Derby Manchesteru są wyjątkowe pod każdym względem. Po elektrycznej wręcz końcówce ubiegłego sezonu miejsce starych mistrzów zajęli nuworysze zza miedzy. Czy była to zapowiedź nowej dynastii, czy może jedynie pojedynczy wystrzał? W tym sezonie obie drużyny idą łeb w łeb i wydaje się, że to znów one rozstrzygną kwestię mistrzostwa pomiędzy sobą. Zapraszamy na zapowiedź 16. kolejki Premier League.
Zanim zasiądziemy do niedzielnego dania głównego, czyli derbów Manchesteru, czeka nas cała masa smakowitych przystawek oraz zakąsek, które zostaną podane już w sobotę o godzinie 16. Andrzej Iwan przytoczył kiedyś w swojej autobiografii całkiem ciekawą anegdotę dotyczącą jedzenia i piłki nożnej, a obie te płaszczyzny połączyli Orest Lenczyk i Marek Motyka. Popularny „Marcyś” ponoć lubił sobie zdrowo pojeść i kiedyś podczas wspólnego obiadu wiślaków trener zwrócił mu uwagę:
– Marek, Ty zacznij jeść!
Skonsternowany Motyka odpowiedział jedynie:
– Ależ Panie trenerze, przecież jem!
Szkoleniowiec Wisły na to:
– Ty nie jesz, Ty k… żresz!

Sobotnie oraz niedzielne potyczki na angielskich boiskach zapowiadają się wyjątkowo ciekawie, zatem delektujmy się nimi nieco kulturalniej, żując powolutku dla odmiany każdy kęs tego smakowitego dania tak, aby nic nam nie umknęło.
Na pierwszy ogień idzie pojedynek dwóch drużyn, z których każda musi przełamać złą passę, aby znów liczyć się w walce o puchary (WBA) lub przynajmniej prestiż (Arsenal). Co prawda podopieczni Steve’a Clarke’a dalej zajmują trzecie miejsce w tabeli, ale goniące ich Tottenham oraz Chelsea mają już tyle samo oczek, a jedynie gorszą różnicę bramek. West Brom odniósł dwie porażki z rzędu, a tak fatalna passa nie zdarzyła mu się już dawno. Sytuację Arsenalu trudno opisać, ponieważ ich aktualna dyspozycja oscyluje wokół szukania formy oraz własnej tożsamości, braku zgrania, wypalenia trenera (?) oraz problemów ze strukturą wynagrodzeń, która skutecznie odpycha gwiazdy od Emirates Stadium.

Lada moment odejdzie zapewne Walcott, a zwolnić się powinien przede wszystkim Wenger. Jego czas już minął. Autorska formuła prowadzenia zespołu wymyślona przez Francuza gdzieś się po drodze wypaliła, straciła świeżość, innowacyjność, którą kiedyś zachwycała. Czas zatem na zmiany. Zgadzacie się? Nadchodzi za to era wiecznie skupionego Steve’a Clarke’a, któremu bramki zdobywane lub tracone przez jego WBA nie podnoszą ciśnienia, a jedynie korygują zmienne w analitycznych obliczeniach matematycznych zachodzących w jego taktycznym umyśle. Arsenal w ubiegłej kolejce zniszczony został przez Michu, a WBA poległo w starciu z walcem Tony’ego Pulisa. Która z drużyn wróci na właściwe tory?














