W 10. kolejce T-Mobile Ekstraklasy na pewno będzie się działo dużo i będzie się działo ciekawie. Przede wszystkim na zakończenie tej serii spotkań w poniedziałek będziemy świadkami 61. derbów Łodzi. Oprócz tego meczu czeka nas jeszcze kilka ciekawych spotkań, bo jak inaczej nazwać pojedynki Lecha z Koroną, Ruchu z Legią czy Wisły z Jagiellonią?
Podbeskidzie Bielsko-Biała – Cracovia Kraków
Spotkanie tych dwóch drużyn z pozoru może wydawać się niezbyt emocjonujące. Ale tylko z pozoru. Po tej kolejce już 1/3 sezonu będzie za nami i jeżeli obie drużyny chcą realnie myśleć o spokojnym utrzymaniu, to jest ostatni dzwonek, by zacząć regularnie punktować. W poprzedniej kolejce oba zespoły przegrały, więc teraz wygrać po prostu muszą. Oczywiście bardziej musi Cracovia, bo sytuacja „Pasów” w tabeli jest, delikatnie mówiąc, nieciekawa. Zdaje sobie z tego sprawę trener, Dariusz Pasieka, który zapowiada, a raczej apeluje do swoich piłkarzy, o to, by nie zlekceważyli przeciwnika. Wydaje się, że to dziwny apel, bo patrząc na tabelę, to raczej szkoleniowiec Podbeskidzia powinien się o to martwić.
Lech Poznań – Korona Kielce

Przedsezonowe spekulacje były takie, że Lech miał walczyć o mistrzostwo, a Korona miała zlecieć z hukiem z ligi. Nie to, że mieli walczyć o utrzymanie. Nie. „Złocisto-krwiści” mieli po prostu spaść. Po 9. kolejkach jest tak, że zespół z województwa świętokrzyskiego nie przegrał jeszcze meczu, a wszyscy, co kolejkę, zastanawiają się, czy ktoś przerwie tę świetną passę. Wydaje się, że teraz jest „ten” moment. Ale ja bym nie był taki pewny. Co prawda Lech jest drużyną mocną, którą stać na zwycięstwo z Koroną, zwłaszcza u siebie, ale łatwo „Kolejorzowi” nie będzie.
Podopieczni trenera Leszka Ojrzyńskiego grali już w tym sezonie z Wisłą, Śląskiem, Jagiellonią, Polonią Warszawa i nie przegrali. Co prawda z tych czterech spotkań wygrali tylko jedno, ale w każdym z nich skazywani byli na pożarcie. Trener Korony zapowiada, że jego drużyna łatwo skóry nie sprzeda i jedzie do stolicy Wielkopolski walczyć o punkty. – Zawsze powtarzam: „Niech wygra lepszy”. Jak zapracujemy na dobry wynik, to niech on stanie się faktem. Jeśli będziemy słabsi, to niech wygra Lech. Trzeba jednak pamiętać, że w piłce nożnej często zdarza się, że zwycięża także zespół gorszy. Cieszymy się z tego, że już mamy pewien bagaż punktów. Zapracowaliśmy na to, ale nie spoczywamy na laurach. O wiele większą presję mielibyśmy, jakby na koncie widniało nam tylko pięć punktów. Wtedy może niektórym by zadrżały nogi, a teraz jesteśmy aktualnie w tabeli przed – powiedział Ojrzyński.














