Artur Boruc zdecydował się na zmianę swojej bardzo złej sytuacji w klubie i na znalezienie nowego wyzwania. Pytanie jednak, czy jego nowy zespół można traktować jak wyzwanie?
Boruc był w poprzednim sezonie dość mocnym punktem Southampton. Owszem zdarzały mu się błędy czy spektakularne puszczone bramki, takie jak ta:
https://www.youtube.com/watch?v=_Zi_uCcfA8s
Jednakże dość duża liczba czystych kont sprawiała, że Polak mógł być spokojny o pozycję podstawowego bramkarza Premier League. Wszystko jednak zmąciło odejście z zespołu trenera Maurcio Pochettino i zatrudnienie przez „Świętych” nowego menadżera.
Ten od razu zapowiedział, że będzie szukał nowego zawodnika na tę pozycję. A Boruc, jako że charakter ma jaki ma, to nie zamierzał się poddawać i był gotowy na walkę z Forsterem. Tyle że Koeman postanowił, iż żadnej walki nie będzie i Anglik z miejsca dostanie bluzę z numerem jeden. A Polak od razu został odstawiony od składu. Do końca okienka transferowego nie udało mu się znaleźć nowego zespołu i wszystko wskazywało, że najbliższe miesiące spędzi w brytyjskim „Klubie Kokosa”.
Dzisiaj jednak pojawiła się informacja, że Boruc jest bliski wypożyczenia do grającego w Championship Bournemouth. I już kilka godzin później plotka stała się faktem.
Pojawi się jednak pytanie, czy Polak podjął decyzję. Owszem, walory turystyczne są bardzo ważne, ale dla bramkarza powinno się liczyć przede wszystkim coś innego.
Bo jeśli chodzi o sam aspekt sportowy, to Artur nie wykonał kroku w tył. Tych kroków jest tak wiele jak piłkarzy, którzy w lecie pożegnali się z ekipą „Świętych”. Przede wszystkim jego przyszły zespół z ogromną dozą pewności nie będzie rywalizował o nic innego niż utrzymanie. Wystarczy spojrzeć na tabele. Po siedmiu kolejkach plasują się na 14. lokacie w tabeli i mają serię pięciu meczów bez zwycięstwa. Kolejna rzecz. Bournemouth dysponuje naprawdę fatalną defensywą i straciło już dziesięć bramek. A pamiętajmy, że do końca sezonu zostało jeszcze bardzo wiele kolejek.











