Wisła Kraków została nowym liderem T-Mobile Ekstraklasy. Ekipa Franciszka Smudy będzie nim co najmniej do jutra. Kibice zobaczyli trzy bramki – dwie Brożka i jedną debiutującego Haitańczyka, Wilde-Donalda Guerriera.
Pierwsza połowa wielkich emocji nam nie przyniosła. Zarówno Wisła Kraków, jak i Piast Gliwice niemal całą pierwszą połowę się rozpoznawały. Przez niemal pół godziny ani jedni, ani drudzy nie stworzyli żadnej groźnej sytuacji. Gospodarze starali się grać głównie z kontrataku, jednak nie przynosiło to żadnego rezultatu. W 23. minucie w pole karne pierwszy raz groźnie dośrodkował Bunoza. Do piłki dopadł Bogucki, ale Małecki uderzył zdecydowanie ponad polem karnym.

To jednak podopieczni nie Franciszka Smudy, ale Marcina Brosza mieli najdogodniejszą sytuację do otworzenia wyniku. Defensorzy Wisły pogubili się po rzucie wolnym. Futbolówka przedłużona przez pomocnika przyjezdnych spadła na nogę Wilczka, a znakomitą paradą popisał się Miśkiewicz. O spalonym nie było mowy! Jeśli nie wykorzystuje się takich sytuacji, trudno myśleć o pozytywnym wyniku, bo z każdą minutą „Biała Gwiazda” świeciła coraz jaśniej na ciemnym krakowskim niebie.
W 34. minucie meczu znakomicie z piłką ruszył Boguski, który wykorzystał niefrasobliwość obrońców Piasta. Rafał najwyraźniej sam się zdziwił, że defensorzy przepuścili go z taką łatwością, i nie oddał zbyt precyzyjnego strzału z narożnika pola bramkowego. Nie popisał się także Trela, który wykonując paradę, stracił orientację i nie wiedział, co się dzieje. Wykorzystał to pomocnik Wisły, który niemal z linii bramkowej trafił w słupek. Mało zabrakło, a sam wybiłby piłkę z bramki. W dobrym miejscu znalazł się jednak lis pola karnego – Paweł Brożek – który strzelił gola nad bezradnym golkiperem gości.
Niecałe 120 sekund później blisko wyrównania był ponownie Wilczek, jednak Kamil znowu uderzył fatalnie, nie sprawiając zbyt dużych problemów Miśkiewiczowi. Pierwsza odsłona meczu przy alei Reymonta wielkich emocji nam niestety nie przyniosła. Lekko przysypiający kibice po dobrej końcówce liczyli, że drugie 45 minut będzie ciekawsze, a piłkarze przyśpieszą jeszcze bardziej. Fani zgromadzeni na trybunach się nie zawiedli. Gospodarze od początku zaczęli grać z klepki, co przyniosło dobry efekt. Już dwie minuty po gwizdku arbitra mogło być 2:0, ale lecącą do Pawła Brożka futbolówkę świetnie wypiąstkował Trela.
Swoje próbował grać również Kamil Wilczek, który był dzisiaj bardzo aktywny. Czasami aż zbyt aktywny. Napastnik starał się oszukać sędziego i wywalczyć rzut karny, ale ani za pierwszym, ani za drugim razem mu się to nie udało. W 55. minucie ze znakomitą kontrą ruszył Podgórski, który tuż po faulu zdążył kopnąć w stronę… Wilczka, a ten pobiegł z piłką dalej. Sędzia zrezygnował z prawa korzyści i dał Burlidze żółty kartonik, co spotkało się z dezaprobatą „Piastunek”.











