Premier League nie daje nam o sobie zapomnieć. W tempie iście maratońskim piłkarze wracają na murawę, by zaserwować nam kolejną dawkę ogromnych emocji. Zapraszamy na zapowiedź 15. kolejki BPL, a nadmieńmy jedynie, że jest co zapowiadać. Oj, będzie się działo.
Sam Allardyce (fot. skysports.com)
Kolejka zaczyna się doprawdy mocnym uderzeniem, gdyż na Upton Park przyjeżdża Chelsea. Obie strony nie mają ostatnio najlepszej passy. „Młoty” przegrały dwa ligowe mecze z rzędu, z Tottenhamem oraz Manchesterem United. Były to jednak pojedynki z trudnymi rywalami, a więc należy jedynie zakasać rękawy i przeć dalej. Sir Alex Ferguson szanuje klasę Sama Allardyce’a, wypowiadając się w mediach, iż nie docenia się tego szkoleniowca, i słusznie, bo beniaminek zajmuje wysokie, dziesiąte miejsce. „The Blues” natomiast są w fazie transformacji w… no właśnie do końca nie wiadomo w co, gdyż zwolnienie Di Matteo i zatrudnienie Beniteza nie poprawiło znacząco gry zespołu, a jedynie rozdrażniło publiczność na Stamford Bridge. Ciężkie czasy przed Hiszpanem i jeśli chce zaskarbić sobie chociaż część sympatii nie przepadającej za nim (lekko powiedziane) publiczności, Chelsea musi zacząć wygrywać. Po dwóch bezbramkowych remisach w lidze z rzędu „The Blues” dalej są na czwartym miejscu w tabeli, pytanie jednak brzmi: jak długo jeszcze? Z taką grą, jaką prezentują obecnie, nie utrzymają się tam długo.
Andy Carroll (fot. skysports.com)
Na Emirates przyjeżdżają za to „Łabędzie” ze Swansea opromienione rozbiciem WBA aż 3:1. Przyszła chwila skruchy i muszę odszczekać swoje słowa, gdyż parę dni temu wieszczyłem ekipie Laudrupa rychłą porażkę pod gąsienicami czołgu z „The Hawthorns”. Nawet najlepsza maszyna kiedyś musi się zaciąć. Tym razem Swansea zmierzy się z podrażnionymi „Kanonierami”, którzy śladem Chelsea zaliczyli dwa remisy z rzędu. Nic nie zdarza się dwa razy i po tym meczu Michael Laudrup nie dopisze sobie raczej kolejnych trzech punktów. Jeśli stanie się inaczej, to chyba jednak kupię sobie koszulkę Michu w ramach zadośćuczynienia dla ekipy z Liberty Stadium.
Kolejny mecz, kolejne derby. Na Craven Cottage wpadnie z mało towarzyską wizytą kolekcjonujący ostatnio seryjnie punkty Tottenham. Podopieczni AVB są świeżo po dwóch wygranych z rzędu w lidze i liczą na podtrzymanie świetnej passy. Ekipa Martina Jola nie wygrała za to od sześciu kolejek i osuwa się w tabeli coraz niżej. Czeka nas ciekawe widowisko, Fulham bowiem zawsze twardo wojuje u siebie, a „Koguty” to zadziorne ptaki i podopieczni Villas-Boasa będą chcieli zgarnąć kolejne trzy oczka.
Van Persie (fot. skysports.com)
Obudził nam się za to Southampton. W ostatnich czterech kolejkach kolekcjonują łatwo punkty niczym kiedyś CR7 kobiety. Po początkowym szoku wywołanym zmianą ligi na silniejszą ekipa Nigela Adkinsa wrzuciła piąty bieg i ani myśli zwalniać. W formie jest Adam Lallana i zgłosi się pewnie po niego parę lepszych klubów, jeśli jeszcze nie zimą, to już na pewno latem. Zadanie „Święci” mają jednak niełatwe, gdyż przyjdzie im wizytować Anfield Road. „The Reds” przegrali w środku tygodnia 1:2 na White Hart Lane, a więc nie ma mowy o żadnym innym rezultacie aniżeli komplet punktów. Ciekawe, czy Suarez ponownie zacznie strzelać? Widział ktoś ostatnio Boruca?
