marottą doszedł do wniosku, że będzie potrzebne wzmocnienie defensywy, i ta prośba została pozytywnie rozpatrzona przez klubowych skarbników i tym samym do Turynu zawitał Lucio.
Conte był osobą, która budziła zaufanie nie tylko prezesa Juventusu Turyn Andrei Agnellego, ale całego zarządu. Czy teraz ta sytuacja się zmieni? Wygląda na to, że nie. Szkoleniowiec „Juve” żałuje swojego postępowania w aferze Calcioscomesse i teraz chce współpracować. W związku z tym ewentualna kara będzie uwzględniała fakt, że trener pragnie pomóc organom ścigania, czego efektem może być tylko trzymiesięczne zawieszenie. Prawdopodobnie sankcja ta liczona byłaby od pierwszego sierpnia do pierwszego listopada. Media na Półwyspie Apenińskim już od kilku dni spekulowały, kto będzie mógł zastąpić 20-krotnego reprezentanta „Squadra Azzurra”. Pod uwagę brani byli Fabio Capello oraz Cesare Prandelli. Te kandydatury szybko zostały jednak wykluczone. Wydaje się, że najbardziej możliwym scenariuszem jest ten, w którym na ławce trenerskiej Juventusu zasiądzie ktoś z dwójki: Marco Baroni – Massimo Carrera. Pierwszy jest trenerem drużyny Primavery, więc jak najbardziej słuszne są porównania jego osoby do szkoleniowca Interu Mediolan – Andrei Stramaccioniego. Natomiast drugi znajduje się w sztabie szkoleniowym „Bianconerich”.











