Kibice Premier League czekali na rozpoczęcie rozgrywek od połowy maja i podczas dnia otwarcia piłkarze (przynajmniej niektórzy) udowodnili, że było warto. Podczas meczu Fulham z Norwich City oraz QPR ze Swansea padło łącznie dziesięć bramek. Swoje mecze po 5:0 wygrali londyńczycy oraz prowadzony przez Michaela Laudrupa walijski zespół – Swansea City.

Wielkie strzelanie na Craven Cottage rozpoczął Damien Duff. Irlandczyk otworzył wynik spotkania w 27. minucie. Drogę do pierwszej bramki otworzyło mu podanie Riise’a. Jak się okazało piętnaście minut później, bramka Irlandczyka była tylko początkiem cierpień Norwich City. W 42. minucie prowadzenie podwyższył sprowadzony latem z HSV Mladen Petrić. Asystę zaliczył strzelec bramki na 1:0.
31-letni chorwacki napastnik podwyższył swój dorobek bramkowy w Premier League już dziewięć minut po rozpoczęciu drugiej połowy. Tym razem dogrywał mu Bryan Ruiz, który mecz rozpoczął na prawym skrzydle. „Kanarki” były już wystarczająco upokorzone, ale nie sądziły tak piłkarze Martina Jola, którzy swoje boisko wykorzystali jeszcze dwukrotnie. W 66. minucie po ładnej akcji zapoczątkowanej przez Rodallegę i po pięknym zagraniu piętą Petricia gola na 4:0 zdobył Alex Kacaniklic. Dzieło zniszczenia na trzy minuty przed końcem czasu dokończył wprowadzony w 81. minucie Sidwell. Pomocnik podszedł do rzutu karnego podyktowanego za faul w polu karnym na byłym napastniku Wigan – Rodalledze. Sidwell nie dał szans Ruddy’emu i mecz zakończył się oszałamiającym zwycięstwem Fulham.

W innym równolegle rozgrywanym spotkaniu QPR podejmowało Swansea City. Na Loftus Road pierwsza bramka padła już w 8. minucie i była dziełem kupionego latem Michu. Ofensywny pomocnik kupiony z Rayo dawał o sobie znać jak w zegarku. Drugą swoją bramkę w spotkaniu z QPR zdobył równo w 8. minucie po wznowieniu gry.
W późniejszej fazie meczu rolami z Michu zamienił się Nathan Dyer i to on zaczął grać pierwsze skrzypce w zespole Laudrupa. Filigranowy pomocnik swoją pierwszą bramkę zdobył w 63. minucie i tym samym zwiększył prowadzenia „Łabędzi” na 0:3. Dyer zazdrościł jednak swojemu hiszpańskiemu partnerowi i już osiem minut później podwyższył na 0:4. Wynik w 81. minucie zamknął Scott Sinclair, któremu dograł nie kto inny jak Michu. Ofensywny pomocnik zaliczył tym samym świetny debiut na boiskach Premier League.