Alan Pardew (fot. skysports.com)
Następny mecz to hit tej kolejki! Na boisko Manchesteru City przyjeżdżają „Psy Wojny”, czyli Everton. Ekipa Davida Moyesa powinna czuć niedosyt po środowym meczu z Arsenalem, bo śmiało mogło być 2:1, gdyby Nikica Jelavic zachował trochę więcej zimnej krwi. Nikica jest jednak Chorwatem, a tam wiadomo: Bałkany, Kusturica, rytmiczna muzyka oraz kocioł etnicznych emocji, więc trudno czasem o chłodną głowę. Coś mi jednak mówi, że chłodny Szkot David Moyes nastawi pozytywnie napastnika Evertonu i ten zagra dziś o niebo lepiej. I ten Fellaini! Opisywaliśmy go tutaj z milion razy, ale trzeba to powiedzieć jeszcze raz: Moyes stworzył potwora. „The Toffees” będą chcieli wrócić na ścieżkę zwycięstw, ale zadanie mają niełatwe. City wygrało w środku tygodnia 2:0 z Wigan, odblokował się Balotelli. Mancini obronił na razie stołek, ale każda wpadka może solidnie nim zabujać i Włoch musi uważać, aby nie spaść z hukiem na ziemię. Wiem, że to nierealne, ale chciałbym kiedyś zobaczyć na murawie równocześnie Dżeko, Balotellego, „Kuna” oraz Teveza. Ciekawe, czy pogryźliby się o piłkę?
Luis Suarez (fot. skysports.com)
Byli bogaci krewni, czas na ubogich wujków. Na Loftus Road Queens Park Rangers podejmują Aston Villę. To tylko przenośnia oczywiście, bo QPR dysponuje o wiele większym budżetem niż np. Everton. Panie i panowie, kolejny mecz z gatunku „Get rich or die tryin”, czyli bitwa o wszystko. „Harry Houdini” postanowił zaczarować Loftus Road, zobaczymy, czy uda mu się to samo ze swoim zespołem, czyli zlepkiem indywidualności nie tworzących jednego spójnego kolektywu piłkarskiego. Na papierze, wiadomo: superzespół. W realu, też wiadomo: kupy się to nie trzyma. Villa natomiast ciuła cicho te punkciki, parę dni temu pokonała Reading 1:0 i zajmuje 16. miejsce w tabeli. Wiadomo, którą lokatę okupuje QPR, ale zaryzykuję stwierdzenie, że ta ekipa odbije się od dna i jeśli dadzą w spokoju popracować Redknappowi, to ten niczym jego imiennik Harry Potter jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki odmieni ten zespół.
Graham, Michu, Swansea City (fot. Skysports.com)
Steve Clarke to twardy gość. Gdy WBA traci gola, jest spokojny. Gdy jego drużyna strzela, także nie pokazuje emocji. Czuć jednak w powietrzu adrenalinę i zapach gorączkowych przygotowań, aby zmazać hańbę z Liberty Stadium i wpadkę ze Swansea. Jeśli Clarke jest twardy, to co powiedzieć o chłopcach Pulisa? Stoke nie przegrało już od paru dobrych kolejek i zajmuje wysokie, dziewiąte miejsce w tabeli. Drużyna to mało efektowna, o budowie fizycznej drwali, a nie piłkarzy. Nie silą się jednak na bycie poetami futbolu. To stara, angielska piłka. Fizyczna, brudna, niemiła dla oka. Ale jakże skuteczna! Na „The Hawthorns” czeka nas sporo emocji, ciekawe, kto wyjdzie z łupem. Krwi na pewno nie zabraknie.
Na Madejski Stadium boją się już od środy. Cóż, nie będziemy się tutaj bawić w wyrafinowane powiedzenia, anegdotki oraz metafory. Sytuacja jest prosta jak taktyka Allardyce’a. Jeśli United tego nie spartaczy, będziemy mieć kolejny mecz bez historii i spokojne trzy punkty dla drużyny SAF-a. Będzie rodzinnie, na luzie, piknikowo, każdy sobie strzeli gola, po prostu cytując znany i lubiany zespół Bracia Figo-Fagot: „na bogatości”. Ale hola. Piłka to piłka i nie takie rzeczy oglądaliśmy. Reading jest 19. w tabeli, ok. United to lider, ok. Ale czy nadzieja nie umiera ostatnia? To stwierdzenie powinni sobie piłkarze Briana McDermotta powiesić nad łóżkami i codziennie cytować. Murawa weryfikuje bowiem wszystko.
