Jeśli oglądaliście wczorajszy mecz między Chelsea i Liverpoolem, nie mógł umknąć waszej uwadze fantastyczny gol Jordana Hendersona, po którym trybuny na Stamford Bridge ucichły. Pół żartem, pół serio można powiedzieć, że w podobnych lubelskich warunkach przy dość pustych i cichych trybunach dziś futbolówkę do siatki rywala posłał Grzegorz Bonin. Cóż to było za spotkanie w jego wykonaniu? Co dziś najlepszego wyprawiała jego cała drużyna? To po prostu trzeba zobaczyć samemu. Tak, wiemy, nie sądziliśmy, że kiedykolwiek stwierdzimy coś takiego po meczu Górnika z Koroną.
Gole z kosmosu lub Playstation
Zacznijmy od wczorajszego meczu. Najpierw wspomniana bramka Hendersona:
Teraz Bonin, który postanawia przebić wyczyn Anglika po raz pierwszy…
https://twitter.com/OwskiMateusz/status/777145974854656001
…i drugi.
https://twitter.com/Ekstraklasa_TR/status/777154500289236992?ref_src=twsrc%5Etfw
Sami nie wiemy, co jeszcze można napisać po takich trafieniach. Kosmos? Galaktyczny strzał? Właściwie słów brakuje. Po takich bramkach jedyne, co się narzuca, to pomysł powołania natychmiastowej komisji do zbadania przyczyn, które uniemożliwiły Boninowi transfer do Realu lub Barcelony. Gwarantujemy, że w ekstraklasowym parlamencie taki projekt przeszedłby bez większych problemów.
To się nazywa lider na boisku
Kilka miesięcy sami pisaliśmy, ile znaczy ten zawodnik dla zespołu z Łęcznej. Wówczas akurat Górnik grał po prostu źle, a jako jedną z przyczyn ówczesnego stanu wymienialiśmy właśnie dołek Bonina. Gdy tylko ten wrócił do niezłej dyspozycji, jego zespół natychmiast zaczął punktować. I tu nie ma absolutnie żadnej mowy o przypadku. Prawdą jest, że niewiele drużyn w naszej ekstraklasie może dziś bez cienia wątpliwości wskazać swoich liderów na boisku. Wśród nich nie ma pewno łęcznian, dla których kimś takim jest Bonin – bezapelacyjnie najlepszy zawodnik w historii ligowych występów na tym poziomie. Przesadzamy? No to jeszcze jeden tweet.











