W meczach 35. kolejki Premier League rozegranych dzisiaj o 16:00 głównie emocjonowaliśmy się walką o utrzymanie, o tej godzinie grały bowiem cztery z pięciu drużyn, którym nadal grozi spadek. Zespoły grały ze zmiennym szczęściem, trzeba powiedzieć. Trzy punkty zgarnęła tylko ekipa Blackburn, remisami musiały zadowolić się Bolton i Aston Villa, a swój mecz przegrało Wigan.
Bez bramek na Villa Park
Aston Villa podejmowała u siebie Sunderland i już w pierwszej minucie mogła zdobyć gola. Mignolet źle wybił piłkę, przejął ją Agbonlahor i zagrał do Weimanna, jednak jego lob okazał się zbyt łatwy dla golkipera „Czarnych Kotów”. W pierwszym kwadransie próbował jeszcze Agbonlahor, lecz został zablokowany, a następnie uderzenie N’Zogbii świetnie obronił Mignolet. W 29. minucie Weimann przebił się przez trójkę obrońców, jednak strzelił tylko w boczną siatkę i była to na dobrą sprawę ostatnia okazja przed przerwą.

Zaraz po niej ładnie Weimanna obsłużył Agbonlahor, ale Austriak znowu nie trafił w bramkę. Drugą połowę lepiej zaczęli gospodarze, ale mogli zostać pokarani przez rywali, kiedy w 55. minucie Sessegnon dograł do McLeana, a ten z kilku metrów uderzył za wysoko. Następnie w polu karnym znalazł się Bendtner i pokonał już nawet Givena, jednak w ostatniej chwili piłkę z linii wybił Stephen Ireland. Chwilę później Duńczyk trafił do siatki, ale gol nie został zaliczony z powodu spalonego. Villa do końca próbowała zdobyć zwycięską bramkę, jednak jej napastnicy nie mogli się przebić przez szczelną obronę Sunderlandu. Goście natomiast mecz kończyli w dziesiątkę, bo tuż przed końcem za drugą żółtą kartę z boiska wyleciał Craig Gardner.
Blackburn nadal walczy
Bramki padły za to na Ewood Park, gdzie Blackburn podejmowało Norwich. Dla gospodarzy był to ostatni dzwonek – jeśli chcieli się utrzymać, to musieli wygrać. Od pierwszych minut próbowali, ale okazji stwarzali sobie jak na lekarstwo. Pierwszą sytuację miał gracz gości, Jonny Howson, który w 31. minucie huknął z 30 metrów, ale Robinson obronił. W odpowiedzi Yakubu trafił w słupek. Aktywny wśród graczy Blackburn był również Mauro Formica, który próbował kilkukrotnie i w końcu w 41. minucie dopiął swego. Yakubu przedarł się lewą stroną i wycofał piłkę do Pedersena, który dośrodkował w pole karne, a tam Formica z woleja pokonał Ruddy’ego. Do przerwy przyjezdnym nie udało się wyrównać.
Cztery minuty po zmianie stron kibice znowu oglądali błysk geniuszu Hoiletta. Anglik ograł Russella Martina i z 30 metrów strzelił w samo okienko bramki Ruddy’ego. Golkiper gości mógł tylko patrzeć, jak piłka wpada do bramki. Ten gol bardzo uspokoił gospodarzy i tempo meczu nieco spadło. Dopiero w 73. minucie goście mogli odrobić część strat, gdyby Wilbraham uderzył nieco lepiej tuż zza pola karnego, a tak Robinson obronił. Ostatni kwadrans nie przyniósł już wielkich emocji, bo goście do huraganowych ataków się nie kwapili, a gospodarze również nie szukali za wszelką cenę bramki numer trzy. Tuż przed końcem próbował jeszcze główkować Morison, ale jemu też zabrakło szczęścia i ostatecznie Blackburn zdobyło trzy punkty. Bardzo ważne trzy punkty, które pozwalają podopiecznym Steve’a Keana wyprzedzić w tabeli Bolton i zrównać się punktami z będącym tuż nad strefą spadkową QPR, które jednak ma lepszy bilans bramkowy.