Piękne zestawienia punktowe mają Sunderland oraz Norwich. Pierwsi 13 punktów w 13 meczach, drudzy 14 w 14. Taki też będzie ten pojedynek Walka o punkty, może trochę ładnej gry. Na Carrow Road będą za to emocje. „Kanarki” prą do przodu, budzą się z marazmu. Sunderland stara się z tego marazmu wyswobodzić. Tutaj akurat może paść każdy wynik, więc nie będziemy się bawić w żadne spekulacje. W ostatnim meczu zamykającym kolejkę na St. James Park przyjeżdża Wigan. Chłopcy Martineza ulegli parę dni temu City, ale tego można było się spodziewać. „Sroki” są natomiast w fatalnej formie. Podopieczni Pardewa (jeszcze) nijak nie przypominają drużyny z zeszłego sezonu i potrzebują wstrząsu, aby obudzić w sobie ducha wojownika. Czy Wigan to idealna drużyna na przełamanie? Modli się o to menedżer „Srok”, modlą się o to wszyscy „Geordies”. Alan, grasz o stołek. Jeśli Newcastle przegra ten mecz, Pardew może się pakować.
Świetny weekend zapowiada nam się zatem na angielskich boiskach. Możemy być pewni, iż będzie sporo radości, ale i sporo łez. Niektórzy znów wzniosą się na piłkarskie wyżyny, inni znów powędrują w dół niesieni gniewem kibiców. Ale czyż nie taka jest właśnie piłka i nie na tym polega jej piękno?
W BPL gra wielu dobrych, hiszpańskich piłkarzy np.
Michu, Pablo, Angel Rangel, Mikel Arteta itp. i nie
dostają oni nie wiedzieć czemu powołań do
reprezentacji.
KM
Kuba Machowina
To prawda, ale kij ma dwa końce. Hiszpanie mogliby
wystawić i trzy liczące się kadry, bo wybitnych
graczy niepowoływanych lub odgrywających
marginalną rolę w kadrze „La Furia Roja” jest
multum, jak wspomniany Michu, jak Pablo Hernandez i
dziesiątka innych z La Liga. Patrząc jednak na
pierwszy skład kadry Hiszpanii, można zrozumieć
czemu wyżej wymienieni jednak nie grają..
~
~ole!
Większość z tych piłkarzy jest naprawdę dobra,
ale czemu nie powołać ich na np. jeden lub kilka
meczy tak jak Del Bosque zrobił z Thiago, Benatem,
Azpilicuetą, Adrianem, Muniainem, Susaetą czy
Jordim Amatem.
~
~PLL
Premier League jest zawsze emocjonująca, zawsze
hity, mecze na najwyższym poziomie, w końcu
ANGIELSKA LIGA PIŁKARSKA TO NAJLEPSZA LIGA ŚWIATA –
bezapelacyjnie.
~
~ole!
Liga Angielska JEST najlepszą ligą Świata, a
dowodem na to jest to, że Hiszpania ma tylko dwie
zawodowe ligi, a Anglia 4 lub więcej.
Dodaj komentarz
Premier League nie daje nam o sobie zapomnieć. W tempie iście maratońskim piłkarze wracają na murawę, by zaserwować nam kolejną dawkę ogromnych emocji. Zapraszamy na zapowiedź 15. kolejki BPL, a nadmieńmy jedynie, że jest co zapowiadać. Oj, będzie się działo.
Sam Allardyce (fot. skysports.com)
Kolejka zaczyna się doprawdy mocnym uderzeniem, gdyż na Upton Park przyjeżdża Chelsea. Obie strony nie mają ostatnio najlepszej passy. „Młoty” przegrały dwa ligowe mecze z rzędu, z Tottenhamem oraz Manchesterem United. Były to jednak pojedynki z trudnymi rywalami, a więc należy jedynie zakasać rękawy i przeć dalej. Sir Alex Ferguson szanuje klasę Sama Allardyce’a, wypowiadając się w mediach, iż nie docenia się tego szkoleniowca, i słusznie, bo beniaminek zajmuje wysokie, dziesiąte miejsce. „The Blues” natomiast są w fazie transformacji w… no właśnie do końca nie wiadomo w co, gdyż zwolnienie Di Matteo i zatrudnienie Beniteza nie poprawiło znacząco gry zespołu, a jedynie rozdrażniło publiczność na Stamford Bridge. Ciężkie czasy przed Hiszpanem i jeśli chce zaskarbić sobie chociaż część sympatii nie przepadającej za nim (lekko powiedziane) publiczności, Chelsea musi zacząć wygrywać. Po dwóch bezbramkowych remisach w lidze z rzędu „The Blues” dalej są na czwartym miejscu w tabeli, pytanie jednak brzmi: jak długo jeszcze? Z taką grą, jaką prezentują obecnie, nie utrzymają się tam długo.
