Po emocjach związanych z krajowymi i europejskimi pucharami czas na powrót Premier League. W 27. kolejce na kibiców czekają m.in. starcie gigantów na Etihad Stadium oraz derby Londynu.
W stolicy Anglii zaczną się weekendowe zmagania. O 13:45 w sobotę zabrzmi pierwszy gwizdek na Craven Cottage, gdzie przyjeżdża Stoke. Będzie to starcie dwóch drużyn ze środka tabeli, które są za dobre, by spaść, ale równocześnie za słabe, żeby dobić do czołówki, i szczytem ich możliwości wydaje się awans do Ligi Europy. Jeśli miałoby się tak stać, to tylko dzięki dobremu miejscu w lidze, bo obie drużyny odpadły już z FA Cup po porażkach z duetem z Manchesteru. Trudno tu wskazać faworyta, choć wydają się nim jednak gospodarze, choćby właśnie przez atut własnego boiska. Jednakże to Martin Jol nie będzie mógł skorzystać z Daviesa, Freia i Diarry, za to Tony Pulis ma pełen komfort wyboru.

O 16 rozpocznie się pięć kolejnych spotkań, z których najciekawiej zapowiada się starcie na Loftus Road, gdzie przyjedzie lider i najpewniej wkrótce mistrz Anglii, Manchester United. Może jeszcze za wcześnie, by pisać z pełnym przekonaniem, ale 12 punktów nad City to przewaga, którą naprawdę trudno będzie podopiecznym Fergusona stracić, tym bardziej że w formie są bardzo dobrej. Właśnie w ostatnich trzech kolejkach tak odjechali Man City oraz Chelsea, które gubiły punkty, podczas gdy MU rozbijał kolejnych rywali. Teraz również trzy punkty powinny pojechać na północ, bo naprzeciw czerwonej machiny stanie czerwona latarnia ligi, czyli QPR. Londyńczycy od przyjścia Harry’ego Redknappa przegrywają rzadko, ale jeszcze rzadziej wygrywają, większość spotkań remisując. Co prawda jakoś ciułają te punkty, ale do bezpiecznej strefy tracą ich aż siedem, co naprawdę trudno będzie odrobić w ciągu 12 spotkań. Jutro też nie ma się co spodziewać przełamania, goście powinni spokojnie przywieźć na Old Trafford wygraną.
Arsenal w tym samym czasie podejmie Aston Villę. Dla londyńczyków ostatni tydzień był fatalny i praktycznie przekreślił szansę na jakiekolwiek trofeum po raz pierwszy od ośmiu lat. Najpierw Arsenal odpadł z FA Cup, a w środku tygodnia praktycznie pożegnał się z LM, bo chyba nikt nie ma wątpliwości, że po porażce u siebie z Bayernem 1:3 rewanż w Niemczech będzie tylko formalnością. Pozostaje zatem walka o czwarte miejsce w tabeli, ale żeby się udało, potrzebne są zwycięstwa, bo Tottenham uciekł już na cztery punkty. Z Aston Villą wygrać trzeba tym bardziej, bo podopieczni Paula Lamberta są zaledwie punkt nad strefą spadkową i chociaż ostatnie ligowe starcie, z West Hamem, wygrali, to niespodzianką, i to wielką, byłoby urwanie przez nich punktów nawet tak rozbitemu Arsenalowi.
Everton pojedzie za to na Carrow Road, gdzie czeka go niełatwe zadanie. Liverpoolczycy od początku sezonu są w czołówce i wydawało się, że ostro powalczą o start w LM, ale teraz plany wobec sześciopunktowej straty do czwartego miejsca trzeba lekko z weryfikować i zacząć się bronić przed natarciami lokalnego rywala, który znajduje się tuż za plecami. Był natomiast taki moment, że Norwich było jedną z lepszych ekip w lidze, ale teraz „Kanarki” ćwierkają gdzieś w drugiej połowie tabeli i najwyraźniej jest im tam dobrze, nie zamierzają ani spadać, ani wzlatywać o wiele wyżej. Jutro faworytami nie będą, ale u siebie mogą sprawić niespodziankę, przecież z Carrow Road na tarczy wyjechał nawet Manchester United.













