W ostatnim sobotnim starciu 27. kolejki Bundesligi Borussia Dortmund pokonała niegdysiejszego lidera tabeli, zespół Bayeru Leverkusen. Podopieczni Jurgena Kloppa pewnie zwyciężyli 3:0, wszystkie trafienia zdobywając w drugiej odsłonie meczu. To spotkanie było jednak przykładem, że nie zawsze lepszy zespół na boisku inkasuje komplet punktów.
Na Signal Iduna Park doszło do spotkania okrzykniętego mianem hitu kolejki. Borussia Dortmund podejmowała bowiem niedawnego lidera tabeli, Bayer Leverkusen. „Aptekarze” mieli jednak okazję powrócić na fotel lidera już po 27. serii spotkań. Było to efektem porażki „Bawarczyków” z Eintrachtem Frankfurt. Piłkarze „BVB” wiedzieli natomiast, że w walce o czołówkę ważne będzie zwycięstwo z podopiecznymi Juppa Heynckesa.
Lepiej jednak rozpoczęli goście. Widać, że determinacja i pozytywne nastawienie po klęsce monachijczyków była w zawodnikach z Leverkusen. Już w 11. minucie świetną okazję miał Stefan Kiessling, który wpadł w pole karne, lecz jego strzał bardzo dobrze wybronił Roman Weidenfeller. Niespełna dziesięć minut później, kolejną groźną akcję w polu karnym rywala stworzyli właśnie „Aptekarze”. Ponownie jednak bohaterem był golkiper „BVB”, który popisał się kapitalną paradą przy strzale głową Erena Derdiyoka z jedenastu metrów. Kolejne fragmenty gry to wzajemna wymiana ciosów w środkowej strefie boiska.
Najlepsza szansa miała miejsce tuż przed przerwą. Podręcznikową akcję przeprowadzili wówczas zawodnicy Bayeru. Najpierw, po płaskim podaniu w pole karne, futbolówkę instynktownie przepuścił między nogami Stefan Kiessling. Ta dotarła do Derdiyoka, który mocnym, plasowanym strzałem trafił tylko w słupek. Tym razem nic do powiedzenia nie miałby Roman Weidenfeller. Ostatecznie do przerwy bramek nie oglądaliśmy. Do szatni w lepszych humorach mogli schodzić przyjezdni, którzy stworzyli sobie cztery klarowne sytuacje, z czego dwie powinny skończyć się bramką.
Tuż przed wznowieniem drugiej odsłony niespodziewanej roszady w składzie dokonał Jupp Heynckes. Szkoleniowiec Bayeru Leverkusen zmienił bowiem bardzo aktywnego Stefana Kiesslinga, zastępując go Patrickiem Helmesem. Niewykluczone jednak, że w tej sytuacji zmiana była wymuszona. Na boisku zaś ciekawie zrobiło się już w 49. minucie spotkania. Najpierw fatalnie w sytuacji sam na sam zachował się Kevin Großkreutz, którego płaskie uderzenie sparował na rzut rożny Rene Adler. Jednak po kornerze golkiper z Leverkusen nie miał już nic do powiedzenia. Świetną centrę zamienił na gola Lucas Barrios, dostawiając tylko prawą nogę. Wszystko zatem wyglądało zupełnie inaczej, niż w pierwszej części. Wtedy to przeważali „Aptekarze” i wydawało się, że jeśli ktoś miałby otworzyć wynik, to będą to goście – czas pokazał, że jednak było inaczej.
Bramka sprawiła, że gospodarzom grało się wprawdzie lepiej, lecz w dalszym ciągu to Bayer posiadał optyczną przewagę. Futbol bywa jednak niesprawiedliwy, czego idealnym przykładem była potyczka na Signal Iduna Park. Drugiego gola w 61. minucie trafił bowiem Lucas Barrios, wykorzystując precyzyjne podanie partnera z zespołu. Wszystko na jedną kartę postawił już wtedy opiekun z Leverkusen, który w 67. minucie wyczerpał limit zmian. Maksymalne otwarcie się ze strony gości, odbiło się na nich negatywnie. W 87. minucie w sytuacji sam na sam gola zdobył Dimitar Rangelov i ustalił wynik spotkania na 3:0.