Andy Carroll (fot. skysports.com)
Na Emirates przyjeżdżają za to „Łabędzie” ze Swansea opromienione rozbiciem WBA aż 3:1. Przyszła chwila skruchy i muszę odszczekać swoje słowa, gdyż parę dni temu wieszczyłem ekipie Laudrupa rychłą porażkę pod gąsienicami czołgu z „The Hawthorns”. Nawet najlepsza maszyna kiedyś musi się zaciąć. Tym razem Swansea zmierzy się z podrażnionymi „Kanonierami”, którzy śladem Chelsea zaliczyli dwa remisy z rzędu. Nic nie zdarza się dwa razy i po tym meczu Michael Laudrup nie dopisze sobie raczej kolejnych trzech punktów. Jeśli stanie się inaczej, to chyba jednak kupię sobie koszulkę Michu w ramach zadośćuczynienia dla ekipy z Liberty Stadium.
Adam Lallana, Southampton (fot. Skysports.com)
Kolejny mecz, kolejne derby. Na Craven Cottage wpadnie z mało towarzyską wizytą kolekcjonujący ostatnio seryjnie punkty Tottenham. Podopieczni AVB są świeżo po dwóch wygranych z rzędu w lidze i liczą na podtrzymanie świetnej passy. Ekipa Martina Jola nie wygrała za to od sześciu kolejek i osuwa się w tabeli coraz niżej. Czeka nas ciekawe widowisko, Fulham bowiem zawsze twardo wojuje u siebie, a „Koguty” to zadziorne ptaki i podopieczni Villas-Boasa będą chcieli zgarnąć kolejne trzy oczka.
Van Persie (fot. skysports.com)
Obudził nam się za to Southampton. W ostatnich czterech kolejkach kolekcjonują łatwo punkty niczym kiedyś CR7 kobiety. Po początkowym szoku wywołanym zmianą ligi na silniejszą ekipa Nigela Adkinsa wrzuciła piąty bieg i ani myśli zwalniać. W formie jest Adam Lallana i zgłosi się pewnie po niego parę lepszych klubów, jeśli jeszcze nie zimą, to już na pewno latem. Zadanie „Święci” mają jednak niełatwe, gdyż przyjdzie im wizytować Anfield Road. „The Reds” przegrali w środku tygodnia 1:2 na White Hart Lane, a więc nie ma mowy o żadnym innym rezultacie aniżeli komplet punktów. Ciekawe, czy Suarez ponownie zacznie strzelać? Widział ktoś ostatnio Boruca?
Alan Pardew (fot. skysports.com)
Następny mecz to hit tej kolejki! Na boisko Manchesteru City przyjeżdżają „Psy Wojny”, czyli Everton. Ekipa Davida Moyesa powinna czuć niedosyt po środowym meczu z Arsenalem, bo śmiało mogło być 2:1, gdyby Nikica Jelavic zachował trochę więcej zimnej krwi. Nikica jest jednak Chorwatem, a tam wiadomo: Bałkany, Kusturica, rytmiczna muzyka oraz kocioł etnicznych emocji, więc trudno czasem o chłodną głowę. Coś mi jednak mówi, że chłodny Szkot David Moyes nastawi pozytywnie napastnika Evertonu i ten zagra dziś o niebo lepiej. I ten Fellaini! Opisywaliśmy go tutaj z milion razy, ale trzeba to powiedzieć jeszcze raz: Moyes stworzył potwora. „The Toffees” będą chcieli wrócić na ścieżkę zwycięstw, ale zadanie mają niełatwe. City wygrało w środku tygodnia 2:0 z Wigan, odblokował się Balotelli. Mancini obronił na razie stołek, ale każda wpadka może solidnie nim zabujać i Włoch musi uważać, aby nie spaść z hukiem na ziemię. Wiem, że to nierealne, ale chciałbym kiedyś zobaczyć na murawie równocześnie Dżeko, Balotellego, „Kuna” oraz Teveza. Ciekawe, czy pogryźliby się o piłkę?
