Łukasz Broź, obrońca Widzewa Łódź, szuka przyczyn wczorajszej porażki swojego zespołu z krakowską Wisłą. Po piorunującym początku i strzeleniu dwóch bramek w pierwszych dwunastu minutach meczu „Biała Gwiazda” odniosła pierwsze wyjazdowe zwycięstwo w bieżących rozgrywkach T-Mobile Ekstraklasy.
Wynik 1:2 na pewno Was nie satysfakcjonuje, zawinił z pewnością pierwszy kwadrans.
Nie ma co ukrywać, tak naprawdę przespaliśmy pierwsze 15 minut, straciliśmy szybko dwie bramki i to ustawiło wynik spotkania. Nie zdążyliśmy odrobić straconych goli, do tego doszła czerwona kartka, która nam nie pomogła w końcówce. Ostatecznie przegrywamy 1:2. Taka jest piłka, skończyło się tak, a nie inaczej. Mieliśmy co prawda jeszcze sytuacje, ale nie udało się. Myślę, że czerwona kartka troszeczkę nam pokrzyżowała plany, mielibyśmy jeszcze trochę czasu, żeby gonić wynik.
Wisła strzeliła dwie niemal bliźniacze bramki – dośrodkowania z tej samej strony, skończone praktycznie w ten sam sposób. Czego zabrakło?

Tak jak wspomniałem, przespaliśmy pierwszy kwadrans meczu. Trudno mi powiedzieć, jak wiślacy rozegrali, byłem po drugiej stronie. Można powiedzieć, że były to takie same bramki – pierwsza szczęśliwa dla Wisły, gdyż Phibel zdjął mi tak naprawdę piłkę z nogi, bo jeżeliby nie dotknął, to wybiłbym ją na wślizgu. Przy drugim trafieniu krakowianie dopełnili formalności i dobili nas tym golem. Goniliśmy wynik, ale nie udało się, przegrywamy kolejny mecz u siebie.
Co myślicie o postawie Mehdiego Ben Dhifallaha? Mógł zostać bohaterem spotkania, strzelił bramkę kontaktową, potem trafił w słupek. Ale to, co zrobił kilkanaście minut później, najlepiej pozostawić bez komentarza.
Tak naprawdę nie chcę oceniać, bo nie ja powinien to robić. Można powiedzieć tylko tyle, że nie pomógł nam tą kartką.
Walczyliście to końca, mecz był bardzo twardy, momentami aż za ostry.
Gramy u siebie, pokazujemy, że tutaj łatwo punktów się nie zdobywa. Graliśmy i walczyliśmy do końca, mam nadzieję, że to było widać na boisku. Chcieliśmy postawić Wiśle trudne warunki, nie do końca się udało.











