Fot. Manchester United, Manchester City, mistrzostwo Anglii
Derby Manchesteru są wyjątkowe pod każdym względem. Po elektrycznej wręcz końcówce ubiegłego sezonu miejsce starych mistrzów zajęli nuworysze zza miedzy. Czy była to zapowiedź nowej dynastii, czy może jedynie pojedynczy wystrzał? W tym sezonie obie drużyny idą łeb w łeb i wydaje się, że to znów one rozstrzygną kwestię mistrzostwa pomiędzy sobą. Zapraszamy na zapowiedź 16. kolejki Premier League.
Zanim zasiądziemy do niedzielnego dania głównego, czyli derbów Manchesteru, czeka nas cała masa smakowitych przystawek oraz zakąsek, które zostaną podane już w sobotę o godzinie 16. Andrzej Iwan przytoczył kiedyś w swojej autobiografii całkiem ciekawą anegdotę dotyczącą jedzenia i piłki nożnej, a obie te płaszczyzny połączyli Orest Lenczyk i Marek Motyka. Popularny „Marcyś” ponoć lubił sobie zdrowo pojeść i kiedyś podczas wspólnego obiadu wiślaków trener zwrócił mu uwagę:
– Marek, Ty zacznij jeść!
Skonsternowany Motyka odpowiedział jedynie:
– Ależ Panie trenerze, przecież jem!
Szkoleniowiec Wisły na to:
– Ty nie jesz, Ty k… żresz!
Manchester United, Manchester City, mistrzostwo Anglii (fot. Skysports.com)
Sobotnie oraz niedzielne potyczki na angielskich boiskach zapowiadają się wyjątkowo ciekawie, zatem delektujmy się nimi nieco kulturalniej, żując powolutku dla odmiany każdy kęs tego smakowitego dania tak, aby nic nam nie umknęło.
Na pierwszy ogień idzie pojedynek dwóch drużyn, z których każda musi przełamać złą passę, aby znów liczyć się w walce o puchary (WBA) lub przynajmniej prestiż (Arsenal). Co prawda podopieczni Steve’a Clarke’a dalej zajmują trzecie miejsce w tabeli, ale goniące ich Tottenham oraz Chelsea mają już tyle samo oczek, a jedynie gorszą różnicę bramek. West Brom odniósł dwie porażki z rzędu, a tak fatalna passa nie zdarzyła mu się już dawno. Sytuację Arsenalu trudno opisać, ponieważ ich aktualna dyspozycja oscyluje wokół szukania formy oraz własnej tożsamości, braku zgrania, wypalenia trenera (?) oraz problemów ze strukturą wynagrodzeń, która skutecznie odpycha gwiazdy od Emirates Stadium.
Luis Suarez (fot. skysports.com)
Lada moment odejdzie zapewne Walcott, a zwolnić się powinien przede wszystkim Wenger. Jego czas już minął. Autorska formuła prowadzenia zespołu wymyślona przez Francuza gdzieś się po drodze wypaliła, straciła świeżość, innowacyjność, którą kiedyś zachwycała. Czas zatem na zmiany. Zgadzacie się? Nadchodzi za to era wiecznie skupionego Steve’a Clarke’a, któremu bramki zdobywane lub tracone przez jego WBA nie podnoszą ciśnienia, a jedynie korygują zmienne w analitycznych obliczeniach matematycznych zachodzących w jego taktycznym umyśle. Arsenal w ubiegłej kolejce zniszczony został przez Michu, a WBA poległo w starciu z walcem Tony’ego Pulisa. Która z drużyn wróci na właściwe tory?
W drugim sobotnim meczu na Villa Park przyjeżdża będące ostatnio w znakomitej formie wspomniane przed chwilą Stoke Tony’ego Pulisa. AV w zeszłej kolejce zremisowała ze słabiutkim w tym sezonie QPR, a Stoke ograło WBA. W ogóle piłkarze z Britannia Stadium przeżywają ostatnio jesienny rozkwit, notując aż 12 oczek w pięciu ostatnich kolejkach. Tony Pulis stwierdził skromnie, iż nie jest geniuszem i ma po prostu dużo szczęścia. Nieprawda. Pulis to świetny menedżer i zbiera zasłużone laury. Aston Villa zajmuje obecnie 15. miejsce w tabeli, a Stoke jest ósme i wiadomo, kto będzie faworytem tego spotkania.
