Po przerwie na europejskie puchary niemieckie zespoły wracają do rywalizacji ligowej. Derby Północy czy bratobójczy pojedynek w Gelsenkirchen to tylko niektóre spotkania, które będą wzbudzać ogromną ciekawość kibiców w Niemczech.
Zanim jednak dojdzie do wyczekiwanego starcia ekip Kellera i Guardioli, czeka nas pięć spotkań o godzinie 15:30, a wśród nich pojedynek w Norymberdze, do której przyjedzie Borussia Dortmund. Liderzy Bundesligi przystąpią do tego meczu w kiepskich nastrojach, bo nie dość, że przegrali pojedynek z Napoli, to jeszcze kontuzji doznał Mats Hummels. Nie jest ona groźna, ale jeśli weźmiemy pod uwagę, że zarówno występ reprezentanta Niemiec, jak i Sokratisa Papastathopoulosa jest niepewny, to sytuacja kadrowa Borussii, jeśli chodzi o defensywę, wygląda naprawdę źle. Co więcej, w bieżącym sezonie to właśnie Hummels do spółki z Suboticiem i Grosskreutzem są najsłabszymi punktami swojego zespołu. Być może właśnie tę słabość wykorzysta Nürnberg, chociażby dzięki Danielowi Ginczkowi. Dla 22-latka ten mecz będzie szczególny, bo przez kilka ładnych lat był piłkarzem BVB. Najczęściej grał jednak w rezerwach albo był wypożyczany, m.in. do Sant Pauli, dla którego w poprzednim sezonie strzelił osiemnaście goli. Przez dwa lata w klubie z Dortmundu grał również Markus Feulner. Z kolei do Borussii z Norymbergi przeszli Ilkay Gündogan i Julian Schieber, ale ich raczej na boisku nie zobaczymy. Pierwszy nadal leczy uraz, a drugi usiądzie co najwyżej na ławce.
Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują na to, że gospodarze nie mają prawa wygrać tego meczu. Pod wodzą Kloppa dortmundczycy z „Der Club” jeszcze nie przegrali. Z kolei ich rywale ostatni raz z liderem Bundesligi wygrali w 2004 roku (4:0 z Wolfsburgiem). Jakby tego było mało, Michael Wiesinger nie będzie mógł skorzystać ze wszystkich piłkarzy. W kadrze zabraknie Timo Gebharta i Hanno Balitscha, Markus Mendler i Markus Feulner leczą grypę, a niepewny jest występ Roberta Maka. Wspomagać gospodarzy będzie 50 tysięcy kibiców, którzy do ostatniego miejsca wypełnią stadion w Norymberdze. Czy to wystarczy, aby Borussia po raz pierwszy w tym sezonie straciła punkty?
Najbardziej wyczekiwane spotkanie tej kolejki rozpocznie się o 18:30 na Veltins Arena. To tam Bayern może po raz pierwszy w tym sezonie ligowym przegrać i wcale nie są to pobożne życzenia. Gra Schalke z meczu na mecz wygląda coraz lepiej. Po kiepskim wejściu w sezon „Die Königsblauen” cztery ostatnie starcia (dwa ligowe i dwa pucharowe) wygrali. Ostatnio rozbili 3:0 Steauę Bukareszt. Świetną formę utrzymują Draxler z Farfanem, a do tego coraz lepiej w Gelsenkirchen czuje się Boateng. To właśnie ze strony tej trójki będzie płynęło największe zagrożenie dla niezbyt pewnej obrony Bayernu. Piłkarze z Bawarii nie imponują tak szczelną defensywą jak za czasów Juppa Heynckesa, ale to ich nikłe zdobycze ofensywne przykuwają największą uwagę. W lidze zdobyli dopiero dziewięć goli, a za Heynckesa na tym etapie mieli na koncie odpowiednio szesnaście i siedemnaście bramek.
Odnosząc się do najnowszej historii: w sobotę Bayern powinien swój bilans poprawić. Cztery ostatnie mecze z monachijczykami Schalke przegrało, nie strzelając nawet jednego gola. Co więcej, to właśnie z Bayernem „Die Königsblauen” ponieśli najwięcej porażek w historii. Jeśli podopieczni Guardioli tego meczu przynajmniej nie przegrają, wyrównają najdłuższą serię meczów bez porażki – 31 spotkań – należącą do Borussii Dortmund. Na pewno Schalke będzie starało się do tego nie dopuścić. Choć bez Huntelaara, Santany, Kolasinaca i Papadopoulosa, za to ze swoim nowym talizmanem – Aogo – z którym zawsze wygrywają.








