W sobotę na Volkswagen Arena byliśmy świadkami niesamowitego widowiska. Borussia przegrywała dwoma bramkami na dziesięć minut przed końcowym gwizdkiem, ale zdołała się podnieść i wyrwać punkt Wolfsburgowi.
Przed spotkaniem wydawało się, że będzie to mecz w atmosferze piknikowej. Ani Borussia, ani Wolfsburg nie walczą już w tym sezonie o nic. Dortmund ma pewne drugie miejsce i tylko Bayern przed sobą. Wolfsburg ma za sobą fatalny sezon i znajduje się obecnie w części tabeli, w której ani nie grozi mu spadek, ani nie widać perspektyw na europejskie puchary. Można było spodziewać się, że Borussia spróbuje łatwo i w dobrym stylu wygrać i złapać formę przed finałem Ligi Mistrzów, a Wolfsburg w swoim stylu poszuka bramek z kontrataków. W ostatnim czasie jednak gospodarze prezentowali świetną formę i niektórzy mogli przewidywać w tym meczu emocje.
Już na samym początku spotkania przewagę zdobyła Borussia. Przeważała przez pierwsze minuty i to drużyna z Westfalii strzeliła pierwszą bramkę. Konkretnie Bender, który świetnie zachował się przy rzucie wolnym bitym z 40 metrów przez Reusa. Przed linią bramkową piłkę próbował dopaść jeszcze Robert Lewandowski, aby musnąć futbolówkę i zapisać trafienie na swoje konto, jednak nie udało mu się to i bramka pozostała zasługą Bendera.
Kibiców gospodarzy do euforii doprowadził w ciągu kilku minut Perisić, dając niespodziewanie Wolfsburgowi prowadzenie. Najpierw po wystawieniu piłki przez Olicia i błędzie Santany wpakował futbolówkę do bramki Borussii, a chwilę później mocno uderzył z 30 metrów. Strzał nie sprawiłby większych problemów bramkarzowi gości, gdyby nie to, że piłka odbiła się po drodze jeszcze od któregoś z graczy Borussii. Futbolówka wpadła obok zdezorientowanego Weidenfellera do bramki. Chorwat pięknie zachował się wobec byłych kolegów i kibiców z Borussii, nie świętując po zdobyciu tych bramek.
Niesamowite rzeczy działy się w ciągu tych kilkunastu minut na Volkswagen Arena. Wolfsburg po wyjściu na prowadzenie nie zrezygnował z ataków na bramkę gości. Po rzucie rożnym dla „Wilków” fatalnie zachowali się defensorzy z Dortmundu i piłka wylądowała pod nogami Naldo, który z zimną krwią umieścił ją w bramce Wiedenfellera. W bardzo trudnej sytuacji znalazła się drużyna byłych mistrzów Niemiec. Jednak sami ją gracze Borussii sprowokowali. Grali w pierwszych minutach bardzo nieodpowiedzialnie i rywale to wykorzystali.
Regularnie zagrożenie pod bramką Borussii stwarzali piłkarze Wolfsburga, a przez całą pierwszą połowę dortmundczycy nie potrafili odpowiedzieć rywalom żadną groźną akcją. W końcowych minutach pierwszej partii w sytuacji sam na sam znalazł się Olić i strzałem swoją lepszą, lewą nogą próbował umieścić piłkę obok Weidenfellera, jednak minimalnie przestrzelił.
W przerwie spotkania trener przegrywającej Borussii spróbował dać impuls do ataku, wprowadzając za bezproduktywnego Grosskreutza niewątpliwie bardziej wartościowego piłkarza – Błaszczykowskiego – oraz zmieniając defensywnego pomocnika – Bendera – za wątpliwej wartości napastnika – Schiebera.
W drugiej połowie spotkania Wolfsburg nastawił się na grę z kontry. Borussia wyraźnie przeważała, ale nie stworzyła w ciągu pierwszych parunastu minut żadnej klarownej sytuacji. Raz Reus wdarł się w pole karne Wolfsburga, ale tam przegrał pojedynek siłowy z Hasebe. Pierwszą godną odnotowania sytuację w drugiej połowie miał o dziwo Wolfsburg. Diego wdarł się w pole karne gości i przedryblował kilku obrońców, kończąc akcję strzałem. Mimo że uderzenie było niecelne, ta akcja ukazała niemoc BVB wobec dobrze usposobionej ekipy „Wilków”. Swoją wyższość potwierdzili gospodarze parę minut później, wychodząc z kontrą trójką zawodników na czwórkę obrońców Borussii. Dobrze rozegrali akcję i do pozycji strzałowej doszedł Polak, ale minimalnie niecelnie uderzył.