Sam Allardyce (fot. skysports.com)
Trzeci mecz kolejki to ten z rodzaju o wszystko, czyli o sześć punktów. Zmierzą się w nim Southampton oraz Reading. Oba zespoły znajdują się obok siebie w dole tabeli. „Święci” plasują się na 18. miejscu z 12 punktami, Reading jedną lokatę niżej z dziewięcioma oczkami na koncie, ale jednym meczem rozegranym mniej. „Królewscy” tydzień temu wystąpili w sławetnym już festiwalu błędów, czyli zakończonym wynikiem 3:4 meczu z Manchesterem United. Southampton przegrało natomiast 0:1 z Liverpoolem. Będzie to ważny mecz, bo punkty zdobyte lub stracone w walce z bezpośrednim konkurentem o utrzymanie w lidze mogą okazać się kluczowe dla przyszłości obu klubów.
Na Stadium of Light przyjeżdża za to Chelsea. Nie tak tegoroczną jesień wyobrażał sobie Abramowicz i sami piłkarze tego klubu. W ostatnich trzech meczach ligowych podopieczni Rafy Beniteza zdobyli zaledwie jeden punkcik, wsadzając między bajki o smokach i wróżkach bzdety o odblokowaniu Torresa i nowej tożsamości drużyny. W tym czasie „The Blues” zdobyli też zaledwie jednego gola. OK, wygrali w tygodniu aż 6:1 w LM, ale nie odbierając klasy FC Nordsjaelland, to nie półka Premier League. Poza tym Chelsea nie awansowała w elitarnej Lidze Mistrzów do fazy pucharowej, więc ta wiktoria nic nie znaczy. Drużyna jest w kryzysie i to jest fakt. W niemocy pogrążony jest także Sunderland, który osuwa się sukcesywnie w tabeli i już jest na 17. miejscu. Będzie to zatem mecz na przełamanie dla obu drużyn. Przyda się trochę fajerwerków, ostatnio bowiem mało było tego światła na Stadium of Light.
Demba Ba (fot. skysports.com)
Swansea jest ostatnio w przedniej formie. Podopieczni Laudrupa sparowali w zeszłym tygodniu z Arsenalem. „Kanonierzy” okazali się mało wystrzałowi, za to „Łabędzie” kluczyły, klinczowały, znów kluczyły, by w końcówce niczym niegdyś Prince Naseem Hamed wyprowadzić dwa szybkie ciosy i powiedzieć Wengerowi: Cya Mate. Na Liberty Stadium przyjeżdża za to zespół, który po fatalnym początku rozgrywek idzie niczym tajfun, nie oszczędzając po drodze niczego, co żywe. „Kanarki” Chrisa Hughtona zajmują już 12. lokatę, tracąc zaledwie trzy punkty do drużyn z miejsca ósmego i dziewiątego. To się porobiło, czeka nas prawdzie ornitologiczny pojedynek. „Canarinhos” idą do przodu, zobaczymy, co na to „Łabędzie”.
W ostatnim sobotnim spotkaniu na DW Stadium przyjeżdża Queens Park Rangers. Tutaj nie pokusiłbym się o wskazanie faworyta, Wigan bowiem to typowy średniak (16. lokata w tabeli), który zakończy ligę pewnie w okolicach 14. lub 15. miejsca, tuż nad strefą spadkową. QPR? Napisaliśmy już tyle o tym zespole, że pozostaje jedynie nadmienić, że w końcu muszą kiedyś zaskoczyć. In Harry we trust.
Arsene Wenger (fot. SkySports.com)
Niedziela w Anglii zaczyna się derbami, na które cały świat czeka z utęsknieniem. Starzy mistrzowie kontra nowi, Mancini kontra Ferguson, pieniądze kontra prestiż. Jest tyle płaszczyzn, na których można by omówić to spotkanie, że brakłoby porównań i metafor. Pewne jest natomiast jedno. City zrównało się poziomem sportowym z United i ich rywalizacja przez najbliższe lata dostarczać nam będzie stale wypieków na twarzy. To nie jest pojedyncza bitwa, to początek nowej wojny stuletniej. Na obszerną zapowiedź derbów Manchesteru zapraszamy w osobnym tekście.
