Po reprezentacyjnej przerwie boiska Bundesligi ponownie odżywają. Przed nami 9. seria gier niemieckiej ekstraklasy, która zapowiada się nader ciekawie. Już pierwsze, piątkowe spotkanie zostało okrzyknięte hitem kolejki. Na Weserstadion zobaczymy starcie Werderu Brema i Borussii Dortmund. Nie mniej ciekawie powinno być w Monachium, gdzie zawita berlińska Hertha, oraz w Stuttgarcie, do którego po punkty przyjedzie Hoffenheim.
Zaczynamy od Bremy. Werder czeka bardzo trudny sprawdzian. Mecze z mistrzem kraju zawsze są wymagające, ale tym razem zadanie może być podwójnie trudne, ponieważ Borussia wraca, a przynajmniej daje takie sygnały, do formy sprzed roku. Wiem, że wszyscy pamiętają jeszcze świeżą porażkę z Olympique Marsylia 0:3, ale warto zwrócić uwagę, że tamto spotkanie zostało przegrane przez podopiecznych Kloppa na własne życzenie. W kolejnym meczu z Augsburgiem Borussia nie popełniła już żadnego głupiego błędu, do swojej gry dodała trochę skuteczności i gładko wygrała 4:0. W Dortmundzie widać też, że drużyna łapie formę. Dobrymi występami imponują ostatnio Polacy, ale oprócz nich dobrze spisują się również Perisić, Goetze czy Hummels. W słabszej dyspozycji jest Kagawa, ale gdyby cofniętego napastnika zagrał Lewandowski, a na szpicy ustawić Barriosa, który jest już w pełni sił, to organizm „BVB” mógłby całkiem fajnie funkcjonować.
Werder w tym sezonie jest jak na razie taką małą niespodzianką. Bo mimo że co rok wymienia się go w gronie kandydatów do czołówki tabeli, to przed tymi rozgrywkami wszyscy patrzyli na niego z przymrużeniem oka. Jak się okazało, niesłusznie. A wszystko dzięki świetnej grze w ofensywie. Albo inaczej. A wszystko dzięki Claudio Pizarro, najskuteczniejszemu obcokrajowcowi Bundesligi. To on robi różnicę i to on ciągnie tę drużynę do przodu. Jednak sam każdego meczu nie wygra, a już na pewno nie da rady z mocniejszymi ekipami. Wystarczy spojrzeć na potyczki Werderu z Bayerem Leverkusen czy Hannoverem 96, obie przegrane. Wydaje się więc, że bremeńczycy nie będą mieli w tym roku problemów z drużynami słabymi i średnimi, ale te mocniejsze to już chyba nie ten pułap. Zresztą mecz Werderu z Borussią odpowie na dwa ważne pytania. Na co faktycznie stać Werder w tym sezonie? Czy Borussia rzeczywiście wraca do formy?
Bardzo ciekawie powinno być także w Monachium. Bayern podejmie na własnym boisku Herthę Berlin i będzie to coś więcej niż mecz. Spotkania pomiędzy tymi drużynami zawsze elektryzowały kibiców w całym kraju i nie inaczej będzie tym razem. Można się pokusić o stwierdzenie, że Monachium to taka futbolowa stolica Niemiec. Teraz Bayern będzie to musiał udowodnić z drużyną, której siedziba mieści się w prawdziwej stolicy. Hertha, a raczej paru jej piłkarzy, ma pewne rachunki do wyrównania z monachijczykami. Mam tutaj na myśli Thomasa Krafta i Andreasa Ottla. Gracze niechciani w Bayernie zostali przygarnięci przez „Starą Damę” i zrobią wszystko, żeby odegrać się na byłym pracodawcy. Faworytem meczu ze względu na atut własnego boiska, pozycję w tabeli, posiadanie Ribery’ego, Gomeza, itd. oraz nazywanie się Bayernem będzie Bayern Monachium. Ale Hertha na pewno nie będzie w tym meczu bez szans. A to, że nie taki diabeł straszny, jak go malują ,pokazało w poprzedniej kolejce Hoffenheim.