Luis Suarez (fot. skysports.com)
Byli bogaci krewni, czas na ubogich wujków. Na Loftus Road Queens Park Rangers podejmują Aston Villę. To tylko przenośnia oczywiście, bo QPR dysponuje o wiele większym budżetem niż np. Everton. Panie i panowie, kolejny mecz z gatunku „Get rich or die tryin”, czyli bitwa o wszystko. „Harry Houdini” postanowił zaczarować Loftus Road, zobaczymy, czy uda mu się to samo ze swoim zespołem, czyli zlepkiem indywidualności nie tworzących jednego spójnego kolektywu piłkarskiego. Na papierze, wiadomo: superzespół. W realu, też wiadomo: kupy się to nie trzyma. Villa natomiast ciuła cicho te punkciki, parę dni temu pokonała Reading 1:0 i zajmuje 16. miejsce w tabeli. Wiadomo, którą lokatę okupuje QPR, ale zaryzykuję stwierdzenie, że ta ekipa odbije się od dna i jeśli dadzą w spokoju popracować Redknappowi, to ten niczym jego imiennik Harry Potter jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki odmieni ten zespół.
Graham, Michu, Swansea City (fot. Skysports.com)
Steve Clarke to twardy gość. Gdy WBA traci gola, jest spokojny. Gdy jego drużyna strzela, także nie pokazuje emocji. Czuć jednak w powietrzu adrenalinę i zapach gorączkowych przygotowań, aby zmazać hańbę z Liberty Stadium i wpadkę ze Swansea. Jeśli Clarke jest twardy, to co powiedzieć o chłopcach Pulisa? Stoke nie przegrało już od paru dobrych kolejek i zajmuje wysokie, dziewiąte miejsce w tabeli. Drużyna to mało efektowna, o budowie fizycznej drwali, a nie piłkarzy. Nie silą się jednak na bycie poetami futbolu. To stara, angielska piłka. Fizyczna, brudna, niemiła dla oka. Ale jakże skuteczna! Na „The Hawthorns” czeka nas sporo emocji, ciekawe, kto wyjdzie z łupem. Krwi na pewno nie zabraknie.
Na Madejski Stadium boją się już od środy. Cóż, nie będziemy się tutaj bawić w wyrafinowane powiedzenia, anegdotki oraz metafory. Sytuacja jest prosta jak taktyka Allardyce’a. Jeśli United tego nie spartaczy, będziemy mieć kolejny mecz bez historii i spokojne trzy punkty dla drużyny SAF-a. Będzie rodzinnie, na luzie, piknikowo, każdy sobie strzeli gola, po prostu cytując znany i lubiany zespół Bracia Figo-Fagot: „na bogatości”. Ale hola. Piłka to piłka i nie takie rzeczy oglądaliśmy. Reading jest 19. w tabeli, ok. United to lider, ok. Ale czy nadzieja nie umiera ostatnia? To stwierdzenie powinni sobie piłkarze Briana McDermotta powiesić nad łóżkami i codziennie cytować. Murawa weryfikuje bowiem wszystko.
Piękne zestawienia punktowe mają Sunderland oraz Norwich. Pierwsi 13 punktów w 13 meczach, drudzy 14 w 14. Taki też będzie ten pojedynek Walka o punkty, może trochę ładnej gry. Na Carrow Road będą za to emocje. „Kanarki” prą do przodu, budzą się z marazmu. Sunderland stara się z tego marazmu wyswobodzić. Tutaj akurat może paść każdy wynik, więc nie będziemy się bawić w żadne spekulacje. W ostatnim meczu zamykającym kolejkę na St. James Park przyjeżdża Wigan. Chłopcy Martineza ulegli parę dni temu City, ale tego można było się spodziewać. „Sroki” są natomiast w fatalnej formie. Podopieczni Pardewa (jeszcze) nijak nie przypominają drużyny z zeszłego sezonu i potrzebują wstrząsu, aby obudzić w sobie ducha wojownika. Czy Wigan to idealna drużyna na przełamanie? Modli się o to menedżer „Srok”, modlą się o to wszyscy „Geordies”. Alan, grasz o stołek. Jeśli Newcastle przegra ten mecz, Pardew może się pakować.
Świetny weekend zapowiada nam się zatem na angielskich boiskach. Możemy być pewni, iż będzie sporo radości, ale i sporo łez. Niektórzy znów wzniosą się na piłkarskie wyżyny, inni znów powędrują w dół niesieni gniewem kibiców. Ale czyż nie taka jest właśnie piłka i nie na tym polega jej piękno?