Pierwsze emocje związane ze startem Bundesligi za nami! Pierwszy lider, pierwsze niespodzianki. My natomiast nie zatrzymujemy się i już powoli spoglądamy w stronę zaczynającej się w sobotę 2. kolejki niemieckiej ekstraklasy. Kto nas zaskoczy tym razem?
Na czele tabeli dość niespodziewanie znajduje się… Hertha Berlin. „Die Alte Dame” nie powinna zbyt długo gościć w fotelu lidera. Na jej lokatę chrapkę mają zajmujące odpowiednio drugie i trzecie miejsce Borussia Dortmund i Bayern Monachium. Jako pierwsi z tego trio zagrają „Bawarczycy”. Ich rywal, Eintracht Frankfurt, chłopcem do bicia z pewnością nie będzie. „Orły” pokazały w poprzednim sezonie, że z mistrzami kraju, deklasującymi wszystkich, potrafią grać jak równy z równym, a mimo porażek (0:1 i 0:2) zasługiwali na zgarnięcie chociaż jednego oczka. Tym razem gra toczy się o coś więcej niż tylko trzy punkty. Dla podopiecznych Armina Veha celem numer jeden będzie odzyskanie zaufania kibiców, którzy nie mogą być zadowoleni po inauguracyjnej porażce 1:6.

Szkoleniowiec Eintrachtu musiał przez ostatni tydzień zrobić dosłownie wszystko, aby gracze zapomnieli o klęsce w starciu z beniaminkiem ligi. Problemy z psychiką piłkarzy mogą się nie równać z niezbyt kolorową sytuacją kadrową. Na 99% nie zagra Sebastian Jung, który zmaga się z urazem pachwiny. Pod znakiem zapytania stoją także występy Sonny’ego Kittela i Carlosa Zambrano. Do końca sezonu nie zagra również Marc Stendera. Nieco bardziej różowo jest w Monachium, jednak i na Allianz Arena kontuzjowanych nie brakuje. Pep Guardiola wciąż nie będzie miał do dyspozycji Holgera Badstubera, który powoli kończy rehabilitację, lecz na boisku pojawi się dopiero w końcówce sezonu. Niedyspozycyjni będą też osiemnastoletni Pierre Hoejbjerg i Luiz Gustavo. Ten drugi narzekać na zdrowie nie może. Nie podobała mu się za to jego pozycja w klubie, a jak donosiły niemieckie media, w najbliższych dniach miał zmienić pracodawcę. Spekulacje nie okazały się plotkami, a już w piątek VfL Wolfsburg oficjalnie potwierdził zatrudnienie nowego piłkarza.
Rywalizacja w Bayernie jest jednak tak duża, że brak wyżej wymienionych zawodników nie będzie stanowił dla hiszpańskiego trenera zbyt dużego problemu. Ponadto do zdrowia wrócił także Mario Goetze, który będzie gotowy do gry już w sobotę. W pełni sił jest również Arjen Robben, który będzie najgroźniejszą bronią FCB. Holender w każdym meczu tego sezonu wpisywał się na listę strzelców (dwa razy w Superpucharze, raz w Pucharze Niemiec i 1. kolejce Bundesligi). Dodajmy też, że w ostatnich jedenastu spotkaniach piętnastokrotnie był zaangażowany w zmuszanie bramkarzy do kapitulacji (dziewięć bramek i sześć asyst).
Nawet znakomita dyspozycja sobotnich rywali nie zmusi szkoleniowca Eintrachtu do defensywnego ustawienia zespołu. W zeszłym sezonie to właśnie ofensywa była mocną stroną „Orłów”. Armin Veh wróci najprawdopodobniej do ustawienia 4-2-3-1. Od pierwszej minuty na lewym skrzydle powinien zagrać Japończyk Takashi Inui. W związku z tym Jan Rosenthal zasiądzie na ławce rezerwowych. To właśnie piłkarz z Kraju Kwitnącej Wiśni powinien być motorem napędowym czerwonej latarni Bundesligi, który może namieszać w szeregach obronnych FCB.