Derby derbami, ale na innych stadionach będzie równie ciekawie. Na Goodison Park przyjeżdża Tottenham. „Koguty” mają trzy punkty przewagi nad „The Toffees”, a obie drużyny zajmują miejsca odpowiednio pięć i sześć w tabeli BPL. Popularny AVB robi kawał dobrej roboty, udowadniając wszem i wobec, że okres chłopięcy zostawił dawno za sobą i kawał z niego menedżera, który nie rozpamiętuje zbytnio porażek z czasów Stamford Bridge i kroczy sukcesywnie po swoje. Portugalczyk po upadku w Chelsea wstał, otrzepał się z kurzu i nie zwalnia tempa. A ostatnie pojedynki w wykonaniu Tottenhamu? Trzy mecze, dziewięć punktów. Dziękujemy, pozamiatane. Natomiast David Moyes w ostatnim czasie to król remisów. Everton ostatnio ciągle remisuje 1:1 i ten rezultat śni się Moyesowi pewnie po nocach. Ostatnio jego drużyna zremisowała z aktualnym mistrzem 1:1 (a jakże), ale wszyscy na Goodison Park oczekują, iż „The Toffees” powrócą na szlak zwycięstw z początków kampanii.
Będzie wojna na Upton Park. Spotkają się dwa zespoły, które propagują odmienne style gry. Allardyce hołduje siermiężnej piłce rodem z lat 70. i 80., Rodgers to natomiast esteta lubujący się w technicznej piłce i analizujący godzinami grę Barcelony. Dwa światy, dwie wizje. „Młoty” zajmują wysokie jak na beniaminka dziewiąte miejsce w tabeli, do meczu przystąpią dodatkowo opromienione zeszłotygodniową epicką wygraną nad nie byle kim, bo nad samą Chelsea. „The Reds” plasują się dwa oczka niżej w stawce, powoli jednak uzyskują rytm podobny do tego Swansea z zeszłego sezonu. Kibiców z Anfield Road martwi natomiast co innego, mianowicie co się stało ze Suarezem? Luis się zaciął i pogubił gdzieś swoje pistolety? Nie dowiemy się tego niestety w ten weekend, bowiem Urugwajczyk zawieszony jest za kartki. Szkoda, bo mógłby to być dla niego mecz na przełamanie.
W jedynym poniedziałkowym meczu na Craven Cottage przyjedzie Newcastle. „Sroki” odetchnęły z ulgą, przełamały bowiem ostatnio złą passę i rozszarpały Wigan aż 3:0. Przełamał się Demba Ba, który zdobył dwa gole, a przepiękne premierowe trafienie w lidze zaliczył Gael Bigirimana. Alan Pardew wciąż nie może być pewnym swego i dalej jest na cenzurowanym, ale jeśli wywiezie z Craven Cottage trzy punkty, odbuduje swoją pozycję. Fulham natomiast jest w dołku i podopieczni Martina Jola potrzebują punktów jak powietrza, nie wygrali bowiem w lidze od siedmiu kolejek i jeśli utrzymają obecną złą formę, może im zajrzeć w oczy widmo degradacji. Kolejkę zakończy natomiast zaległe wtorkowe spotkanie Sunderland – Reading. Zobaczymy, w jakich nastrojach zmierzą się oba teamy. Wszystko będzie zależało od ich weekendowych potyczek.
Wiele emocji zagości zatem w naszych domach, spodziewajmy się jak zwykle eksplozji radości zwycięzców oraz złości przegranych. W ten mroźny, zimowy weekend angielskie boiska nie dadzą nam zmarznąć, rozgrzewając nas do czerwoności.
Derby Manchasteru zapowiadają wiele emocji, liczę
na wygraną Chelsea na stadionie światła, owszem
będzie trudno – każdy kibic PL to wie. Jestem
ciekawa czy WBA urwie punkty Kanonierom. I jestem
ciekawa czy Stoke utrzyma wraz z Swansea i Norwich
tak wysoką formę. Wiele pytań, ale i wiele
odpowiedzi. Szykuje się zatem ciekawy weekend(jak
zawsze) w PL!
~
~Kacper
Myślę, że City powinno wygrać. United grają
dobrze w LM a City w lidze. Więc myślę, że City
nie będzie miało problemu z pokonaniem United.
Wierzę w The Citizens. Wygrana po stronie
Manchesteru City.
~
~ole!
Autor tego tekstu to nieobiektywny kibic jakiegoś
tworu klubopodobnego np. Juventusu czy United. Jak
można hejtować inne kluby (tutaj Chelsea i
Arsenal), kiedy samemu zalicza się głupie wpadki
np. 3-3 i 0-3 z FC Basel czy 1-1 z Nordsjaelland?
~P
~ole! PS
i to w zapowiedziach meczy?!
