Przy wyrównującej bramce w spotkaniu Korony Kielce z Polonią Warszawa duży udział miał Tomasz Brzyski. Z obrońcą „Czarnych Koszul” rozmawialiśmy bezpośrednio po zakończeniu spotkania.
Polonia wygrała pierwszy wyjazdowy mecz od inauguracji sezonu. Nic, tylko się cieszyć…
Na pewno. Przyjechaliśmy tutaj przede wszystkim po trzy punkty, remis nas nie interesował. Wiadomo, dwie drużyny były w dołku, a zwycięzca spotkania miał go opuścić. My ten mecz wygraliśmy i mam nadzieję, że następne też będziemy wygrywać.
Jacek Zieliński odmienił tak zespół?
Trudno powiedzieć, trener jest z nami dopiero kilka dni. Na pewno coś wniósł do zespołu, będziemy pracować, by kolejne mecze też wygrywać.
Przy pierwszej bramce było sporo Twojej zasługi, bo to Ty wrzucałeś piłkę, której nie zdołał złapać bramkarz Korony, Krzysztof Pilarz…

Cóż, zdarza się. Trochę mi ta wrzutka nie wyszła, starałem się skierować piłkę bardziej w światło bramki, ale na szczęście w odpowiednim miejscu stał Ebi Smolarek, który zagrał piłkę do Artura Sobiecha, a ten strzelił bramkę.
Spodziewaliście się, że w sumie tak łatwo przyjdzie Wam zwycięstwo z Koroną?
Nie. Wiadomo, że Korona to dobry zespół, tyle że przeżywa mały kryzys, podobnie jak my do tej pory. Zaskoczyła nas tym, że szybko strzeliła bramkę. Myśleliśmy, że już się nie podniesiemy, ale widać jesteśmy dobrą drużyną i postaraliśmy się o to, żeby zdobyć gola na 1:1, a później jeszcze dwa.
Czy byliście zaskoczeni tak ofensywnym ustawieniem Korony?
Spodziewaliśmy się tego. Byliśmy przygotowani na to, że trener rywala będzie chciał coś zmienić w taktyce i myślę, że dobrze zagraliśmy.











