Śląsk Wrocław – Pogoń Szczecin. Starcie, które ma swoją długą i pełna wzlotów oraz upadków historię. Dzisiaj każdy, kto choć w minimalnym stopniu interesuje się naszym polskim futbolem, wiedział, że to będzie spotkanie na absolutnym szczycie. Takim, które miało udowodnić, że któraś z ekip jest gotowa nie tylko na zrobienie chwilowego zamieszania, ale też na podbicie nawet ekstraklasowego podium. I szczerze mówiąc, kibice Pogoni nie mogli być optymistycznie nastawieni, bo karty historii pokazywały, że Śląsk Wrocław w starciach z Pogonią na własnym stadionie był niepokonany od 18 lat! Cóż, obawy musiały się pojawić i okazały się słuszne. Wrocławianie wciąż śrubują ten rekord.
Dzisiejsze spotkanie było dla Śląska idealną okazją do tego, by polepszyć bilans meczów z ekipą ze Szczecina. Wcześniej był on bardzo okazały, bo opiewał aż na 26 zwycięstw, a dzisiaj… Po prostu trzeba było zagrać świetne zawody przy ponad 20 000 tysiącach kibiców (dokładnie 24 968 – czwarty najwyższy wynik w historii występów Śląska w lidze). Ostatni raz coś takiego miało miejsce ponad roku temu, a teraz prawdopodobnie stanie się codziennością. Śląsk Wrocław pod wodzą Vitezslava Lavicki nieustannie gra tę samą, przyjemną dla ucha (oka również) melodię. I to bez grama fałszu! Co więcej, ona zdobywa na nowo serca tych fanów, których klubowe szaliki już od dawna zbierały kurz na półkach.
Z pewnością czeka nas trudny mecz, nie ulega wątpliwości. Czujemy to, że gra pierwszy zespół z drugim. Czuć to w klubie, w mieście. Mamy duży szacunek do Pogoni.Vitezslav Lavicka przed meczem z Pogonią Szczecin
Znacie ten termin? Blitzkrieg?
„Błyskawiczne uderzenie wojskowymi siłami zbrojnymi (powietrznymi, morskimi i lądowymi) na dany kraj.” Jak Śląsk uderzył, to nie było czego zbierać. Ekipa ze Szczecina przyjechała na Dolny Śląsk, mając nadzieję, że kaliber oraz siła uderzenia będą na tyle mocne, że przełamią szyki obronne przeciwników z Wrocławia tak, że skapitulują. Tylko że… To Śląsk Wrocław zbombardował pole karne Pogoni już w piątej minucie meczu.
Asystentem przy bramce dla Śląska był ten, który nie raz mógł usłyszeć wiele słów krytyki ze strony sympatyków Śląska. Choćby pod znakiem takich słów jak „jeździec bez głowy” lub „szybki, ale nic więcej”. Cóż, akurat tym razem zadziałało u Musondy zarówno to, dzięki czemu budzi postrach wśród swoich rywali, jak i to, czego zwykle mu brakuje,czyli chłodnej głowy. Efekt? Pierwsze „ostatnie podanie” w tym sezonie ligowym oraz drugie w barwach Śląska (w 18 spotkaniach).