KM
Kuba Machowina
Jestem bardzo obiektywny, nikogo nie hejtuję, po
prostu piszę to co widzę. Arsenalowi potrzeba
nowego menedżera i jakiejkolwiek tożsamości.
Włodarze powinni zastanowić się czy chcą być
średnim klubem produkującym gwiazdy, a później
sprzedającym je dalej czy pretendentem do tytułu.
Natomiast z obecnym szkoleniowcem i systemem
płacowym tkwią po środku. W Chelsea decyzje
podejmuje się natomiast lekkomyślnie, jak kiedyś w
Polonii Warszawa. Każda zachcianka Abramowicza
wprowadza chaos w poczynania klubu. United natomiast
od 20 lat utrzymuje stały poziom, SAF trzyma się
nieźle i o czymś to świadczy.
ps. Nie jestem kibicem United i Juventusu ;)
Pozdrawiam gorąco
~
~BigHunter
„Kibiców z Anfield Road martwi natomiast co innego,
mianowicie co się stało ze Suarezem? Luis się
zaciął i pogubił gdzieś swoje pistolety? Czy
odblokuje się w ten weekend?”
Raczej się nie odblokuje, bo jest zawieszony za
kartki i nie zagra. ;)
KM
Kuba Machowina
Moje niedopatrzenie. Dziękuję za info :)
Dodaj komentarz
Derby Manchesteru są wyjątkowe pod każdym względem. Po elektrycznej wręcz końcówce ubiegłego sezonu miejsce starych mistrzów zajęli nuworysze zza miedzy. Czy była to zapowiedź nowej dynastii, czy może jedynie pojedynczy wystrzał? W tym sezonie obie drużyny idą łeb w łeb i wydaje się, że to znów one rozstrzygną kwestię mistrzostwa pomiędzy sobą. Zapraszamy na zapowiedź 16. kolejki Premier League.
Zanim zasiądziemy do niedzielnego dania głównego, czyli derbów Manchesteru, czeka nas cała masa smakowitych przystawek oraz zakąsek, które zostaną podane już w sobotę o godzinie 16. Andrzej Iwan przytoczył kiedyś w swojej autobiografii całkiem ciekawą anegdotę dotyczącą jedzenia i piłki nożnej, a obie te płaszczyzny połączyli Orest Lenczyk i Marek Motyka. Popularny „Marcyś” ponoć lubił sobie zdrowo pojeść i kiedyś podczas wspólnego obiadu wiślaków trener zwrócił mu uwagę:
– Marek, Ty zacznij jeść!
Skonsternowany Motyka odpowiedział jedynie:
– Ależ Panie trenerze, przecież jem!
Szkoleniowiec Wisły na to:
– Ty nie jesz, Ty k… żresz!
Manchester United, Manchester City, mistrzostwo Anglii (fot. Skysports.com)
Sobotnie oraz niedzielne potyczki na angielskich boiskach zapowiadają się wyjątkowo ciekawie, zatem delektujmy się nimi nieco kulturalniej, żując powolutku dla odmiany każdy kęs tego smakowitego dania tak, aby nic nam nie umknęło.
Na pierwszy ogień idzie pojedynek dwóch drużyn, z których każda musi przełamać złą passę, aby znów liczyć się w walce o puchary (WBA) lub przynajmniej prestiż (Arsenal). Co prawda podopieczni Steve’a Clarke’a dalej zajmują trzecie miejsce w tabeli, ale goniące ich Tottenham oraz Chelsea mają już tyle samo oczek, a jedynie gorszą różnicę bramek. West Brom odniósł dwie porażki z rzędu, a tak fatalna passa nie zdarzyła mu się już dawno. Sytuację Arsenalu trudno opisać, ponieważ ich aktualna dyspozycja oscyluje wokół szukania formy oraz własnej tożsamości, braku zgrania, wypalenia trenera (?) oraz problemów ze strukturą wynagrodzeń, która skutecznie odpycha gwiazdy od Emirates Stadium.
Luis Suarez (fot. skysports.com)
Lada moment odejdzie zapewne Walcott, a zwolnić się powinien przede wszystkim Wenger. Jego czas już minął. Autorska formuła prowadzenia zespołu wymyślona przez Francuza gdzieś się po drodze wypaliła, straciła świeżość, innowacyjność, którą kiedyś zachwycała. Czas zatem na zmiany. Zgadzacie się? Nadchodzi za to era wiecznie skupionego Steve’a Clarke’a, któremu bramki zdobywane lub tracone przez jego WBA nie podnoszą ciśnienia, a jedynie korygują zmienne w analitycznych obliczeniach matematycznych zachodzących w jego taktycznym umyśle. Arsenal w ubiegłej kolejce zniszczony został przez Michu, a WBA poległo w starciu z walcem Tony’ego Pulisa. Która z drużyn wróci na właściwe tory?
