Za nami dokładnie dziesięć kolejek Bundesligi – nikt nie spodziewał się, że Borussia Dortmund będzie na tym etapie rozgrywek zajmowała… przedostatnie miejsce w tabeli. Poziomem nie odstają rezerwy zespołu, które w swoich rozgrywkach są tuż nad, jakżeby inaczej, całkowitym dnem. „Żółto-czarni” stoją tuż nad przepaścią, jednak, wbrew zapowiedziom, odzyskają swój kolor i nie skończą jako czerwona plama.
O tym, że Borussia Dortmund jest w kryzysie, wiemy wszyscy. O tym, że jeszcze za panowania Juergena Kloppa nie było tak źle, wiemy równie dobrze. Jednak na wyciąganie wniosków, że to już koniec pięknej historii BVB, a szkoleniowiec jest do zwolnienia, jest po pierwsze za wcześnie, a po drugie piekielnie śmierdzi typowo polskim podejściem. Rozumiem, że w T-Mobile Ekstraklasie trener wyleciałby od razu, a na jego miejsce powołano by kogoś nowego, który na poskładanie drużyny miałby jeszcze mniej czasu. Na szczęście to nie ten kraj i nie ta mentalność. Za nami dopiero dziesięć kolejek! Nie wiem jak inni, ja nie oceniam książki po przeczytaniu trzydziestu z trzystu stron.
Borussię Dortmund można opisać też w nieco inny sposób. Wyobraźmy sobie, że są jamą ustna. Bez znieczulenia wyrwano jej jedynkę w postaci Roberta Lewandowskiego. „Ruszały się” inne zęby – w przedsezonowych przygotowaniach często brakowało kluczowych zawodników. Hummels, Reus, Guendogan, Kehl… Uzębienie nieźle ucierpiało, jednak stomatolog Klopp i tak zrobił dużo, by załagodzić wielki ból. W miejsce polskiego napastnika próbowano wcisnąć dwa różne złote zęby. Żaden jednak nie był w stanie idealnie wpasować się w dziurę po snajperze. Przeszczepiono innego siekacza, tym razem diamentowego, w postaci Pierre-Emericka Aubameyanga. Gabończyk stara się jak może, jednak nie potrafi się on w stu procentach przystosować do nowej roli.
To pierwsza z rzeczy, którą można zarzucić włodarzom Borussii. Włoch Ciro Immobile i Kolumbijczyk Adrian Ramos mieli być lekiem na całe zło, jednak zbyt późne sprowadzenie zawodników sprawiło, że nie zdążyli idealnie przystosować się do osłabionej drużyny. Rozmawiałem o tym ostatnio z Rafałem Sakiem, komentatorem Eurosportu (rozmowa do przeczytania tutaj). Również i Robert Lewandowski potrzebował czasu na aklimatyzację – ani Europejczyk, ani Amerykanin nie dostali takiej szansy i z miejsca postawiono przed nimi wielkie zadanie. Zadanie, któremu nie byli w stanie sprostać. Jaki jest efekt? Przedostatnie miejsce i pretekst do robienia tak złośliwych okładek, jak ta od Kickera sprzed klasyka BVB – FCB.
http://i1.wp.com/images.magazinedown.com/20141030/Kicker%20Magazin%20No%2089%20vom%2030%20Oktober%202014.jpg
Dajmy im czas – zawodnicy wrócili po kontuzjach. W tym momencie odzyskują pełnię formy. Jestem pewny, że za kilka tygodni drużyna wróci do regularnego punktowania w Bundeslidze. Bo to nie jest możliwe, by cały rok wygrywać i radzić sobie z najlepszymi w Champions League i zbierać tzw. „oklep” od chociażby Hannoveru 96. Potraktujmy te tygodnie jako przedłużony okres „pre-sezonu”.
Nie zgadzam się z kolejnym postawieniem sprawy – po tym sezonie miałby rozpocząć się rozbiór drużyny, bo ta nie jest w stanie zapewnić wielu trofeów. W takim wypadku nie bardzo rozumiem, co gwiazdy pokroju Oezila czy Sancheza robią w Arsenalu – czy im rzeczywiście nie zależy na zdobywaniu pucharów? Niczego im nie ujmując, przecież „Kanonierzy” nie są w stanie co roku triumfować w Barclays Premier League. Ba, nie zrobili tego od dziesięciu lat. I nie zanosi się na poprawę. Mimo to w klubie grają najlepsi zawodnicy. Czemu więc z Dortmundu uciekać mieliby Mats Hummels, Marco Reus czy Ilkay Guendogan?









