Odkąd Juergen Klopp przejął Borussię Dortmund, w Zagłębiu Ruhry zaczęło się dziać, i to sporo. Klub z szerokiej czołówki Bundesligi nagle stał się drugą po Bayernie siłą za naszą zachodnią granicą. Teraz jednak coś uległo zmianie, a „Żółto-czarni” stali się nagle jedną z najbardziej charakterystycznych ekip w Europie.
Nie chciałbym wspominać o poprzednich sezonach, bo to zna każdy. Ale co się w tym sezonie dzieje z tak lubianym zespołem? W Lidze Mistrzów kapitalna gra, a liga to całkiem inny temat.
W ciągu ośmiu meczów zdołali zgromadzić zaledwie siedem punktów. Sezon ledwo się zaczął, a mają już trzynaście oczek straty do liderującego Bayernu. Tak na dobrą sprawę sezon się skończył, zanim na dobre się zaczął. O co teraz mogą walczyć wicemistrzowie Niemiec? Wygląda na razie na to, że trzeba martwić się o byt.
https://twitter.com/saynothope/status/525006764283289600
Kiepsko to wygląda, szczególnie że utrata Roberta Lewandowskiego to w zasadzie wszystko jeśli chodzi o ubytki w stosunku do poprzedniego sezonu. A przyszło przecież wielu. Powrót Shinjiego Kagawy miał być prawdziwym hitem, ale prawdziwy Japończyk zagrał chyba tylko w pierwszym meczu po powrocie. To już nie ten sam zawodnik, który odchodził w glorii chwały do Manchesteru United.
Lewandowskiego zastąpili Ciro Immobile i Adrian Ramos. Choć słówko „zastąpili” chyba nie za bardzo pasuje do tej sytuacji. Ściągnięcie dwóch snajperów dało tyle, że liczyć można tylko na Aubameyanga, który już w poprzednim sezonie pokazywał, że strzelać potrafi. Po co więc te transfery? Kolumbijczyk to zwyczajny rezerwowy, czasami coś mu się uda, częściej nie, a Włoch szans dostaje sporo, ale kompletnie nie wykorzystuje. To już nie ten sam snajper, który w poprzednim sezonie zdobył koronę króla strzelców Serie A.