W drugim sobotnim meczu na Villa Park przyjeżdża będące ostatnio w znakomitej formie wspomniane przed chwilą Stoke Tony’ego Pulisa. AV w zeszłej kolejce zremisowała ze słabiutkim w tym sezonie QPR, a Stoke ograło WBA. W ogóle piłkarze z Britannia Stadium przeżywają ostatnio jesienny rozkwit, notując aż 12 oczek w pięciu ostatnich kolejkach. Tony Pulis stwierdził skromnie, iż nie jest geniuszem i ma po prostu dużo szczęścia. Nieprawda. Pulis to świetny menedżer i zbiera zasłużone laury. Aston Villa zajmuje obecnie 15. miejsce w tabeli, a Stoke jest ósme i wiadomo, kto będzie faworytem tego spotkania.
Sam Allardyce (fot. skysports.com)
Trzeci mecz kolejki to ten z rodzaju o wszystko, czyli o sześć punktów. Zmierzą się w nim Southampton oraz Reading. Oba zespoły znajdują się obok siebie w dole tabeli. „Święci” plasują się na 18. miejscu z 12 punktami, Reading jedną lokatę niżej z dziewięcioma oczkami na koncie, ale jednym meczem rozegranym mniej. „Królewscy” tydzień temu wystąpili w sławetnym już festiwalu błędów, czyli zakończonym wynikiem 3:4 meczu z Manchesterem United. Southampton przegrało natomiast 0:1 z Liverpoolem. Będzie to ważny mecz, bo punkty zdobyte lub stracone w walce z bezpośrednim konkurentem o utrzymanie w lidze mogą okazać się kluczowe dla przyszłości obu klubów.
Na Stadium of Light przyjeżdża za to Chelsea. Nie tak tegoroczną jesień wyobrażał sobie Abramowicz i sami piłkarze tego klubu. W ostatnich trzech meczach ligowych podopieczni Rafy Beniteza zdobyli zaledwie jeden punkcik, wsadzając między bajki o smokach i wróżkach bzdety o odblokowaniu Torresa i nowej tożsamości drużyny. W tym czasie „The Blues” zdobyli też zaledwie jednego gola. OK, wygrali w tygodniu aż 6:1 w LM, ale nie odbierając klasy FC Nordsjaelland, to nie półka Premier League. Poza tym Chelsea nie awansowała w elitarnej Lidze Mistrzów do fazy pucharowej, więc ta wiktoria nic nie znaczy. Drużyna jest w kryzysie i to jest fakt. W niemocy pogrążony jest także Sunderland, który osuwa się sukcesywnie w tabeli i już jest na 17. miejscu. Będzie to zatem mecz na przełamanie dla obu drużyn. Przyda się trochę fajerwerków, ostatnio bowiem mało było tego światła na Stadium of Light.
Demba Ba (fot. skysports.com)
Swansea jest ostatnio w przedniej formie. Podopieczni Laudrupa sparowali w zeszłym tygodniu z Arsenalem. „Kanonierzy” okazali się mało wystrzałowi, za to „Łabędzie” kluczyły, klinczowały, znów kluczyły, by w końcówce niczym niegdyś Prince Naseem Hamed wyprowadzić dwa szybkie ciosy i powiedzieć Wengerowi: Cya Mate. Na Liberty Stadium przyjeżdża za to zespół, który po fatalnym początku rozgrywek idzie niczym tajfun, nie oszczędzając po drodze niczego, co żywe. „Kanarki” Chrisa Hughtona zajmują już 12. lokatę, tracąc zaledwie trzy punkty do drużyn z miejsca ósmego i dziewiątego. To się porobiło, czeka nas prawdzie ornitologiczny pojedynek. „Canarinhos” idą do przodu, zobaczymy, co na to „Łabędzie”.
W ostatnim sobotnim spotkaniu na DW Stadium przyjeżdża Queens Park Rangers. Tutaj nie pokusiłbym się o wskazanie faworyta, Wigan bowiem to typowy średniak (16. lokata w tabeli), który zakończy ligę pewnie w okolicach 14. lub 15. miejsca, tuż nad strefą spadkową. QPR? Napisaliśmy już tyle o tym zespole, że pozostaje jedynie nadmienić, że w końcu muszą kiedyś zaskoczyć. In Harry we trust.
