W pierwszej kolejce nie zabrakło niespodziewanych rezultatów i pięknych bramek. W drugiej kolejce pod tym względem nie powinno być inaczej.
Sobota z jednym hitem…
Dwa czołowe zespoły poprzedniego sezonu w tej kolejce zmierzą się ze średniakami. Borussia Dortmund jedzie do Norymbergi, a Schalke podejmie FC Augsburg. BVB w pierwszym meczu po strasznych męczarniach pokonało Werder Brema i teraz powinno czekać ich łatwiejsze zadanie. Słowem klucz jest tu „powinno”. Na łatwe spotkanie nastawiali się również piłkarze HSV, którzy przegrali w pierwszej kolejce właśnie z FC Nürnberg. I nie był to mecz, w którym niżej notowana drużyna broniła się w jedenastu, a od utraty bramki uratowała ich boża opatrzność. Wręcz przeciwnie, Adler miał sporo pracy. Czy do porównywalnego wysiłku gracze „Die Legende” zmuszą Weidenfellera? Czy jednak ofensywny kwartet złożony z Błaszczykowskiego, Reusa, Lewandowskiego i Götze (bo raczej nie z beznadziejnego w meczu z Werderem Grosskreutza) rozniesie w pył obronę rywala?

Na Veltins Arena zawita natomiast FC Augsburg. Drużyna, która w poprzednim sezonie walczyła o utrzymanie, obecne rozgrywki zaczęła nie najlepiej. Dwie bramki superjokera Dani Schahina sprawiły, że beniaminek Fortuna Düsseldorf wygrał 2:0. Teraz obronę z Augsburga czeka jeszcze trudniejsze zadanie – powstrzymanie najlepszego strzelca Bundesligi poprzedniego sezonu, Jana-Klaasa Huntelaara. I nie tylko jego, bo Holender ma ogromne wsparcie, szczególnie ze strony dwóch młodych Niemców Draxlera i Holtby’ego. Bramki Huntelaara i właśnie Holtby’ego wystarczyły zaledwie na remis z Hannoverem. Teraz Schalke chce zdobyć trzy punkty. Jest faworytem, ale może będziemy świadkami kolejnej niespodzianki?
Najciekawiej z sobotnich spotkań zapowiada się pojedynek Werderu z Hamburgiem SV. O wynikach tych drużyn wspomnieliśmy już wcześniej – podopieczni Thomasa Schaafa nie zdołali urwać punktów mistrzowi Niemiec, przegrywając 2:1, a HSV niespodziewanie na własnym stadionie poległo z FC Nürnberg. Na papierze lepiej wyglądają goście tego meczu. Tym bardziej po tym, co zobaczyliśmy w wykonaniu Werderu w pierwszej kolejce. Dortmundczycy robili, co chcieli z obroną swoich rywali, Ignjovski oraz Papastathopoulos wyglądali, jakby pierwszy raz grali w piłkę i tylko nieskuteczność mistrza Niemiec sprawiła, że do końca sprawa wyniku nie była rozstrzygnięta. Jeśli chodzi o blok defensywny, to trzeba pochwalić Gebre Selassie. Nie tylko za wyrównującą bramkę, ale również za wyłączenie z gry Grosskreutza, który przy Czechu nie istniał. W zespole HSV jego rodak, Petr Jiracek, nie zdołał zadebiutować w pierwszym meczu. 20 minut otrzymał za to król strzelców ekstraklasy, Artiom Rudniew. Jeśli chodzi o inne wzmocnienia, to drużynę z Hamburga zasilił Rene Adler, który już w pierwszym spotkaniu popisał się kilkoma świetnymi interwencjami. Do Bremy zawitał były zawodnik HSV, sprowadzony z Juventusu, Eljero Elia. W meczu BVB narobił trochę wiatru na skrzydle, ale było z tego mało pożytku. W dodatku ze świetnej sytuacji do zdobycia bramki trafił w Weidenfellera. Mogłoby się wydawać, że lekkim faworytem tego pojedynku jest HSV. Tym bardziej że Werder w letnim okienku stracił Naldo, Wagnera, Wiese i Pizzaro. Inaczej jednak twierdzą bukmacherzy.








