Niedzielę w Premier League otworzyły dwa spotkania. Na Reebok Stadium podopieczni Owena Coyle’a podjęli Blackburn. Z kolei na Molineux gospodarze zmierzyli się z Birmingham.
Bolton – Blackburn

Mecz rozpoczął się od mocnego uderzenia, bo zgromadzeni kibice mogli obejrzeć po akcji ze strony obu drużyn. Już po dwóch minutach po jednym strzale na swoim koncie mieli Jason Roberts oraz Mark Davies. Gospodarze nie dość, że są rewelacją rozgrywek i budzą respekt swoją pozycją w tabeli, to jeszcze grali u siebie. Niesieni wsparciem lokalnych fanów atakowali bramkę rywali, chociaż goście również zagrażali ich bramkarzowi. Czynił to między innymi El-Hadji Diouf, który oddał strzał w światło bramki pod koniec pierwszego kwadransa. Nieraz gola próbował zdobyć Martin Petrow, lecz jego wysiłki nie przyniosły skutku. Tymczasem podopieczni „Big Sama” nawet wyróżniali się swoją postawą, świetną okazję miał w 35. minucie Pedersen.
Po przerwie obraz spotkania nieco się zmienił. Po około 10 minutach gry sędzia Clattenburg wyrzucił z boiska Marka Daviesa, który zobaczył drugą żółtą kartkę. Za chwilę na boisku zameldował się zatem Fabrice Muamba. Wkrótce padła też pierwsza bramka, a zdobył ją właśnie świeżo wprowadzony zawodnik, który na wpisanie się do protokołu meczowego potrzebował trzech minut. Prawdziwe emocje rozpoczęły się jednak pod koniec regulaminowego czasu gry. W 87. minucie wyrównującego gola zdobył Mame Biram Diouf. Jednak po około 60 sekundach znów prowadzili gospodarze, którzy w porę zaatakowali rywala. Stuart Holden otrzymał świetne podanie od Daviesa i pozbawił złudzeń podopiecznych Allardyce’a. Trzy punkty zostały na Reebok Stadium.
Wolverhampton – Birmingham

Spotkanie zaczęło się od mało przyjemnego incydentu, gdyż już po dwóch minutach gry sędzia Martin Atkinson pokazał pierwszą żółtą kartkę, w tym przypadku dla zawodnika gości, Rogera Johnsona. Jako pierwsi bramce rywala zagrozili gospodarze, strzały głową oddali Edwards oraz Ebanks-Blake. Podopieczni McLeisha atakiem odpowiedzieli dopiero po 25 minutach gry, niecelnie uderzył Sebastian Larsson, który ostatnio wyznał, iż nie wyklucza, że może opuścić swój obecny klub. Jakiś czas później zakotłowało się trochę w polu karnym gości, pokonać bramkarza próbował Stephen Hunt, lecz golkipera dobrze asekurowali partnerzy z zespołu. „Wolves” byli jednak na fali i co raz próbowali zmienić wynik. Bardzo aktywny był Stephen Ward. Gospodarze w końcu wyszli na prowadzenie, lecz dokonali tego rzutem na taśmę i zdobyli tak zwaną bramkę do szatni. Uczynili to za pośrednictwem Stephena Hunta.











