Widzew Łódź rzutem na taśmę uratował remis w meczu ze Śląskiem Wrocław, strzelając wyrównującą bramkę w doliczonym czasie gry. Zdaniem Łukasza Brozia, obrońcy łódzkiego zespołu, rachunki między drużynami zostały wyrównane, w tamtym sezonie bowiem to wrocławianie doprowadzili w końcówce do remisu 2:2.

Szczęście dopisało Wam w tych ostatnich minutach…
W poprzednim sezonie to wrocławianie mieli szczęście, że strzelili nam w końcówce bramkę na 2:2. Dziś odwdzięczyliśmy się im tym samym, zremisowaliśmy to spotkanie też 2:2, więc można powiedzieć, że rachunki zostały wyrównane.
Porażka Widzewa byłaby niesprawiedliwa, praktycznie tę bramkę na 1:2 podarowaliście Śląskowi.
Rzeczywiście, nie dogadaliśmy się trochę z tyłu, zostaliśmy w blokach defensywnych. Madej dostał piłkę, uderzył i trafił. Przeciwnicy wygrywali 2:1. Cieszymy się, że wyrównaliśmy w końcówce. Szkoda, że taki prezent podarowaliśmy Śląskowi, mam nadzieję, że w następnych meczach nic takiego się nie przytrafi.
Mecz był wyrównany od samego początku. Jednak druga połowa w Waszym wykonaniu nieco słabsza niż pierwsza. Dlaczego?
Na gorąco mogę powiedzieć, że chyba przysiedliśmy na początku drugiej połowy przy tym remisie, nie stwarzaliśmy sobie sytuacji. Ale po tej straconej bramce obudziliśmy się i wzięliśmy się do roboty, mieliśmy kilka akcji, zrobiło się gorąco pod bramką Śląska. Jestem bardzo zadowolony, że dopięliśmy swego i strzeliliśmy wyrównującą bramkę.
Takie było założenie przed drugą połową, żeby grać na remis i zostać z jednym punktem? Bardzo się cofnęliście.
Założenie zawsze jest takie, żeby wygrywać. Wiadomo, że czasami mecz się tak układa, że nie można cały czas grać jednostajnie do przodu, trzeba się trochę cofnąć, takie są elementy taktyczne. Nie można atakować przez 90 minut.
O to chodziło, żeby grać z kontry?
Jeżeli atakujemy, to tracimy sporo sił, więc czasem lepiej jest trochę odpocząć i zagrać z kontry. Śląsk lubi grać piłką pozycyjną, a my to wykorzystywaliśmy.











