Już dziś, po kilkudniowej przerwie, czeka nas kolejna dawka emocji w Bundeslidze. Zaczynamy z bardzo wysokiego C. W pierwszym spotkaniu zmierzą się bowiem dwie najrówniej grające wiosną drużyny: Borussia Dortmund i VfB Stuttgart. Formą dorównać może im tylko Bayern Monachium, którego w tej kolejce czeka pojedynek z 1. FC Nürnberg, walka Dawida z Goliatem? Ciekawych spotkań jest znacznie więcej.
Przystawka
W tym tygodniu nasza przystawka będzie bardzo syta i część kibiców może po niej nie mieć ochoty na danie główne czy deser. Na Signal Iduna Park zmierzą się bowiem Borussia Dortmund i VfB Stuttgart. Mistrzowie Niemiec od wielu tygodni prezentują się w lidze znakomicie i pewnie prowadzą w maratonie po kolejny tytuł. Siłą podopiecznych Kloppa jest to, że potrafią wygrać nawet, jak trafi im się gorszy dzień. A gdy są w formie, to grają tak jak przed tygodniem. Borussia rozbiła na wyjeździe FC Köln aż 6:1 i pokazała, że nie tylko Bayern gromi w Bundeslidze. Czołowymi postaciami w drużynie byli jak zwykle Polacy, którym wtórował Kagawa. Warto wspomnieć, że ostatnio coraz lepiej spisuje się Ilkay Gündogan, który razem ze Svenem Benderem tworzy świetny duet, panujący w drugiej linii.
Jednak tym razem przed zawodnikami Kloppa znacznie trudniejsze zadanie. Do Dortmundu przyjeżdża będący na fali VfB Stuttgart, który jest coraz bliżej miejsc premiowanych grą w europejskich pucharach. Podopieczni Labbadii od pięciu spotkań nie zaznali porażki, są pewni siebie i na pewno nie przegrają tego meczu w szatni. Stuttgart gra ofensywną piłkę i raczej nie będzie czekać na rywala na własnej połowie. Zwłaszcza że w składzie są Harnik, Schieber czy Cacau. VfB to ekipa bezkompromisowa. W dotychczasowych 27 spotkaniach wygrała 11 razy a 10-krotnie schodziła z boiska pokonana. Prosta dewiza, bierzemy wszystko albo nic. Stosunek bramkowy 44:34 jest także na korzyść kibiców, którzy mogą oczekiwać wielu goli. Zanosi się na naprawdę dobry mecz. Jeśli Stuttgart zagra na miarę swojego potencjału, to wymiana ciosów przyniesie świetny rezultat.
Danie główne
W sobotę czeka nas wiele ciekawych spotkań… na dole tabeli. FC Augsburg podejmie u siebie FC Köln. „Kozły” na pewno będą chciały zatrzeć złe wrażenie po meczu z Borussią i oddalić się od strefy spadkowej, gdzie obecnie znajduje się Augsburg. Gospodarze będą zdeterminowani, tylko czy to wystarczy na przyjezdnych z Kolonii, dysponujących lepszym materiałem piłkarskim?
FC Kaiserslautern zagra o życie z Hamburgerem SV, w którym o zachowanie posady walczy Fink. „Czerwone Diabły” smak zwycięstwa czuły tak dawno, że tylko najstarsi kibice pamiętają tę wspaniałą chwilę. Nie pomogły transfery i jak na razie nie pomogła zmiana trenera. Oczywiście, nowy szkoleniowiec zawsze potrzebuje czasu, ale Krasimir Bałakow tego czasu nie ma, Kaiserslautern musi zacząć gromadzić punkty już teraz. Jeśli przegra z Hamburgerem, to raczej nic nie uratuje tej drużyny przed spadkiem. Byłoby szkoda. Raz, klub z bogatą historią, dwa, z dwoma Polakami w składzie. Ale wracając do Hamburgera, okręt HSV ponownie zaczął nabierać wody. Gdy do klubu przyszedł Fink, sztorm się skończył, załatano dziury i zespół zaczął wychodzić na prostą, objął właściwy kurs. Ale po zimie coś się znowu zacięło i w tym momencie Hamburger jest ponownie w strefie spadkowej. Potencjał, jaki jest w drużynie, sprawia, że taka sytuacja jest niedopuszczalna. Dlatego Fink z niedawnego bohatera stał się kandydatem do wyrzucenia za burtę. Trudna sytuacja obu zespołów powinna sprawić, że po końcowym gwizdku zadowoleni będą przynajmniej kibice. Możemy spodziewać się potu, krwi i łez.








