Już jutro na Stadionie Olimpijskim w Kijowie odbędzie się wielki finał piłkarskich mistrzostw Europy, w którym naprzeciwko siebie staną drużyny Italii i Hiszpanii. Specjalnie dla iGol.pl na kilka pytań dotyczących spotkania finałowego zamykającego polsko-ukraiński turniej odpowiedział komentator Polsatu Sport – Mateusz Borek.
Jesteśmy już na finiszu Euro 2012 i można zadać pytanie, gdzie się podziało to słynne catenaccio w wykonaniu Italii oraz tiki-taka w wykonaniu Hiszpanii. Czy Pan umiałby to w jakiś sposób wyjaśnić i uzasadnić?
Uzasadnić, gdzie się podziała tiki-taka, gdzie się podziało catenaccio…

Można odnieść wrażenie, że obie drużyny się przeobraziły i trenerzy obu zespołów pozamieniali się rolami. Styl gry obu ekip, do którego się wszyscy przyzwyczaili, został odwrócony o 180 stopni.
Wydaje mi się, że Hiszpanie już nie są głodni. Wygląda na to, że po prostu oni się już troszeczkę najedli mistrzostwem świata i mistrzostwem Europy. Do tego też doszło zmęczenie wynikające z rozgrywek ligowych, pucharowych, Ligi Mistrzów. Jednak to są także ludzie, a nie tylko roboty. Muszą rozgrywać po kilkadziesiąt meczów w sezonie i w zasadzie mentalnie też sporo ich to kosztuje. Natomiast Włosi… Wydaje mi się, że ta drużyna jest lepsza z meczu na mecz. To nie jest tak, że oni grali słabo w pierwszych dwóch spotkaniach, bo spotkałem się z takimi opiniami. Muszę powiedzieć, że akurat obejrzałem wszystkie mecze Włochów na stadionie podczas tego turnieju. Oni ani z Hiszpanią, ani z Chorwacją nie grali źle. Nawet nie grali przeciętnie. Grali dobrze albo nawet bardzo dobrze.
Można powiedzieć, że to był futbol wyrafinowany…
Ewidentnie mieli problem fizyczny po 60., 70. minucie. Natomiast w tej chwili gdzieś już ten problem zniknął i ta drużyna, wygrywając konkurs rzutów karnych z Anglią i mając brutalną przewagę nad Wyspiarzami w każdym aspekcie piłkarskim, uwierzyła, że jest w stanie ugrać na tym turnieju coś wielkiego. Bo jednak pamiętajmy, że ekipa ta miała swoje kłopoty. Po pierwsze afera korupcyjna, odsunięcie od reprezentacji Criscito. Potem doznaje kontuzji Chiellini, który ostatecznie wraca na mecz półfinałowy. Pamiętamy ciężką kontuzję Rossiego czy też brak dyspozycji Giampaolo Pazziniego.
Również Cassano.
No tak. Cassano także miał problemy. Cesare Prandelli musiał kadrę klecić – powiedziałbym – tak naprędce. Natomiast okazało się, że to jest facet, który ma pomysł na tę drużynę. Ma dobry kontakt z zespołem. Czasami potrafi być – w przypadku Cassano czy Balotellego – jak dobry ojciec, bo myślę, że ci piłkarze ze względu na wyskoki, afery, charakter w reprezentacji Polski nie mogliby grać, bo już dawno by zostali skreśleni. Natomiast w reprezentacji Włoch jakoś spokojnie jest dla nich miejsce w składzie. Do tego widać, że ta drużyna wykonała gigantyczną pracę pod względem taktycznym w okresie przygotowawczym, bo jednak zespół, który na poziomie mistrzostw Europy wymienia kilku piłkarzy i jest w stanie radzić sobie spokojnie w dwóch systemach w zależności od tego, z kim gra, budzi mój podziw. W pierwszych meczach była trójka stoperów. Daniele De Rossi, szeroko ustawieni Giaccherini i Maggio. I nagle się okazuje, że ta reprezentacja wychodzi na następne mecze w ustawieniu 4-1-3-2 czy 4-1-4-1. Z zupełnie innym składem defensywy, z zupełnie innymi bocznymi obrońcami i gra cały czas dobrą piłkę. I rozumie ten rysunek taktyczny, który tam sobie wymyślił Cesare Prandelli. Za to również na pewno tej drużynie należy się szacunek.












