Kolejna seria spotkań francuskiej Ligue 1 za nami. W hicie kolejki Marsylia zremisowała bezbramkowo z Bordeaux. Olympique Lyon nie zwalnia tempa i wygrywając z Nancy zbliża się do czołówki. Liderem wciąż „Żyrondyści”.
Spotkanie na Stade Velodrome, zapowiadane jako hit kolejki, nie zachwyciło. Pojedynek Marsylii z Bordeaux był niezwykle zacięty, ale zabrakło tego, czego kibice najbardziej oczekują, czyli bramek. Obie jedenastki zdawały sobie sprawę z rangi tego spotkania i chyba dlatego żadna z ekip nie chciała zbytnio się odkryć, a piłka większą część meczu znajdowała się w środkowej strefie boiska. Dość powiedzieć, że przez całe spotkanie marsylczycy tylko dwa razy uderzyli „w światło” bramki. „Żyrondyści” w kwestii strzałów spisali się trochę lepiej i czterokrotnie zmusili Steve’a Mandandę do interwencji. Nie zmienia to jednak faktu, że wszyscy kibice we Francji liczyli w niedzielny wieczór na coś więcej. Starcie obecnego mistrza z wicemistrzem skończyło się bez ofiar, ale podział punktów bardziej cieszy gości, którzy utrzymują fotel lidera francuskiej ekstraklasy.

Z kolei wielką satysfakcję i radość po tym weekendzie odczuwać musi szkoleniowiec Lyonu – Claude Puel. Nie dość, że jego drużyna wygrała z dobrze prezentującą się od początku rozgrywek ekipą Nancy, to wszystkie bramki strzelali zawodnicy sprowadzeni na Stade Gerland w letnim okienku transferowym. Wynik spotkania otworzył były zawodnik Saint-Etienne Bafetimbi Gomis, prowadzenie podwyższył Lisandro Lopez, a zwycięstwo „Les Gones” przypieczętował kupiony przed sezonem z Lille Michel Bastos. Goście odpowiedzieli tylko trafieniem Hadji’ego i Lyon ostatecznie wygrał 3:1. Claude Puel pokazał, że ma nosa do transferów, a jego zawodnicy potwierdzili, że celem numer jeden na ten sezon jest odzyskanie mistrzowskiej korony. Natomiast Ekipa z Lotaryngii po bardzo dobrym starcie notuje spadek formy i piłkarze Pablo Correi, którzy po dwóch kolejkach przewodzili Ligue 1, znajdują się obecnie w środku tabeli.
Po swoje pierwsze punkty i bramki w tym sezonie do beniaminka z Boulogne udali się piłkarze Auxerre. Pierwszy cel został spełniony, podopieczni Jeana Fernandeza zremisowali spotkanie, ale nadal nie potrafią przełamać strzeleckiego impasu. Brak Ireneusza Jelenia wciąż daje się ekipie z Akwitanii we znaki. O sobotnim meczu na Stadionie Wyzwolenia można powiedzieć tyle, że się odbył. Spotkanie bez większej historii zakończone zostało bezbramkowym remisem i sprawiedliwym podziałem punktów.
Dużo więcej emocji było w Lens, do którego przyjechała ekipa z Bretanii. Na Stade Bollaert kibice zobaczyli zacięte widowisko, w którym padły cztery bramki, a sędzia pokazał aż dwie czerwone kartki. Pojedynek z beniaminkiem lepiej rozpoczęli piłkarze Rennes, którzy już po czterech minutach uzyskali prowadzenie za sprawą Ismaela Bangoury. Gospodarze wyrównali po rzucie karnym wykorzystanym przez Yohana Demonta. Później na stadionie „Złocisto-krwistych” zaczęła się prawdziwa futbolowa „wojna”, której ofiarami padli Ramos i M’vila. Pierwszy wyleciał z boiska w 50. minucie, drugi dwadzieścia minut później. Kiedy za sprawą Jemmy, Lens objęło prowadzenie wydawało się, że trzy punkty zostaną na Stade Bollaert, ale wtedy przypomniał o sobie Gyan Asamoah, który w doliczonym czasie gry doprowadził do remisu i podziału punktów.











