Kto nie lubi sobie ponarzekać? Podczas krytykowania bardzo łatwo o zatracenie zdrowego rozsądku. My jednak postaraliśmy się, aby ze wszystkich negatywnych wydarzeń pierwszej rundy Bundesligi wybrać te niepodlegające żadnej dyskusji.
Nietrudno się domyślić, kto znajdzie się w tym zestawieniu. Wystarczy tylko spojrzeć na ligową tabelę. I co tam widzimy? Schalke Gelsenkirchen na dziewiątym miejscu! Tak, to właśnie ta drużyna, która miała rywalizować z Bayernem Monachium i Borussią Dortmund. Dokładnie ta, która wyszła z grupy Ligi Mistrzów z pierwszego miejsca. Nie, nie przeczytaliście niczego źle. To ten zespół, który ma w swoim składzie takich piłkarzy, jak: Kyriakos Papadopoulos, Ibrahim Afellay, Julian Draxler, Lewis Holtby, Jefferson Farfan czy Klaas-Jan Huntelaar. Zespół z Veltins Arena zajmuje dziewiąte (tak, to nie pomyłka) miejsce. Właściwie trudno znaleźć przyczynę takiego stanu rzeczy. Trener? Wydawałoby się, że dobry. To właśnie z Schalke odnosił największe sukcesy w swojej karierze trenerskiej, zdobywając dwa Puchary Niemiec (2001 i 2002) oraz Puchar UEFA (1997). Kadra? Dosyć mocna, wyrównana, z królem strzelców w szeregach. Kibice? Tłumnie wypełniają stadion i wspierają zespół. Jeśli jednak bliżej się przyjrzeć, na tym przyzwoitym fundamencie pojawiają się rysy, niby ledwie widoczne, złe pociągnięcia pędzla na pięknym obrazie. Kiedy drużynie nie szło, piłkarze twierdzili, że są przemęczeni. Obwiniali za to Huuba Stevensa. Według nich treningi prowadzone przez Holendra były zbyt intensywne, a on sam dokonywał zbyt małych roszad w składzie i ci sami zawodnicy często musieli grać co trzeci dzień. Jak się okazało, kadra Schalke jednak nie jest wystarczająco szeroka. Przez kilka kontuzji posypała się defensywa, drużyna pozbawiona Draxlera i Holtby’ego nie miała polotu, a gdy zaciął się Huntelaar, nie było kim go zastąpić.

To właśnie holenderski snajper był tym, który najbardziej nas rozczarował. 29 bramek to jego osiągnięcie z poprzedniego sezonu. W tym każdy oczekiwał od niego przynajmniej 20. Pozwoliłem sobie sprawdzić: rok temu na tym etapie rozgrywek miał ich 15. Teraz pięć. Pięć! Taki wynik to wstyd dla klasowego napastnika. Okazuje się, że bez Raula goli nie zdobywa się już tak łatwo. A to Hiszpan był uważany za króla pola karnego. W Gelsenkirchen pozbyto się go lekką ręką i teraz zbierane są tego plony. Nie ma komu dogrywać do Huntelaara, nie ma komu uspokoić kolegów, nie ma komu poprowadzić drużyny do triumfu. Jednym słowem: widać brak doświadczenia, które wnosił legendarny Hiszpan. Wróćmy jednak do króla strzelców poprzedniego sezonu. W czerwcu kończył mu się kontrakt. Głośno było o zainteresowaniu jego osobą londyńskich klubów. Wydawało się, że być może Huntelaar, mając przed sobą wizje gry w Arsenalu lub Chelsea, nie zamierza dawać z siebie wszystkiego w Gelsenkirchen. Nikt jednak nie chce napastnika, który bramek nie strzela, więc Holender chciał nie chciał, przedłużył kontrakt z Schalke. Czy to wróży odrodzenie na wiosnę?








