W niedzielne słoneczne popołudnie we Frankfurcie na murawę Commerzbank-Arena wybiegły zespoły z dwóch końców tabeli Bundesligi. Borussia Dortmund, która ma na razie na koncie komplet punktów, przyjechała zmierzyć się z Eintrachtem, który do tej pory zanotował tylko jedno zwycięstwo. Mecz zakończył się wygraną BVB, które na starcie sezonu spisuje się znakomicie i po czterech starciach z kompletem oczek zajmuje pierwsze miejsce w klasyfikacji.
Już w 4. minucie serce podeszło kibicom Borussii do gardła, mimo że to ich ekipa zdominowała początek spotkania. Po dośrodkowaniu z prawej strony, które wydawało się już pewnym łupem graczy Borussii, jak spod ziemi wyrósł Inui i z ostrego kąta oddał szybki, sytuacyjny strzał z trzech metrów, który wybronił Weidenfeller. Na odpowiedź BVB nie trzeba było długo czekać. Szybką kontrę zakończoną wyłożeniem piłki przez Reusa i strzałem Kuby zatrzymał jednak Trapp. Parę chwil później piękną kilkudziesięciometrową piłkę do Grosskreutza zagrał Hummels. Prawy obrońca Dortmundu ładnie opanował futbolówkę i wycofał ją na wolne pole na szesnastym metrze, gdzie znalazł się Reus, ale fatalnie przestrzelił.
W następnej akcji podopieczni Juergena Kloppa wykazali się już większą skutecznością, pieczętując tym samym dobry początek tego meczu w swoim wykonaniu. Błaszczykowski wywalczył piłkę w środku pola i pociągnął ją kawałek w stronę bramki Eintrachtu. W końcu zdecydował się na prostopadłe podanie w pole karne do Mchitarjana, który mając przed sobą tylko bramkarza, z zimną krwią oraz imponującą pewnością umieścił futbolówkę w siatce, otwierając wynik spotkania. Jeśli komuś się wydawało, że teraz obraz gry się zmieni, to po pierwszych minutach po bramce musiał zweryfikować swoje oczekiwania. Parę chwil później prostopadłą piłkę w pole karne otrzymał z kolei Lewandowski. Polak próbował minąć bramkarza, ale ten poczekał do końca i w odpowiednim momencie wygarnął futbolówkę spod nóg napastnika BVB.
Mimo że piłkarze Eintrachtu raz po raz przenosili się w okolice pola karnego Borussii, obrońcy Dortmundu zawsze mieli sytuację pod kontrolą i kończyło się stratą piłki. Zmieniło się to w 20. minucie, gdy Kadlec dostał prostopadłe podanie między obrońców gości i wyszedł sam na sam z Weidenfellerem. Niemiecki bramkarz jest jednak znany jako specjalista od takich właśnie sytuacji i tym razem również wyszedł z pojedynku zwycięsko. Później jeszcze skiksował Hummels i przed szansą stanął Inui, ale Schmelzer w końcu zażegnał niebezpieczeństwo. Ta akcja powinna jednak pokazać piłkarzom BVB, że nie mogą pozwolić sobie na aż takie obniżenie koncentracji.
Gra w pierwszych 25 minutach meczu toczyła się w bardzo szybkim tempie. Chwilę po stuprocentowej szansie Kadleca Kuba Błaszczykowski, wychodząc na czystą pozycję tuż przed linią pola karnego, został sfaulowany przez Djakpę, ale gwizdek sędziego milczał. W ciągu kilku następnych minut Błaszczykowski dwukrotnie dogrywał z prawej strony do partnerów w polu karnym, jednak nic z tego nie wynikało. Po półgodzinie gry mecz na chwilę zwolnił tempo, aby znów przejść do galopu w 35. minucie. Inui zagrał zaskakującą kapitalną i przede wszystkim dokładną piłkę na głowę Aignera, którego strzał na słupek sparował bramkarz BVB, ale przy poprawce Kadleca był już bezradny. Gospodarze doprowadzili tym samym do remisu, co było jeszcze zapowiedzią ogromnych emocji w tym meczu.









