Zawisza Bydgoszcz to bez wątpienia największe rozczarowanie początku sezonu T-Mobile Ekstraklasy. Zespół, który był rewelacją ubiegłych rozgrywek, zdobywając Puchar i Superpuchar Polski, obecnie zalicza najgorszą serię spotkań od momentu swojego awansu do najwyższej klasy rozgrywkowej. Pięć porażek z rzędu, totalna dezorganizacja gry, kompromitująca postawa w defensywie, a do tego fatalna od prawie roku sytuacja wokół klubu nie mogą napawać fanów „Czarno-niebieskich” optymizmem. Dlaczego klub z Bydgoszczy nie potrafi nawiązać do sukcesów sprzed kilku miesięcy?
Odpowiedź na to pytanie nie jest niestety zbyt trudna dla kogoś, kto chociaż trochę interesuje się piłką nad Brdą. I nie, nie zamierzam tutaj znęcać się nad trenerem Paixao (chociaż jemu też się dostanie po uszach) ani rozkładać na czynniki pierwsze konfliktu pomiędzy SP Zawisza a Radosławem Osuchem (co robiłem już kilkukrotnie w swoich tekstach). Przyczyn piłkarskiej degrengolady czarnego rycerza upatruję przede wszystkim w fatalnej polityce transferowej.
Kiedy Zawisza awansował do ekstraklasy w 2013 roku, największym atutem klubu, oprócz trenera Tarasiewicza, byli piłkarze, którzy tworzyli solidny, zgrany skład. Kaczmarek, Ziajka, Skrzyński, Masłowski, Hermes, Wójcicki, Gevorgian czy Drygas (wyszarpany z Lecha Poznań po wypożyczeniu) to był trzon i tożsamość tego zespołu. Mimo posiadania tak solidnego kręgosłupa drużyna została poważnie i przede wszystkim rozsądnie wzmocniona. Obok Igora Lewczuka i Sebastiana Dudka, którzy stanowili ligowy zaciąg piłkarzy doświadczonych w T-ME, postawiono na kilku graczy z zagranicy, którzy okazali się potężnym wzmocnieniem dla składu. Herold Goulon, Luis Carlos, Bernardo Vasconcelos czy Andre Micael to piłkarze, którzy w większości teoretycznych drużyn złożonych wyłącznie z ligowych stranierich mieliby miejsce w pierwszym składzie. Każdy z nich w swoim okresie był najlepszym ogniwem bydgoskiego klubu, każdy dawał zespołowi jakość, która pozwalała z powodzeniem walczyć w lidze czy pucharach. Polityka transferowa klubu była chwalona z każdej strony, Zawiszę stawiano jako wzór klubu, który z zagranicy ściąga wyłącznie dobrych, klasowych jak na nasze warunki piłkarzy.
No, ale tak było rok temu.
Pierwszym poważnym tąpnięciem odnotowanym w Bydgoszczy było rozejście się dróg klubu z trenerem Tarasiewiczem. Obie strony rozstały się z klasą i w przyjaźni, jednak trzeba przyznać, że zarówno szkoleniowiec, jak i władze drużyny podjęły bardzo pochopną i nieprzemyślaną decyzję. Uwielbiany nad Brdą „Taraś” zamiast podbić zagranicę, został trenerem Korony (o której wynikach i grze można by napisać osobny tekst), Zawisza ściągnął zaś do siebie anonimowego Jorge Paixao. Wiele osób dziwiło się, że nie postawiono na bardziej znanego szkoleniowca (chociażby łączonego z „Zetką” Macieja Skorżę), nikt jednak zbyt głośno decyzji państwa Osuchów nie kontestował. W końcu rynek portugalski prezes klubu znał na wylot, wielokrotnie latał tam w celach biznesowych, no i w końcu stamtąd ściągnął kilku świetnych piłkarzy.
Niestety, wraz z portugalskim szkoleniowcem na ulicę Gdańską przyleciało kilku zawodników, o których poziomie sportowym nie da się powiedzieć zbyt wiele dobrego. Joshua Silva, Anestis Argyriou czy David Fleurival w żadnym wypadku nie mogą być traktowani jako wzmocnienia. Ten pierwszy po kilku kompromitujących występach rozsiadł się wygodnie na ławce rezerwowych, drugiego nie kojarzyli nawet koledzy z zespołu (słynny wywiad, którego udzielił jeden z zawiszaków po meczu), a trzeci… powiem szczerze, że jeśli ten piłkarz jeszcze raz rozpocznie mecz w pierwszym składzie, trzeba się będzie zastanowić nad zdrowiem psychicznym trenera Paixao. Koleś spaceruje po boisku, nie potrafi zagrać jednego prostopadłego podania, jest bierny w ofensywie i defensywie. Z nim na boisku Zawisza gra w dziesiątkę, a biedny Kami Drygas haruje w środku pola za dwóch albo i trzech. Jeśli dodamy do tego fakt, że kontuzje Masłowskiego i Goulona ciągną się w nieskończoność, okazuje się, że środek pola, który w ubiegłym roku był główną siłą „Zetki”, teraz istnieje tylko teoretycznie.











