Piłkarze Owena Coyle’a po raz kolejny udowodnili, że utrzymanie w najwyższej klasie rozgrywkowej w Anglii jest dla nich kwestią życia albo śmierci. „Kłusaki” po trudnym meczu pokonały na wyjeździe Aston Villę i dzięki temu ciągle mają szansę na pozostanie w Premiership. Warto też wspomnieć, że wszystkie trzy strzelone bramki padły w zaledwie trzy minuty.

W pierwszej połowie przytłaczającą przewagę mieli gospodarze. Zakończyła się ona bezbramkowym remisem, ale „The Villans” mieli mnóstwo okazji, by pokonać bramkarza Boltonu. Doskonałą sytuację już w 1. minucie miał Chris Herd, którego strzał z główki przeleciał minimalnie nad poprzeczką. Gola z rzutu wolnego mógł tez zdobyć N’Zogbia, jednak jego uderzenie zostało skutecznie zablokowane. Najgroźniejszy dla defensywy gości okazał się Emile Heskey, który sam zdołał wypracować sobie dwie sytuacje, a pod koniec pierwszej połowy kilka razy świetnie dośrodkował. Ataki na bramkę Givena były rzadsze, ale i podopiecznym McLeisha sprzyjało szczęście. W poprzeczkę bowiem w 37. minucie uderzył Warnock.

Na początku drugiej części gry swojej szansy nie wykorzystał wprowadzony do gry Kelvin Davies. Bramki zaczęły padać za to dziesięć minut później. Jako pierwszy na listę strzelców wpisał się Warnock, który tym razem trafił w światło bramki. Gospodarze objęli prowadzenie. Nie minęło nawet 60 sekund, a na Villa Park było już 1:1. Gola z rzutu karnego podyktowanego za faul na Marku Daviesie pewnie strzelił Martin Petrow. To nie był koniec emocji. W następnej, 63. minucie, było już 1:2. Niemal od razu po wznowieniu gry piłka trafiła do N’Goga, a ten wykończył akcję, posyłając ją do siatki Bogdana.
Bolton w dwie minuty odrobił jednobramkową stratę i już do końca meczu jej nie oddał. Dla Aston Villi był to już siódmy z rzędu mecz bez zwycięstwa. Czyżby Alex McLeish chciał doprowadzić drugą drużynę z Birmingham do spadku? Gdyby udała mu się taka sztuka, na pewno zapisałby się na stałe w historii światowego futbolu.











