Widzew stracił bramkę w ostatniej minucie doliczonego czasu gry i zamiast trzech punktów musiał zadowolić się remisem w starciu z mistrzem Polski. Łukasz Broź, kapitan łodzian, dokonał szczegółowej analizy dzisiejszego spotkania, a także ocenił szanse „Białej Gwiazdy” na awans do fazy grupowej Ligi Mistrzów.

Jak ocenisz dzisiejszy mecz? Widzew zaprezentował się całkiem dobrze na tle mistrza Polski.
Patrząc na przebieg spotkania, nie byliśmy wcale gorszą drużyną, wiadomo, że Wisła grała dużo piłką, wymieniała dużą liczbę podań, ale to my sobie stwarzaliśmy dużo więcej sytuacji i wydaje mi się, że ten pojedynek mógł się zupełnie inaczej skończyć. Musimy cały czas grać do ostatniego gwizdka, bo takie mecze mamy ostatnio w pamięci, nie możemy ich remisować ani przegrywać.
Szkoda Twojego strzału z drugiej połowy…
Miałem strzał w poprzeczkę, Dudu miał strzał w poprzeczkę, było trochę strzałów celnych i mogliśmy całkiem inaczej zakończyć to spotkanie.
Taki wynik Was podłamie czy zmobilizuje? W końcu walczyliście z Wisłą jak równy z równym.
Wydaje mi się, że zmobilizuje. Nie ma co się łamać takimi remisami, choć to u siebie. W sumie mecz wyglądał całkiem dobrze w naszym wykonaniu. Jesteśmy zadowoleni z przebiegu całego spotkania, stworzyliśmy sobie więcej okazji do zdobycia bramki. Graliśmy z mistrzem Polski, nie mogliśmy się otworzyć i ruszyć do otwartej gry, bo to różnie mogłoby się skończyć, dla nas z pewnością gorzej. Nie padamy na kolana, to jest dopiero pierwszy mecz, jeszcze przed nami dużo pojedynków w tej rundzie, musimy się na nich skupić, a będzie na pewno dobrze.
Co było receptą na taką równą grę? Bo Wisła praktycznie nie stwarzała sobie sytuacji.
Stanęliśmy blisko siebie i nie pozwoliliśmy przeciwnikowi grać prostopadłych piłek. Zawężaliśmy całą linię obrony na „szesnastce”, a podania wszerz boiska nie sprawiały nam żadnego zagrożenia. Wrzucali piłki, ale byliśmy blisko siebie i nic nam nie mogli zrobić. Ta sytuacja z ostatniej minuty bardzo głupia…
Rozprężenie? Brak koncentracji?
Trudno mi powiedzieć. Możliwe, że już każdy wiedział, że to doliczony czas gry, ostatnia minuta, końcówka. Może też się nie dogadali, nie wiem, jak tam Jarek z „Małym”, czy sobie krzyknęli, nie słyszałem, jaka była sytuacja między nimi. Szkoda, bo bramka padła tak naprawdę z niczego.
Zmarnowaliście bardzo dużo sytuacji w tym meczu. Nie macie do siebie pretensji?