Arsene Wenger (fot. SkySports.com)
Niedziela w Anglii zaczyna się derbami, na które cały świat czeka z utęsknieniem. Starzy mistrzowie kontra nowi, Mancini kontra Ferguson, pieniądze kontra prestiż. Jest tyle płaszczyzn, na których można by omówić to spotkanie, że brakłoby porównań i metafor. Pewne jest natomiast jedno. City zrównało się poziomem sportowym z United i ich rywalizacja przez najbliższe lata dostarczać nam będzie stale wypieków na twarzy. To nie jest pojedyncza bitwa, to początek nowej wojny stuletniej. Na obszerną zapowiedź derbów Manchesteru zapraszamy w osobnym tekście.
Derby derbami, ale na innych stadionach będzie równie ciekawie. Na Goodison Park przyjeżdża Tottenham. „Koguty” mają trzy punkty przewagi nad „The Toffees”, a obie drużyny zajmują miejsca odpowiednio pięć i sześć w tabeli BPL. Popularny AVB robi kawał dobrej roboty, udowadniając wszem i wobec, że okres chłopięcy zostawił dawno za sobą i kawał z niego menedżera, który nie rozpamiętuje zbytnio porażek z czasów Stamford Bridge i kroczy sukcesywnie po swoje. Portugalczyk po upadku w Chelsea wstał, otrzepał się z kurzu i nie zwalnia tempa. A ostatnie pojedynki w wykonaniu Tottenhamu? Trzy mecze, dziewięć punktów. Dziękujemy, pozamiatane. Natomiast David Moyes w ostatnim czasie to król remisów. Everton ostatnio ciągle remisuje 1:1 i ten rezultat śni się Moyesowi pewnie po nocach. Ostatnio jego drużyna zremisowała z aktualnym mistrzem 1:1 (a jakże), ale wszyscy na Goodison Park oczekują, iż „The Toffees” powrócą na szlak zwycięstw z początków kampanii.
Będzie wojna na Upton Park. Spotkają się dwa zespoły, które propagują odmienne style gry. Allardyce hołduje siermiężnej piłce rodem z lat 70. i 80., Rodgers to natomiast esteta lubujący się w technicznej piłce i analizujący godzinami grę Barcelony. Dwa światy, dwie wizje. „Młoty” zajmują wysokie jak na beniaminka dziewiąte miejsce w tabeli, do meczu przystąpią dodatkowo opromienione zeszłotygodniową epicką wygraną nad nie byle kim, bo nad samą Chelsea. „The Reds” plasują się dwa oczka niżej w stawce, powoli jednak uzyskują rytm podobny do tego Swansea z zeszłego sezonu. Kibiców z Anfield Road martwi natomiast co innego, mianowicie co się stało ze Suarezem? Luis się zaciął i pogubił gdzieś swoje pistolety? Nie dowiemy się tego niestety w ten weekend, bowiem Urugwajczyk zawieszony jest za kartki. Szkoda, bo mógłby to być dla niego mecz na przełamanie.
W jedynym poniedziałkowym meczu na Craven Cottage przyjedzie Newcastle. „Sroki” odetchnęły z ulgą, przełamały bowiem ostatnio złą passę i rozszarpały Wigan aż 3:0. Przełamał się Demba Ba, który zdobył dwa gole, a przepiękne premierowe trafienie w lidze zaliczył Gael Bigirimana. Alan Pardew wciąż nie może być pewnym swego i dalej jest na cenzurowanym, ale jeśli wywiezie z Craven Cottage trzy punkty, odbuduje swoją pozycję. Fulham natomiast jest w dołku i podopieczni Martina Jola potrzebują punktów jak powietrza, nie wygrali bowiem w lidze od siedmiu kolejek i jeśli utrzymają obecną złą formę, może im zajrzeć w oczy widmo degradacji. Kolejkę zakończy natomiast zaległe wtorkowe spotkanie Sunderland – Reading. Zobaczymy, w jakich nastrojach zmierzą się oba teamy. Wszystko będzie zależało od ich weekendowych potyczek.
Wiele emocji zagości zatem w naszych domach, spodziewajmy się jak zwykle eksplozji radości zwycięzców oraz złości przegranych. W ten mroźny, zimowy weekend angielskie boiska nie dadzą nam zmarznąć, rozgrzewając nas do czerwoności.