Pewne zwycięstwa podczas świątecznej kolejki Premier League odniosły Bolton oraz Stoke. Czwarte w tym sezonie zwycięstwo odnieśli również gracze Wigan Athletic, którzy uciekli ze strefy spadkowej.
W niedzielę na Reebok Stadium podopieczni Owena Coyle’a pokonali beniaminka z West Bromwich. Przyjezdni w niedzielę nie pokazali nic ciekawego. Natomiast maszynka „Kłusaków” nie zawiodła również i tym razem. Dzięki temu zwycięstwu znakomity w tym sezonie Bolton umocnił się w czołówce tabeli i wyraźnie zarysował swoją przewagę nad Sunderlandem, który został pokonany na Old Trafford 2:0. Podopieczni Roberto Di Matteo mieli swoje szansę na strzelenie gola, ale żaden z graczy WBA poważnie nie zagroził bramce strzeżonej przez Jaaskelainena. Kilka okazji zmarnował Odemwingie. Nie lepiej grał Chris Brunt, któremu kompletnie nie wychodziły w niedzielę dośrodkowania. Bolton, grając normalnym tempem, zdołał dwa razy zadać cios swojemu przeciwnikowi. Bramkę na 1:0 w 40. minucie po ładnej akcji z Chung-Yong Lee zdobył Matt Taylor, gwóźdź do trumny gości przybił w 86. minucie Johan Elmander.

Na Molineux w niedzielę doszło do nie lada niespodzianki. Na teren „Wilków” przyjechali, spisani na relegacje, gracze Roberto Martineza. Kibice Wolverhampton nie mogli uwierzyć własnym oczom, kiedy patrzyli jak ich ulubieńcy już w 20. minucie przegrywają z jedną najsłabszych drużyn 2:0. Niewątpliwie bohaterem pierwszej połowy można nazwać snajpera Wigan – Hugo Rodallegę. Napastnik otworzył wynik spotkania już w dziewiątej minucie, by w 20. stworzyć akcję, która przyniosła drugiego gola dla jego zespołu. Wtedy na listę strzelców wpisał się, wypożyczony z Manchesteru United, Tom Cleverley. Jedyną wartą uwagi odpowiedzią gospodarzy był strzał z rzutu wolnego Nenada Milijasa. W drugiej połowie pojawił się na boisku Steven Fletcher, któremu udało się pokonać Al Habsiego w 87. minucie. Niestety było już za późno, by dołożyć drugie trafienie i Wigan wywiozło z Molineux trzy cenne punkty, dzięki którym wywindował się nad strefę spadkową. Wolves za to spadło na samo dno tabeli.
Na Ewood Park w niedzielę przyjechali gracze Tony’ego Pulisa. Po mało widowiskowej pierwszej połowie to jednak goście wyglądali na ekipę lepszą. Znakomite okazje, jeszcze w pierwszej części gry, mieli Rory Delap oraz Matthew Etherington. Jak się okazało żaden z piłkarzy Stoke nie potrafił pokonać Robinsona. Rozochoceni goście mocno zabrali się do roboty w drugiej połowie. Już po sześciu minutach po wznowieniu gry piłkę w siatce bramki Blackburn umieścił Robert Huth. Stoke, wyłączając małe nerwowe momenty, dominowało na Ewood Park, czego dowodem było drugie trafienie dla ekipy Pulisa. W samej końcówce meczu bramkę na 2:0 zdobył wprowadzony chwilkę wcześniej Marc Wilson. Gospodarze wyglądali tego wieczoru na bardzo słabych. Widać ostatnie wydarzenia, które miały miejsce w klubie odbiły się negatywnie na grę zawodników prowadzonych przez Steve’a Keana.











